dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1694

Artykuły z naszej strony
były czytane
3288183 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
„Według spisu właścicieli działek dołączonego do mapy katastralnej wsi z r. 1830, znanej Wawrzyńcowi Dayczakowi z okresu młodości - właścicielem w.w. "gruntu" (działki) był wówczas Błażej Kowalów. Z przytoczonej w cytowanych wspomnieniach ustnej tradycji rodzinnej wynika, że protoplastą rodziny Kowalów był w XVII w. nieznany z imienia Kowal, którego syn Marcin występuje w w.w. opowieści jako Kowalów Marcin. On to - w okresie, kiedy Chmielnicki szedł spod Zbaraża na Załoźce i zdobył zamek i miasteczko miał posiąść - w wyniku rabunku - "skarb", poczem zakopać go na terenie swej ojcowizny. Owego skarbu - jak można się spodziewać - nigdy nie znaleziono.

Na podstawie owych przekazów ustnych oraz adnotacji na mapie z r. 1830, wysunął Wawrzyniec Dayczak wniosek, że zmiana nazwiska właścicieli w.w. "gruntu" Kowalów na Dajczak nastąpiła zapewne w wyniku przyjęcia na zięcia przez owego Błażeja Kowalów któregoś z Dajczaków z Trościańca Wielkiego, używających przydomka Halaburda, podobnie zresztą jak Dajczakowie z Bzowicy. - Zatem utrwalona wśród miejscowej społeczności nazwa "ulica Halaburdów" - miała w Reniowie niedługi rodowód, sięgający zaledwie I połowy XIX wieku.

Niewymieniony z imienia zięć Błażeja Kowalów oraz jego syn Franciszek dysponowali jeszcze całym t.zw. "gruntem" t.j. 24 morgami, dawnym obszarem gospodarstwa pańszczyźnianego. Uwłaszczenie włościan w Galicji w r. 1848 własność tę utrwaliło formalnie. - Jej podział nastąpił w pokoleniu potomstwa Franciszka zasadniczo na dwie części pomiędzy dwóch jego synów: Józefa i Macieja, ojca Wawrzyńca, autora wspomnień.”.

[Maria Dayczak-Domanasiewicz: Dane historyczne o rodzinie Dajczaków ze wsi Reniów, oparte głównie na podstawie wspomnień Wawrzyńca Dayczaka spisanych w latach 1963-1967. Maszynopis Autorki w zbiorach Kazimierza Dajczaka.]



W roku 2012 zaczęliśmy gromadzić kopie stron ksiąg metrykalnych z mieszkańcami wioski Reniów. Mamy już ich całkiem sporo. I w grudniu b.r. od jednego z naszych Dobrodziejów otrzymaliśmy kluczowe dla opisywanej tu historii roczniki, dzięki którym mógł powstać niniejszy artykuł.

Ciekawą opowieść rodzinną, przechowaną w pamięci reniowskiej linii Dajczaków – Halaburdów, możemy uzupełnić nowymi materiałami.

Ten "Błażej Kowalów" zauważony przez Wawrzyńca Dayczaka w starym dokumencie to naszym zdaniem Błażej Dajczak, syn kowala Marcina Dajczaka i Marii (być może z domu Krzyżanowskiej). Prawdopodobnie pradziadek tegoż inżyniera Wawrzyńca. Nie pasuje to do rodzinnej legendy, sięgającej głęboko w XVII wiek i czasy Chmielnickiego, ale znajduje potwierdzenie w starych dokumentach.

Jeśli chodzi o skarby, to w tamtej części Kresów częsty wątek legend. I nie zawsze nieprawdziwych. W XVI i XVII stuleciu przeszło przez tą ziemię wiele najazdów. Tatarzy, Turcy, Kozacy Chmielnickiego a nawet Węgrzy Rakoczego. Wielu ludzi straciło życie, lecz ich majątek nie zawsze dostał się w ręce najeźdźców. Z okolic Reniowa co najmniej dwa znaleziska skarbów są potwierdzone w źródłach. W Bzowicy około roku 1910 odkopano skarb XVII-wiecznych monet hiszpańskich, belgijskich i niemieckich (”Ziemia” Nr 3 z 21 stycznia 1911). W Manajowie w maju 1874 roku włościanin wykopał srebrne przedmioty o łącznej wadze około 1,3 kg. Na skutek kłótni z chytrym karczmarzem Izraelitą, który próbował zanadto oszukać znalazcę, sprawa doszła do władz i skarb trafił do depozytu załozieckiego sądu („Dziennik Polski”. Nr 51 z 4 marca 1875 – materiał opublikowany na naszej stronie internetowej). Mogły być i inne takie znaleziska, których odkrywcy byli ostrożniejsi – i spokojnie korzystali ze swojego szczęścia.

