dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3420091 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Hrabia Kazimierz Wodzicki z Olejowa czynnie wspierał powstanie styczniowe. W jego majątku - a konkretnie w lasach olejowskich - formował się jeden z oddziałów powstańczych, biorących udział w nieudanym rajdzie na Radziwiłłów. Materiały źródłowe o tym zamieściliśmy w artykule "Olejów powstaniu styczniowym".

Kolejne źródło dostarcza nam następnych informacji. Wodzicki jest tu wspominany jako naczelnik obwodu i jeden z organizatorów wypraw powstańczych ze wschodniej części Galicji. Autor z uznaniem pisze o jego roli w potężnym wyczynie logistycznym, jakim było przerzucenie w ciągu jednej nocy furmankami 1.200 powstańczych żołnierzy na granicę rosyjską. W Galicji był już wtedy stan wojenny, po drogach kręciło się austriackie wojsko, dodatkowo w wielu miejscowościach chłopi współpracowali z c.k. władzą. A tu nikt nie "sypnął" Austriakom. Na pewno w tej operacji brali też udział mieszkańcy Olejowa - zaufani oficjaliści i pracownicy dworu. Bez pomocy zaufanych ludzi, których lojalności organizatorzy mogliby być pewni, to się po prostu nie mogło udać.

Niestety, ta ludzka ofiarność, wielkie koszty i sprawna organizacja poszły na marne. Wyprawa zakończyła się kłótniami dowódców, a potem haniebną ucieczką niedoszłych powstańców do Galicji - bez walki z Moskalami. Podkopało to wiarę w powstanie wśród społeczeństwa wschodniej Galicji.



[źródło: Dr Jan Stella-Sawicki: Galicya w powstaniu styczniowem. Wydanie drugie wznowione. Lwów. Księgarnia Gubrynowicza i syna. 1913.] Zachowano oryginalną pisownię.

Oddział podolski jenerała Gołuchowskiego zorganizowany i uzbrojony miał 500 ludzi i 130 koni; ochotnicy zaś w konnicy byli to młodzi ludzie z tamtych okolic, synowie właścicieli ziemskich i dzierżawców, oficyaliści, a także słudzy dworscy wszyscy do jazdy zdolni. Ubranie ci ostatni mieli jednakowe, uzbrojenie kawaleryi: lanca, pałasz i pistolety, a w części i karabiny kawaleryjskie, które sprowadzono z Wiednia. Oddział ten, oprócz tego, miał zapas strzelby i amunicyi, sprowadzonej z Jass przez Karola Lewakowskiego, by ludność graniczną zaopatrzyć w broń, na której zabranym krajom zupełnie zbywało. (...)

Na Radzie komitetu nastąpił spór między jego członkami co do wysłania gotowego już oddziału Gołuchowskiego na Ruś. Sapieha i Ziemiałkowski byli za wysłaniem natychmiastowem, Smółka i Golejewski przeciw. Spór ten przeszedł w sprzeczkę, która się skończyła tem, że Smółka i Golejewski oświadczyli iż występują z Komitetu.Sapieha i Ziemiałkowski, ze względów na mnóstwo zamówień, które zrobiono, pozostali, lecz zwołali zjazd 12 obwodowych, aby ci orzekli czy wysyłać czy nie wysyłać oddziały na Ruś i żeby odnowić komitet przez uzupełnienie.

Na zjazd przybyli Grocholski, Wodzicki Kazimierz, Zygmunt Dębowski, naczelnik obwodu Przemyskiego, Urbański naczelnik obwodu Sanockiego i Gołuchowski. Zebranie odbywało się w mieszkaniu Lubomirskiego nad Szkarpami, a po zdaniu sprawy przez Sapiehę o tem co zaszło, przedłożono naczelnikom do decyzyi kwestyę, czy wysyłać oddziały na Wołyń i Podole. Prócz Koziebrodzkiego naczelnika Kołomyjskiego a szwagra Golejewskiego, wszyscy byli za wysłaniem. (...)

