dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3414132 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: materiał publikowany w dwóch odcinkach. Przegląd Kawaleryjski. Rok II. Nr 2 (6). Warszawa, kwiecień rok 1925. Nr 3 (7). Warszawa, czerwiec rok 1925. Zachowano oryginalną pisownię].

Ppłk. Szt. Gen. JERZY GROBICKI.
Bitwa konna pod Jarosławicami 21.VIII.1914 r.
(część 3)




Stanowisko Rosjan na Ostrym Garbie i Berymowce dawało możność wglądu we wszystkie ruchy i działania 4 D. K. aż po wzgórza 411, 418 włącznie. Austrjacy nawet ze wzgórza 418 nie mogli stwierdzić i uprzedzić ruchów Rosjan, przyczem mając plecy oparte o błotnistą Strypę byli w swych ruchach skrępowani, w przeciwieństwie do przeciwnika mającego kompletną swobodne ruchów i możność przesuwania w ukryciu swych oddziałów we wszystkie strony.

Z tego punktu widzenia decyzja gen. Zaremby o wyborze pozycji na wzgórzu 418 nie była korzystna, gdyż oparcie ztyłu i z prawego boku o błota Strypy krępowało wszelkie ruchy dywizji w tym kierunku, ograniczając jej pas działania w razie dalszego posuwania się w kierunku południowym i wschodnim do pasa 3 kilometrowego między Strypą i Małą Strypą. W kierunku na Załoziec i Olejów pozycja była chroniona przez linję wzgórz Jamny, Berymowka, Ostry Garb dające nieprzyjacielowi wyśmienitą pozycję obronną i możność dogodnego rozwinięcia się przy debuszowaniu z niewygodnej do manewrowania doliny Olejowa, którędy przypuszczalnie musiał nadejść maszerujący z Załoziec w kierunku na Zborów nieprzyjaciel.

Nie jest jasnem czemu gen. Zaremba skierowawszy piechotę do Łopuszan nie stanął na wzgórzu Jamny, osiągnąłby przez to większą swobodę ruchów i ścisłą łączność z obu batalionami, tembardziej, że w swym pierwszym planie przed otrzymaniem rozkazu z 11. korpusu miał zamiar zająć pozycję przy M. H. Obydra cecha 396 na północ od Olejowa. Wzgórze Jamny dawało tak w stosunku do akcji na Załoźce, jak w kierunku - Zborowa większe korzyści taktyczne i obserwacyjne od wzgórza 418.


Stan fizyczny i moralny obu wojsk.


W żadnej może akcji bojowej stan moralny nie da się tak silnie odczuć i nic zaważy tyle na szali zwycięstwa, jak w walce konnej na białą broń.

W kawalerji oprócz stanu fizycznego jeźdźca, musimy się liczyć ze stanem konia, gdyż stan ten w chwili decydującej starcia stanowić będzie również jeden z podstawowych czynników.

D. K. stojąc na osłonie granicy i mając do ochrony odcinek 65 kilometrów, w przeciągu trzech tygodni w skutek ciągłych marszów i alarmów wyczerpała znacznie swoje siły fizyczne, nie umiejąc się zastosować do nowoczesnych warunków walki. Rzucano się całym swoim gros, na wiadomość o pokazaniu się gdzieś, jakiegoś podjazdu nieprzyjaciela, zamiast przez wysłaną gęstą sieć zwiadów dokładnie zbadać sytuację i dopiero po gruntownym jej zbadaniu, ruszyć w potrzebnym kierunku.

Błąd ten, ogólny zresztą dla całej austrjackiej kawalerji, nadszarpnął mocno stan fizyczny ludzi i koni, powodując pozatem lekceważenie ze strony podkomendnych dowództwa, które bez celu dzień w dzień po kilkadziesiąt kilometrów, prowadziło dywizję ze wszelkiemi jej służbami, każąc wystawać z dobytymi pałaszami w skwarze słonecznym w oczekiwaniu na szarżę urojonego przeciwnika, którego już dawno w chwili zjawienia się dywizji w danym miejscu nie było. Niema się też co dziwić, że akcji 21.VIII rano nie przypisywano w oddziałach żadnego poważnego znaczenia, uważając ją za normalny spacer codzienny, zaś wszelkie zarządzenia dowództwa przyjmowane były dość krytycznie i uważane za ewolucje manewrowe celem zabicia czasu. Tem większe było zatem wrażenie jakiemu podległy pułki 4 D. K. widząc nagle niewinny spacer zmieniający się na polach Jarosławickich w krwawy a niespodziewany dramat bojowy. Zwyczaj austriacki wczesnego wychodzenia z kwater i stania cały dzień na wybranej pozycji, na zaatakowanie której miał się skusić naiwny nieprzyjaciel, ażeby potem nagle w szybkim kłusie gonić całą dywizją urojone podjazdy kozackie, które na widok mas jazdy austrjackiej cofały się i obracały w linję przejrzystej i nieuchwytnej pajęczyny, męczył ludzi i konie, odbierając im ufność w dowództwo i wiarę w zwycięstwo nad nieuchwytnym nieprzyjacielem.