Zostawmy jednak legendy i przejdźmy do dokumentów.

W końcu lat dwudziestych i w latach trzydziestych XIX wieku w domu nr 34 w Reniowie mieszkał Błażej Dajczak, syn Marcina i Marii, żonaty z Reginą z domu Olejnik.

Nazwisko związane z Kowalów w naszych materiałach reniowskich występuje tylko raz. W roku 1850 mamy chrzest dziewczynki, której ojcem był grekokatolik Michał Berkieta, a matką Maria z domu Kowal, wyznania łacińskiego, córka Błażeja Kowala i Reginy z domu Olejnik. Brzmi znajomo? O tak. I tu na pewno chodzi o córkę naszego Błażeja. Przy ślubie z Michałem Berkietą, a także przy chrztach innych dzieci (córek, bo synów pewnie chrzcili w cerkwi – tu niestety nie mamy dokumentów) ta Maria zawsze występuje pod nazwiskiem panieńskim Dajczak. Do tego w latach 30-tych mieszkała z mężem pod tym samym numerem domu 34, czyli w gospodarstwie Błażeja.

Dzieci Błażeja Dajczaka i Reginy z domu Olejnik:
- Maria, ur. ok. 1816, w roku 1833 (17.11) wyszła za grekokatolika Michała Berkietę z Reniowa
- Agnieszka, ur. ok. 1821, w roku 1839 (23.06.) wyszła za Andrzeja Kołtowskiego z Reniowa
- Katarzyna, dana urodzenia NN, wyszła za Marcina Kociubińskiego z Reniowa (w latach 50-tych XIX wieku chrzty dwójki dzieci tej pary)
- Dorota, ur. 30 stycznia 1830, wyszła za Jana Petryszyna z Reniowa
- Anna, ur. 21 czerwca 1832, w roku 1855 (11.11.) wyszła za grekokatolika Jakuba Petryszyna z Reniowa
- Rozalia, ur. 3 listopada 1835, zm. 16 lipca 1838

oraz syn Franciszek, ur. 1815, zm. 7 maja 1882, żonaty z grekokatoliczką Anną Szynkarek z Horodyszcza – tu zabawna historia, bo nie mamy jeszcze w naszych materiałach potwierdzenia jego pokrewieństwa z Błażejem, ale to właśnie on przejął dom rodzinny Dajczaków pod numerem 34 w Reniowie (Franciszek był ojcem Macieja Dajczaka - ludowego poety z Reniowa i dziadkiem inżyniera Wawrzyńca Dayczaka)

Oprócz córek, z ksiąg metrykalnych znamy także nazwiska dwojga innych Błażejowych domowników. 12 maja 1831 pod numerem domu 34 zmarła 33-letnia Dorota Dajczak, niezamężna, córka Marcina i Marii. Te same imiona rodziców co u Błażeja, więc pewnie była jego siostrą. Według wieku z księgi zgonów urodziła się około 1798 roku. A teraz prawdziwa „bomba”. 28 kwietnia 1837 pod wymienionym adresem zmarł Marcin Dajczak, wdowiec - nie podane po kim, wiek 105 (słownie: sto pięć) lat, czyli urodzony około roku 1732.

Pięknego wieku dożył ów Marcin. We wszystkich naszych księgach metrykalnych chyba tylko dwie czy trzy osoby dożyły do setki. W XVIII i XIX wieku ludzie żyli bardzo krótko. Wartoby kiedyś poświęcić tym nielicznym Matuzalemom osobny artykuł.