Kto nie wie z jakiemi trudnościami wpływały ofiary, z jakim mozołem sprowadzano broń i amunicyę, jakiej potrzeba było pracy i poświęcenia, by tę broń, amunicyę i przybory ukryć i dowieźć na miejsce przeznaczenia, a tam znowu utrzymać aż do chwili wymarszu powstańców, kto nie wie jakie męki potrzeba było przechodzić nim się oddział uzbroiło i na miejscu zbornem skupiło, ten nie może mieć wyobrażenia o uczuciu jakiego się doznawało na wieść że wszystkie te mozoły, prace, zachody i męki skończyły się na rozbiciu oddziału i na zaprzepaszczeniu tak skrzętnie zgromadzonego rynsztunku. Potrzeba było gorącej miłości ojczyzny, by po tych niepowodzeniach, po tylu niespodziankach do dalszych prac przystępować. Rozbito oddział - wnet się zabierano do uzbrojenia nowego; rozbito i ten - uzbrajano trzeci i nie opuszczano rąk, nie żałowano nowych trudów, nie oglądano się nawet na niebezpieczeństwo takiego postępowania, które z poza groźnej postawy rządu przezierać zaczęło. Hr. Mensdorf otrzymał pozwolenie, nie ogłaszając tego bynajmniej (zupełnie po austryacku), aby wojska w całej Galicyi były oddane na usługę policyi, przeznaczając do tego drobne oddziały po całym kraju, szczególnie na granicy, które przytrzymywały lub aresztowały przejeżdżających, a nawet rewizye po domach robić poczęły. (...)

Komitet otrzymał od Wysockiego uwiadomienie, że zamówiona przez niego broń przybyła na dworzec lwowski i prosił o przewiezienie jej do lasów berlińskich, około Brodów. Broń ta, w ilości 600 karabinów była przysłana w trzech kotłach żelaznych, każdy po 30 centnarów wagi. Wykraść kotły z magazynów i przewieźć taki ciężar było rzeczą niełatwą; tymczasem komisarz policyi, który był przez komitet ujęty i magazynier żądali kategorycznie zabrania kotłów, gdyż po upływie ósmego dnia, będą z urzędu otworzone, jeżeli po nie nikt się nie zgłosi. Z wielką trudnością odszukano trzech furmanów, którzy zabrali te kotły i ze Lwowa przewieźli do Ponikwy, majątku Seweryna Borkowskiego. W następną noc wyjęto broń z kotłów i na 40 brykach wywieziono w berlińskie lasy. Przy rozpakowywaniu Hubicki wziął pierwsze dwie sztuki do Lwowa na pokaz, aby stosownie do kalibru przysposobić ładunki. We Lwowie pokazało się, że kaliber niejednaki, tak, że z ładunkami będzie ambaras; ladsztoki nie wchodziły w rurkę, bagnety nie właziły na lufę, kominki nie były dowiercone, zamki tak słabe, że nie rozbijały kapsli. Musiano więc odkopać zakopaną broń, nocami posyłać rusznikarzy, aby naciągali sprężyny zamkowe, opiłowywali lufki, lub ladstoki, większa bowiem część broni była nie do użycia bez tej lub owej naprawy. Robota ta zajęła bardzo wiele dni.

W owym też czasie wskutek porozumienia Gołuchowskiego z Różyckim, stanęła umowa, aby umówionego dnia wkroczył Gołuchowski na Podole, gdzie Różycki z nim się połączy. Wskutek tego ludzie wszystkich przydzielonych Gołuchowskiemu obwodów ruszyli ku granicy. Wtem przyszedł rozkaz od Wysockiego, aby komitet wstrzymał Gołuchowskiego a odesłał ludzi na dawne leże. Rozkaz ten spełnił Gołuchowski, choć nie bez znacznej straty, bo wracających ludzi wojsko i żandarmerya w znacznej części wyłapały, broń zaś którą miał przewieźć za granicę i amunicya została zabrana i skonfiskowana.

Komitet dowiedziawszy się o tem kazał natychmiast 350 sztućców przesłać z Wiednia pod adresem kupców zaleszczyckich i brzeżańskich i wyprawił je bocznemi drogami do oddziału Gołuchowskiego, lecz policya dowiedziała się o tej wysyłce i złowiwszy ją skonfiskowała.