Wszyscy wiemy, że w ciągu 4-letniej wojny najlepsze oddziały miały swoje chwile załamania moralnego, uległy temu częściowo oddziały 4 D. K. w bitwie pod Jarosławicami. Ten moment nie tyczy się nawet tyle samych oddziałów, ile ich poszczególnych dowódców, tak młodszych, jak to było z 9 p. dragonów i l p. ułanów oraz częściowo 13 p. ułanów, których dowódcy spokojnie przyglądali się walce swych kolegów, nie myśląc o pomocy dla nich, w chwili krytycznej, nie mówiąc już o przykrym dla każdego kawalerzysty zachowaniu się 2 szwadronu 13 p. ułanów, opuszczającego sromotnie bez walki pole bitwy i zostawiając poruczoną jego opiece artylerię na pastwę nieprzyjaciela.

Tego rodzaju zachowanie się oddziałów można uważać tylko za moralną ucieczkę od walki, wywołaną wrażeniami pierwszej fazy boju, podczas której 4 D. K. poniosła straty nie tyle fizycznie efektywne ile moralne, - otrzymała "choc" moralny, który przed szarżą jeszcze rozstrzygnął o losie późniejszego starcia wręcz, na korzyść Rosjan.

Wiele błędów, omawianych ze strony austrjackiej, tyczy się również, lecz w mniejszej mierze, kawalerji rosyjskiej, z tą tylko różnicą, że jazda rosyjska, będąc w zaraniu mającej nastąpić ofenzywy, miała rolę bardziej czynną, a zarazem zatrzymała w swoim ręku inicjatywę przy przekroczeniu granicy.

Oddziały rosyjskie, będąc w ofenzywie i po zwycięskiej akcji pod Załoźcami i Wertełką, szły w bój z większą wiarą w zwycięstwo, szukając nieprzyjaciela, w przekonaniu o swej wyższości bojowej, czego po stronie austrjackiej do ostatniej chwili walki nie było, gdyż 1) w spotkanie z nieprzyjacielem na białą broń nie wierzono; 2) w możność tego spotkania nie wierzyło samo dowództwo 4 D. K.

Wszystkie te dane skłaniały się ku temu, że może mimo chwilowo większego zmęczenia fizycznego bojem w dniu 20.VIII oddziały rosyjskie weszły do akcji pod Jarosławicami moralnie silniejsze od austrjaków i dlatego fizycznie również bardziej zdolne do walki zwycięskiej, co w rzeczywistości się sprawdziło.



ROZPOZNANIE PRZED BITWĄ.


Bitwę jarosławicką można nazwać w całym tego słowa znaczeniu bitwą spotkaniową (rencontre). Obydwie strony maszerują, obydwie strony, prawie że do ostatniej chwili, są w zupełnej nieświadomości, gdzie przeciwnik jest i co robi. Powodem tej niejasności sytuacji jest brak ścisłych wywiadów i rozpoznania, tak z jednej, jak i z drugiej strony. Rosjanie, uderzając na Załoźce i dalej, nie wiedzą, gdzie znajduje się D. K., ta zaś, maszerując na Olejów, do ostatniej chwili nie wie czy jest on obsadzony przez nieprzyjaciela, czy nie, i idąc ślepo po linji rozkazu 11 korpusu, maszeruje na Zborów, zezując tylko w stronę swojego lewego skrzydła t. j. Olejowa.