W każdym razie obecność Marcina w domu nr 34 świadczy, że pod tym adresem mieszkało wiele pokoleń Dajczaków - Halaburdów. Zapewne od wielu lat. I zagadka – kim był ów Marcin? Łamaliśmy sobie nad tym głowy z Kazimierzem. Czy Marcin był ojcem Błażeja i Doroty? Wiek trochę tu nie pasuje. Roku urodzenia Błażeja jeszcze nie znamy, jedyną w miarę pewną datą jest tylko rok urodzenia Doroty (ok. 1798). W momencie jej przyjścia na świat Marcin miałby więc 66 lat. W rodzie Halaburdów zdarzało się już późne ojcostwo, i to wcale nierzadko. Jednak wiek 66 lat to trochę dużo – i tu ogarnia nas zwątpienie, czy np. nie było w tej rodzinie dwóch Marcinów? Starszego, nazwijmy go Marcinem „seniorem”, czyli tego 105-letniego Matuzalema, który wówczas byłby dziadkiem Błażeja. I młodszego – Marcina „juniora”, żonatego z niewymienioną z nazwiska Marią, który był ojcem Błażeja i Doroty, a synem Marcina „seniora”.

Rozwiązanie tej zagadki będzie trudne. Najstarsze księgi kościelne z Załoziec spłonęły w czasie I wojny światowej. Jednak mogą nam dojść kolejne cenne poszlaki. Na przykład orientacyjny rok urodzenia Błażeja (księga zgonów?), czy innych potomków Marcina i Marii. Być może wpis o zgonie żony Marcina pod numerem domu 34 w Reniowie? (Jak miała na imię? Ile miała lat?). Wiele stron metryk kościelnych z mieszkańcami Reniowa jeszcze nam brakuje. A gdzieś tam mogą być odpowiedzi na te pytania. Razem z Kazimierzem mamy nadzieję że w roku 2013 uda nam się coś z tych tajemnic wyświetlić.

Jedno przynajmniej wydaje się udowodnione powyżej. Identyczność Błażeja Dajczaka, z owym „Błażejem Kowalów” ze starego dokumentu z lat 30-tych XIX wieku, do którego miał dostęp inżynier Wawrzyniec Dayczak. Mam nadzieję, że nasi krewni i inni Czytelnicy, którzy zajrzeli do tego artykułu, przyznają mi rację. Od siebie jeszcze dodam, że imię Błażej rzadko występuje u grekokatolików, przynajmniej w dokumentach z okolic, którymi się zajmujemy.

Wytłumaczenie, skąd wzięło się w dokumentach nazwisko „Kowalów” jest bardzo proste. Reniów był wsią z przewagą ludności ruskiej. U Polaków z Trościańca Wielkiego nazwiska były już ukształtowane w XVIII wieku (najstarsze dokumenty jakimi dysponujemy - metryki józefińskie z Trościańca, rok 1787) - i potem się nie zmieniały, pomijając pisownię (np. Dayczak/Dajczak). U Rusinów jeszcze w połowie XIX wieku nazwiska były dość płynne. Widać to wyraźnie w księgach metrykalnych greckokatolickich z Olejowa. Ciekawy jest przykład rodziny którą naprzemiennie zapisywano jako Pobereznik (tzn. gajowy - zapewne od pełnionego zawodu) i Semoniszyn/Semonyszyn. Tak samo w olejowskich wykazach podatkowych, tzw. metrykach józefińskich w roku 1788 posiadaczem domu i kilku pól był niejaki Kowalowy Seńko, a kilkadziesiąt lat później, w metrykach franciszkańskich (1821) dokładnie te same nieruchomości dzierży Seńków Stefan - zapewne syn pierwszego (nazwisko Seńków w r. 1788 w Olejowie jeszcze nie występowało). Takich zmian nazwisk nie ma w księgach łacińskich ani w wykazach podatkowych ludności polskiej (Trościaniec, Olejów).

Więc naszym zdaniem ów Błażej był od urodzenia Dajczakiem, choć rusińscy sąsiedzi mogli go zwać Kowalów i tak mógł go jakiś reniowski wójt czy przysiężny (z narodowości Rusin) panu c.k. geometrze podyktować.

Teraz przejdę do tego, co nas z Kazimierzem najbardziej interesuje, czyli tzw. „reniowskiego śladu”.

Mamy pewien kłopot z umocowaniem naszych przodków Dajczaków w Trościańcu. To znaczy na pewno tam mieszkali od roku 1822 (patrz linia nr 1 Dajczaków na naszych drzewkach trościanieckich rodów). Jednak nie możemy ich połączyć z metrykami józefińskimi i franciszkańskimi z tej wioski. Wciąż nie wiemy, gdzie mieściło się nasze najstarsze „rodzinne gniazdo”, od którego wszyscy wyszliśmy. Dom nr 53 w którym mieszkał nasz praprzodek Jan żonaty z Marią z domu Sąsiadek, według austriackich dokumentów podatkowych należał do Sąsiadków. I tu ślad się urywa.

