dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3326026 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Trochę szczegółów z dawnego Olejowa, o dworze i jego mieszkańcach, zapamiętanych po latach przez Olejowiankę, Helenę Dajczak z domu Sikorską, mieszkającą w Borucinie koło Kamienia Pomorskiego i opowiedzianych w dniu 24 października 2007 r. Henrykowi Śliwie ze Stargardu Szczecińskiego. Notatki sporządził Henryk Śliwa, przepisał i opracował Remigiusz Paduch.

Pałac olejowski przed wojną stał opuszczony. Nikt w nim nie mieszkał. Był spalony jeszcze za Rosjan, w I wojnie światowej. Nie było dachu, stały tylko same ściany. Był to budynek parterowy. Ściany były pomazane, pełno śladów po pożarze, ale tu i ówdzie przeświecały jasne plamy, więc musiał być przed zniszczeniem pomalowany w jakieś jasne barwy.

Przed pałacem rosły drzewa, obok kawałek dalej był park. I ten park wokół pałacu został wycięty przez Ukraińców w czasie okupacji na opał. I był to czyn zdecydowanie złośliwy, bo pełno było w okolicy drewna w lasach.

Od północy było podwórko, stodoły, stajnie i obory z krowami. I stał dom, w którym mieszkali Wojtowicze. Wojtowicz był ostatnim ekonomem olejowskim. Przejął tą posadę niedługo przed wojną od swego ojca, też wieloletniego ekonoma u Wodzickich. W tym domu mieszkała także jego matka z córkami. Żona Wojtowicza, z domu Kurowiecka, była rodzoną siostrą żony Piotra Dajczaka.

Dziedzic miał wiele koni i zatrudniał kilku fornali, którzy zajmowali się tymi końmi. Były też krowy, których udojem zajmowały się trzy kobiety z Olejowa (nie mieszkały w majątku, dochodziły do pracy z wioski).

Hrabia Aleksander z rodziną mieszkał trochę dalej od pałacu, na zakręcie przy szosie ze Zborowa do Załoziec. W takim normalnym domu, oczywiście trochę lepszym niż inni ludzie na wsi. Syn hrabiego był kaleką od pierwszej wojny światowej. Był kawalerem.

Byli lubiani w wiosce, przynajmniej przez Polaków.

Wodziccy w niedzielę przyjeżdżali do kościoła bryczką. W kościele mieli zarezerwowane ławki po obu stronach ołtarza. Dziedzic siadał po prawej stronie ołtarza z żoną, a ich dzieci po lewej [wspomniane w pracy p. Anety Giebuty o kościele olejowskim dwie drewniane ławy kolatorskie, rzeźbione - przyp. R.P.]

Hrabia Wodzicki zobowiązał się zaopatrywać księdza w zimie w drewno na opał. Kupił też do kościoła w latach międzywojennych dwie pozłacane patery do udzielania komunii świętej.

Wodzickich wywieźli na samym początku wojny, od razu w tym samym dniu gdy Rosjanie weszli do Olejowa, 17-go września. I wywozili ich na takim wozie konnym z deskami, od wywożenia gnoju (obornika), żeby ich upodlić. Ukraińcy cieszyli się, bo dziedzica nie lubili. Wśród Polaków nikt się nie cieszył, ludzie byli przygnębieni tym widokiem i współczuli Wodzickim.

Dwie córki uniknęły wywózki, bo przebywały wtedy we Lwowie. Ale też je złapali i wywieźli później.



O pracującej u Wodzickich rodzinie Wojtowiczów z Olejowa możemy jeszcze coś dodać ze wspomnień Stanisława Kwiatkowskiego z Pasłeka (z jego artykułu "Wspomnienia kresowiaka z Załoziec" opublikowanego w piśmie "Głosy Podolan" nr 67 listopad - grudzień 2004 r.)

"Urodziłem się w Załoźcach 1.10.1924 r. jako syn Karola (urzędnika gminnego) i Walerii z Wojtowiczów. (...)

Wakacje częściowo spędzałem na miejscu, w gronie licznej rodziny spoza Załoziec, częściowo w Olejowie, gdzie zarządcą majątku hr. Wodzickich był mój drugi dziadek - Wojciech Wojtowicz, a wuj Władysław był leśniczym."



A oto jak hrabiego Aleksandra Wodzickiego i jego rodzinę wspomina Kazimierz Olender, mieszkaniec Trościańca Wielkiego i autor książki "Zapamiętane z dzieciństwa" (Sanok 2000).

Do naszego domu codziennie dochodziły nowe wiadomości o wywózkach. Słyszało się tylko, że zesłano już tego i tego, i tego... Ludzie rozpaczali. Jako jednego z pierwszych wywieziono hrabiego Kazimierza Wodzickiego wraz z żoną. Po niedługim czasie zmarli na zsyłce z głodu. Hrabia Wodzicki miał jednego syna i dwie córki: Jadwigę i Zosię. Obie świetnie jeździły konno i chętnie objeżdżały ogromne połacie ziemi należące do ich ojca. Cała trójka dzieci hrabiego wyjechała do Wielkiej Brytanii, najwyraźniej przeczuwając nadchodzące straszne czasy. Zastanawialiśmy się, dlaczego i hrabiostwo nie opuścili Polski. Widocznie żal im było pozostawić majątek A może liczyli, że wróg będzie czuł respekt przed ich podeszłym już wiekiem? Pomylili się, niestety. Władza radziecka nie wzięła tego pod uwagę, traktując hrabiego jako krwiopijcę żerującego na niedoli chłopów.

Samego hrabiego Wodzickiego pamiętam dość mgliście. Jego pola graniczyły z naszym, zwanym "Krzakami". Hrabia jeździł małym jednoosiowym, dwudyszlowym powozem, do którego zaprzęgnięty był nieduży konik zwany bułankiem. Była to rasa charakteryzująca się jasnopopielatym ubarwieniem i ciemnym pasem ciągnącym się wzdłuż grzbietu. Podczas przejażdżek, jak mówił mój tato, hrabia zawsze był ubrany w ten sam płaszcz, który z przodu i na rękawach nosił ślady wieloletniego użytkowania. Nawet jego buty z cholewami miały już bardzo podniszczone i ścięte obcasy. Ktoś kiedyś nawet zapytał go, dlaczego jaśnie pan chodzi gorzej ubrany od swoich fornali. Hrabia odrzekł na to:

- To nic, że ja chodzę w wytartym płaszczu i krzywych butach. Ale i tak każdy to wie, że ja jestem hrabia!


Wspomniany jeden syn hrabiego Wodzickiego, to zapewne Henryk Wodzicki, inwalida wojenny, który mieszkał w Olejowie. Drugiego syna, Kazimierza - profesora zoologii, a w czasie II wojny światowej polskiego dyplomaty, Autor - mieszkaniec Trościańca, nie Olejowa - już nie zapamiętał. Przed wojną przebywał stale w Warszawie, gdzie był wykładowcą akademickim i zapewne rzadko bywał w rodzinnych stronach.

Są też pewne różnice w porównaniu losu córek hrabiego Aleksandra w relacji Autora i publikowanych powyżej wspomnieniach Heleny Dajczak z domu Sikorskiej. Z braku innych źródeł na razie trudno nam ocenić, kto jest bliższy prawdy. Na pewno jednak oboje przekazali nam to, co mówiło się wówczas w kręgu ich rodzin i znajomych.


 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018