Dowódca 4 D. K. dopiero z Kruchowa po otrzymaniu telegramu z dowództwa 11 korpusu w nocy o godz. 1 wysłał 3 patrole w kierunku Trościaniec, Olejów i Bzowicę. W razie dobrego funkcjonowania tych patroli można się byto od nich spodziewać wiadomości na wzgórzu 418 około godz. 6 rano, ponieważ zaś patrole te nie funkcjonowały widać należycie, wiadomości tych o tej porze nie było, o czem dowódca 4 D. K. dokładnie wspomina. Brak wszelkich wiadomości o nieprzyjacielu zmusza go do wysłania ze wzgórza 418 o godz. 6 nowych dwóch patroli, których wiadomości z powodu już bezpośredniej bliskości nieprzyjaciela albo go już nie doszły, lub też doszły dopiero z pierwszemi strzałami nieprzyjacielskiej artylerji.

4 D. K., po rozesłaniu swoich daleko idących patroli, narażonych zawsze na odcięcie lub wzięcie do niewoli, maszerowała cały czas bez bliższego rozpoznawania i ubezpieczenia, czego dowodem jest marsz z 418 w kierunku Zborowa, który można nazwać defiladą przed wzgórzami 426 i 424, zajętemi przez Rosjan, o które nikt się nie troszczył i nie uważał za stosowne zbadać.

Pomimo wszelkich tłomaczeń ze strony dowódcy 4 D. K. faktem jest, że w ostatniej chwili, jeszcze na wysokości Moniłówki, żadnych wiadomości oprócz negatywnych, o nieprzyjacielu nie było.

Zdziwić nas musi w tym wypadku nadmierna ruchliwość gross dywizji odgrywającej samej rolę podjazdu rozpoznawczego, a stosunkowo mała i słaba czynność patroli, które nie były w stanie skonstatować pobytu aż dwóch dywizyj jazdy w rejonie Olejowa, co było jedną z bezpośrednich przyczyn porażki austrjackiej pod Jarosławicami.

Gen. Zaremba mając zamiar w dniu 21.VIII zaskoczyć nieprzyjaciela i rozbić go znienacka, mógł to jedynie uczynić, wiedząc dokładnie, gdzie się on znajduje.

O rozpoznaniu ze strony rosyjskiej nie mamy szczegółowych wiadomości. Wiadomo, że 10 D. K. wczesnym rankiem o godz. 3-ej wysłała zwiady w rejon między Złoczów i Jeziernę z celem przerwania linji kolejowej. Ile tych patroli było - określić trudno. Pozatem wysłane zostały o świcie dwa szwadrony wywiadowcze, jeden z 10 p. ułanów i jeden z 10 p. huzarów, w kierunku południowo-zachodnim.

Wiadomość, otrzymana przez dowódcę dywizji gen. Kellera o godz. 8-ej na Ostrym Garbie o zbliżaniu się kawalerii austrjackiej, pochodziła od szwadronu zwiadowczego 10 p. huzarów, co świadczyłoby o lepszem funkcjonowaniu rozpoznania i ubezpieczenia ze strony rosyjskiej, niż u przeciwnika, gdyż zwiady dały możność dowódcy w odpowiedniej chwili zmienić decyzję i powziąć odpowiedni plan działania, co zasadniczo było jego zadaniem, a czego rozpoznanie austrjackie swemu dowódcy nie dostarczyło.

Zasadniczo system rozpoznania rosyjskiego musiał się różnić od systemu rozpoznania austriackiego, gdyż Rosjanie dla wypełnienia swojego zadania nie musieli koniecznie odnaleźć głównych sił austrjackiej kawalerji dlatego też ich rozpoznanie miało zadanie więcej obronne aniżeli zaczepne, podczas, gdy Austrjacy chcąc wypełnić swoje zadanie obrony odcinka granicy między Beresteczkiem a Załoźcami, musieli odnaleźć i powstrzymać posuwające się siły jazdy rosyjskiej, a więc i przez to samo rozpoznanie ich musiało być bardziej czynne, ruchliwe i ofensywne.


Omówienie poszczególnych faz boju.