Z drugiej strony wiemy z rodzinnych opowiadań o naszym pokrewieństwie z Dajczakami reniowskimi, którzy także wywodzą się ze szczepu Halaburdów. I ta wiedza o pokrewieństwie z nami występuje również w ich gałęzi rodu. To nie może być przypadek. Jedyny kłopot, że ze starych metryk kościelnych nie mogliśmy dotąd tego pokrewieństwa udowodnić. Wydawało nam się bardzo stare, czyli wspólny przodek najwcześniej w końcu XVIII wieku.

I nagle trafiają nam się te strony kościelne z Reniowa. Od razu rzuca się w oczy:

Błażej Dajczak z Reniowa, syn Marcina i NN Marii

Jan Dajczak z Trościańca Wielkiego, ur. ok. 1797 syn Marcina i Marii z domu Krzyżanowskiej

Czy przypadkiem nie chodzi tutaj o tych samych rodziców? I naszego zaginionego wspólnego przodka? (owego Marcina).

Kwestia numer dwa, to gdzie ten wspólny przodek mieszkał? Czy przypadkiem nie w Reniowie, gdzie mógł być kowalem? Trochę nam to wywraca nasze dotychczasowe wyobrażenia. Wszyscy Dajczakowie i tak wywodzą się z Trościańca. Jednak nasz ród mógł na kilkadziesiąt lat przenieść się do Reniowa, a potem przodek Jan znów do Trościańca wrócił. Przed odkryciem ostatnich dokumentów w ogóle nie braliśmy tej możliwości pod uwagę.

Jednak nie pasuje tutaj Maria z domu Krzyżanowska, żona „naszego” Marcina a matka naszego (już bez cudzysłowu) praprzodka Jana. Krzyżanowscy to nie jest ród z Reniowa. A w czasach pańszczyźnianych (i później zresztą też) powodem takiej przeprowadzki do innej wsi było zwykle małżeństwo. Chyba że Maria Krzyżanowska była kolejną żoną Marcina, po jakieś zmarłej Reniowiance.

Wiele jeszcze tutaj niewiadomych. Trzeba poszukać kolejnych dokumentów.

1) Przede wszystkim najwcześniejsze dostępne roczniki ksiąg kościelnych z mieszkańcami Reniowa. Czyli co najmniej 1816-1822 (a najlepiej 1816-1829). Tu może kryć się odpowiedź czy cała nasza gałąź Halaburdów pomieszkiwała w Reniowie. Zgon żony Marcina, kolejne dzieci tej pary, być może powiązania Błażeja z innymi rodzinami Dajczaków (to też dowód pośredni, jeśli w Reniowie mieszkało więcej rodzin Halaburdów, a w Trościańcu tylko nasz Jan).

A jeśli nasze hipotezy się potwierdzą to 2) metryki józefińskie i franciszkańskie z wioski Reniów, gdzie będziemy mogli poznać stan majątku naszego przodka Marcina.

Przydałoby się też 3) zapis o śmierci Błażeja z Reniowa – prawdopodobnie lata 40-te, 50-te, lub 60-te – gdzie będzie podany jego orientacyjny wiek. Z tym że tu już wszystkich kopii nie trzeba wykupywać.

Mam nadzieję, że w 2013 roku część tych naszych tajemnic uda się rozwikłać.



A na koniec moja autorska legenda o pochodzeniu rodu Dajczaków.

Jest lato 1657 roku. Do zamku w Załoźcach przybywa oddział żołnierzy hetmana wielkiego koronnego Stanisława Rewery Potockiego. Prowadzą grupę jeńców – Węgrów. Czy pojmali ich w jakieś potyczce, czy też wyłapali po drogach jako dezerterów – nigdy się nie dowiemy.