Wysocki postanowił wkroczyć na Wołyń trzema oddziałami. Główny oddział pod jego dowództwem miał przejść granicę koło karczmy brodzkiej "Bezednią" zwanej na północ od Brodów, wśród lasów zbudowanej. Drugi oddział z 300 piechoty i 50 jazdy, pod dowództwem pułk. Horodyńskiego miał przejść granicę w okolicy Podkamienia; trzeci także o sile 300 piechoty i 50 jazdy pod pułkownikiem Miniewskim miał wkroczyć w okolicy Baryłowa na lewym brzegu Styru. (...)

Więcej informacji o tej nieudanej wyprawie zamieściliśmy w artykule "Olejów powstaniu styczniowym".

Nieszczęśliwa wyprawa jen. Wysockiego obudziła wielkie niezadowolenie w całym kraju. Zaczęto coraz to głośniej odzywać się, że tak dalej powstania prowadzić niepodobna, że nie godzi się dawać ostatni często grosz, zwozić z niebezpieczeństwem osobistem broń, amunicyę i przybory wojenne, przechowywać i karmić powstańców, słowem rujnować się i narażać, aby ten lub ów zabawił się parę dni w dowódcę i wrócił po przejściu granicy, straciwszy cały rynsztunek i zdemoralizowawszy ludzi. (...)

Od chwili objęcia władzy cywilnej w ręce wojskowe, prace organizacyjne posuwać się zaczęły szybko. Zamiast dawnych długich listów z rozkazami posyłano małe kartki z dodatkiem "pod osobistą odpowiedzialnością" i z pieczątką naczelnego wodza lub z podpisem Pułk. Strusia. Kartki te z początku miały cudowną siłę, a posłuch był nadzwyczajny. Nawet tacy, od których żadną miarą nie można było ściągnąć podatku narodowego, otrzymawszy taką kartkę, płacili natychmiast, strach bowiem, jak powiadają, ma duże oczy. Najważniejszem następstwem przewrotu był regularny wpływ pieniędzy do Kasy narodowej. Po kraju rozeszła się wieść, że wojskowość nie myśli żartować i będzie przeprowadzać swe zamiary z największą energią, a winnych oporu lub nienależytego spełnienia rozkazu pociągnie do odpowiedzialności przed sądy rewolucyjne.

Jednak przejście władzy z rąk Komitetu obywatelskiego w ręce władz wojskowych pociągnęło za sobą także ujemne następstwa; zrodziło bowiem wielkie niezadowolenie w obwodach, których kierownictwo oddane było obywatelom, niepokój i obawę, że organizacya wojskowa nadużyje tej władzy. Szlachta była rozgoryczona tem, że ją usuwano od czynności, gdy ona chciała być czynną. Ustępując więc z pola, obrażona, stawała się obojętną lub nawet niechętną dla sprawy, w której żądano od niej tylko ofiar materyalnych, a nie udziału ich samych.

Jeden z najbardziej czynnych, popularnych i patryotycznych obywateli hr. Kazimierz Wodzicki złożył urząd obwodowego, a w odezwie swej motywował ten krok tem, że honor jego i sumienie nie pozwalają mu iść razem z ludźmi nieznanymi sobie i nie znając dróg, któremi oni chcą dążyć.

Odezwa jego stała się hasłem do ogólnego oporu i nieposłuszeństwa względem Rządu Narodowego i jego reprezentantów, a jak obaczymy niżej, w obwodzie brzeżańskim pociągnęły za sobą bardzo smutne następstwa. Co więcej, posłuch, wywołany strachem, nie mógł trwać długo. Bardzo prędko przekonano się, że wojskowość nie posiada żadnej siły egzekucyjnej w kraju dla zmuszenia do posłuszeństwa, bo do środków rewolucyjnych uciekać się było niepodobieństwem i więcej zaszkodzić, niż pomódz sprawie mogło. Wszystko więc powoli zaczęło wracać do dawnego porządku. Wygranem jednak było to, że przez miesiąc cały posłuch był bardzo wielki, czynność energiczna, a cztery oddziały 4-ty, 5-ty, 6-ty i 7-my stanęły do wymarszu w zupełnej gotowości. (...)

Mając zamiar wkroczyć na Ruś, Różycki postanowił wzmocnić powstanie w Lubelskiem, gdzie, jak widzieliśmy wyżej, sprawa powstania bardzo źle stała. W tym celu Różycki zdecydował się cztery gotowe oddziały oddać do dyspozycyi jen. Kruka (Heidenreicha). W tym celu d. 11-go października dowódcy 4-go, 5-go, 6-go i 7-go oddziału byli wezwani do Lwowa i przedstawieni przez Różyckiego nowemu głównodowodzącemu. Pułk wołyński i pozostałe oddziały piechoty przeznaczono do wyprawy na Ruś.
Na szefa sztabu jenerałowi Krukowi Różycki dał Rudnickiego (Sawa).

Kruk przybywszy na granicę północną w obwodzie Żółkiewskim, a rozpatrzywszy się w rozkładzie sił moskiewskich, zebrał dowódców na naradę i zdecydował się posłać 4-ty, 6-ty i 7-my oddział na Wołyń, żeby stamtąd wkroczyć w Lubelskie, 5-ty zaś oddział idąc nad granicą Lubelskiego, miał potem połączyć się z nimi. Powodem przyjęcia planu tego była ta okoliczność, że na Wołyniu było mało wojsk moskiewskich, podczas gdy Lubelskie było obsadzone bardzo znacznemi siłami.

Dzięki zdumiewającej energii, zręczności i znajomości kraju naczelników obwodowych pp. hr. Kazimierza Wodzickiego z Olejowa, Stanisława Polanowskiego z Ostrowa i Tadeusza Wiśniewskiego z Krystynopola, w nocy z 29-go na 30-ty października 5-ty, 6-ty i 7-my oddziały t. j. 1200 ludzi ze Złoczowskiego, Brzeżańskiego i południowych części Żółkiewskiego, pomimo snujących się we wszystkich kierunkach patroli austryackich, na furmankach były przewiezione bez straty na granicę.

W wyprawie doszło do karygodnych niesubordynacji. Po przejściu na rosyjską stronę granicy zgubiły się niektóre oddziały, źle wystawiano warty. Gdy generał Kruk próbował zaprowadzić porządek, doszło do otwartego buntu oficerów i żołnierzy. Grożono mu bronią, złorzeczono. Generał złożył więc dowództwo i odjechał do Galicji. Nowy dowódca, hrabia Wojciech Komorowski 1 listopada 1863 wyruszył w stronę Porycka na Wołyniu. Na skutek fałszywych pogłosek o nadciąganiu znacznych sił moskiewskich oddział postanowił wycofać się do Galicji. Praktycznie bez żadnej walki, bo dopiero nad granicą doszło do utarczki z patrolem kozackim, w której zginął jeden powstaniec.

Na granicy już stały austryackie wojska, aby przyjąć cofających się. Wtedy to nastąpił nieład straszny: kolumna rozciągnęła się, szyki zmieszały, porządku wprowadzić było niepodobna. Doszedłszy do Sokala, oddział cały poszedł w rozsypkę; wojsko austryackie wyłowiło mnóstwo ludzi i zabrało tabory. Cała więc wyprawa, która kosztowała tyle pracy i tyle wydatków (do 60 tyś. złr.) została marnie zgubiona (...)

Gdy wieść o tej klęsce doszła do Lwowa, sprawiła przygnębiające wrażenie. Więc ta wojskowość, która wzięła władzę w ręce swoje, nic lepszego zrobić nie mogła i powtórzyła wyprawę Radziwiłłowską, tylko w gorszem, haniebniejszem wydaniu! Kompromitacya była ogromna, sarkanie straszne! Trudno wypowiedzieć nawet, ile pracy włożono, na ile niebezpieczeństw narażano się, aby rzucić na pole bitwy półtora tysiąca dobrze zorganizowanego wojska narodowego i prawie na tyleż ludzi zapasowej broni, aby było czem uzbroić miejscowych powstańców. Oddziały były ubrane i uzbrojone tak, jak dotychczas nie był ubrany i uzbrojony żaden oddział powstańczy; przy każdym były furgony doskonałe z bronią zapasową, kosami, ładunkami i t. d. i wszystko to zmarnowano w ciągu dnia jednego, nawet bez boju! Powstało zniechęcenie, demoralizacya, brak wiary i zwątpienie!...



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019