Skąd się wzięli w Załoźcach ci przybysze z południa? W styczniu 1657 roku, razem ze swoim wodzem, księciem siedmiogrodzkim Jerzym Rakoczym II, wzięli udział w wyprawie na Polskę. Rakoczy, w sojuszu ze szwedzkim królem Karolem X Gustawem i kozackim hetmanem Chmielnickim, próbował dokonać rozbioru Polski. Marzyło mu się zagarnięcie dla siebie Mazowsza i Małopolski, z bogatymi żupami solnymi. Zwykli żołnierze siedmiogrodzcy mogli co najwyżej liczyć na wojenne łupy. Mimo początkowych sukcesów najazd zakończył się wielką porażką. Polska wyprawa odwetowa potężnie spustoszyła Siedmiogród. Szwedzi wycofali większość swoich wojsk z Polski, na nową wojnę - z Danią. Wokół osamotnionej armii siedmiogrodzkiej zaczęły się gromadzić polskie wojska. Dywizje hetmanów Potockiego i Lubomirskiego odcięły drogi do domu. Z północy nadciągały wojska Czarnieckiego i oddziały litewskie. Rakoczemu została jedyna droga odwrotu – na wschód. Próbował się ratować ucieczką do Chmielnickiego. Na północ od Lwowa dopędził go polski pościg. 11 lipca pod Magierowem dywizja Czarnieckiego rozbiła tylną straż Rakoczego. W ręce zwycięzców wpadło 2000 wozów taborowych z większością łupów z Polski i zapasami żywności. Tysiące spanikowanych Węgrów potonęły w bagnistych rozlewiskach rzeki Pełtew. Żołnierze siedmiogrodzcy już nie chcieli walczyć i marzyli jedynie o szczęśliwym powrocie do domu. Cofali się przez okolice Zborowa i Załoziec. Jednak ich szanse malały z każdym dniem. Od zachodu zbliżały się połączone dywizje Czarnieckiego, Potockiego i Lubomirskiego. Od wschodu nadciągali sprzymierzeni z Polakami Tatarzy. Kozaccy sojusznicy uciekli, w szeregach węgierskich szerzyła się dezercja. Resztki wojsk Rakoczego, doścignięte i pobite pod Czarnym Ostrowem na Podolu, kapitulują w Międzyborzu (21 lipca 1657). Rakoczy musiał obiecać olbrzymi, wielomilionowy okup i wycofanie siedmiogrodzkich załóg z polskich twierdz Kraków i Brześć Litewski. Nie uratowało to jednak jego ludzi. Tatarzy nie uznali traktatu i 31 lipca 1667 rozgromili Siedmiogrodzian niedaleko Trembowli. 11.000 jeńców trafiło do bisurmańskiej niewoli. Jedynie niedobitki wróciły do domu.

Nasi jeńcy mieli to szczęście w nieszczęściu, że nie wpadli w ręce Tatarów i nie pognano ich na targi niewolników do Azji. Zapewne po wzięciu do niewoli poddano ich selekcji. Bogatsi mieli szansę się wykupić. Wyszkolonych żołnierzy wcielano do polskich szeregów. Natomiast pozostali biedacy – zapewne pachołkowie lub jakieś obozowe ciury, zbyt biedni by się wykupić i nieprzydatni militarnie – zostali poddanymi Potockich. Najpierw byli pewnie używani do naprawiania fortyfikacji na załozieckim zamku czy innych prac fizycznych. Później załoziecki pan burgrabia osadził ich po różnych wyludnionych po wojnach Chmielnickiego wioskach jako pańszczyźnianych chłopów. Być może pojedynczo, żeby się ze sobą nie zmawiali. Niektórzy mogli próbować ucieczki. Inni – szczególnie jeśli na Węgrzech mieli podobny status społeczny - odpuścili, znaleźli sobie żony, wrośli w miejscową społeczność. I tak zapewne Ferencs trafił do Ratyszcza, Sándor do wsi Białogłowy, a Dajcsák do Trościańca Wielkiego. Mogły być jeszcze jakieś inne rody pochodzące od Węgrów, ale w nazwiskach nie zachował się ślad. Pierwsze pokolenie pewnie jeszcze tęskniło za ojczyzną i posługiwało się swoją mową. Po 250 latach u ich potomków został tylko mglisty ślad w opowiadaniach rodzinnych, że pochodzą od jakiś jeńców wojennych.

Remigiusz Paduch, wnuk Michała Dajczaka Halaburdy z Olejowa
Stargard Szczeciński, grudzień 2012



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Stanislaw dnia grudzień 20 2012 16:32:20
Witam,
Ponownie gratuluję "dobrej roboty". Postęp jest niesamowity.
Serdecznie pozdrawiam i życzę zdrowych i wesołych Świąt Bożego Narodzenia oraz szczęśliwego Nowego Roku.
Stanisław
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018