Jak widzieliśmy poprzednio rezultatem działań obu stron i wynikającej z rozkazów poszczególnych dowództw akcji na dzień 21.VIII była, ze strony austriackiej, koncentracja w kierunku Olejowa 4 i 8 D. K. oraz 11 D. P. przy równoczesnem marszu dwóch niezależnych od siebie jednostek kawalerji rosyjskiej z rejonu Olejowa w kierunku na Zborów - Złoczów, przez co dla tych ostatnich wytwarzała się bardzo niekorzystna sytuacja. Jednak tak Rosjanie jak i Austrjacy nie byli jak nam wiadomo przez zwiady dnia tego zbyt dobrze obeznani z sytuacją przez co 21.VIII wytworzył się cały szereg poszczególnych działań na ślepo i bez łączności wzajemnej. Rezultatem tego była odosobniona walka austriackiej 4 D. K. z rosyjską 10 D. K. i częściowo 9 D. K.

9 D. K. rosyjska będąca w bezpośredniej bliskości pola bitwy między 4 D. K. i 10 D. K. spędziła większą część dnia w bezczynności, zadawalniając się przeważnie ogniem swej artylerji, zaś ze strony austriackiej 8 D. K. doszła w dniu tym do Jaśkowiec - Bohdanówki, a 11 D. P. dopiero w godzinach południowych zajęła Zborów i posunęła się strażą przednią do Jarosławic wówczas, gdy bitwa między 4 D. K. a 10 D. K. była już dawno zakończona i zadecydowana na niekorzyść Austrjaków, przez co pięknie ułożony plan austrjacki spalił na panewce, powodując przerwanie osłony granicznej przez Rosjan w kierunku Lwowa.


Pierwsza faza boju do godz. 8.30.

Porównując w tej fazie działania obu stron, widzimy ze strony Rosjan spokojnie i normalnie rozwijającą się akcję zaczepną z wyraźnym celem, podczas gdy z drugiej strony w dowództwie 4 D. K. panuje kompletna dezorjentacja co do sytuacji nieprzyjacielskiej i co do własnego planu działania, przyczem wahający się dowódca daje się nakłonić do fatalnej w swoim rezultacie decyzji marszu na Zborów za urojonym przeciwnikiem. Jest jeszcze jedna rzecz, która nas musi zastanowić w działaniu 4 D. K., a mianowicie to, że dowódca jej, otrzymawszy już po zawróceniu dywizji na wysokości Kudobiniec jeszcze dwa meldunki: 1) o tem, że duże siły jazdy rosyjskiej wraz z artylerią stoją w Olejowie, oraz 2) że widać jazdę rosyjską w marszu na wzgórze Berymowka od północnego wschodu, ustawił swoją dywizję, jak na stole, na płaskowzgórzu między Jarosławicami i Moniłówką przed nosem linji wzgórz Berymowka - Ostry Garb i dlaczego, jak miał zamiar, nie wycofał się zaraz za wzgórze 418, lub zachodni brzeg Strypy. Obydwa meldunki zupełnie dokładnie oświetlały sytuację w danej chwili. Ponieważ zawczasu wiadome było że siły Rosjan składają się prawdopodobnie z dwóch dywizyj, więc można z nich było wnioskować, że są one obydwie skoncentrowane (jak faktycznie było) w rejonie Olejów - Bzowica. W takim wypadku stawanie na odkrytym polu, dominowanym silnie przez wzgórza będące w posiadaniu nieprzyjaciela, wystawiając się zupełnie otwarcie na ogień jego artylerji i dając mu zupełnie wolną rękę do działania wobec własnej bierności, zamiast szybkiego przesunięcia w kierunku północno zachodnim na swoje poprzednie stanowisko wyczekujące, można nazwać conajmniej lekkomyślnością jeżeli nie brakiem decyzji i bezradnością, a w każdym razie zasadniczym błędem taktycznym. Zatrzymanie to było zupełnie niepotrzebne, a w skutkach swoich brzemienne. Jeżeli dowódca dywizji ze swoim sztabem chciał się zatrzymać dla obserwacji to w każdym razie było zbyteczne zatrzymywanie całej dywizji na miejscu zupełnie nieodpowiednim i wystawienie jej przez to na morderczy ogień artylerji nieprzyjacielskiej.

Brak decyzji był tym czynnikiem moralnym, który w pierwszej chwili zmusił gen. Zarembę do marszu i na opuszczenie dogodnej pozycji wyczekującej, zaś potem w drodze powrotnej skłonił do niepotrzebnego zatrzymania się w miejscu najbardziej niekorzystnym, pomimo chęci powrotu na dawne stanowisko.

W przeciwstawieniu do tego u gen. Kellera, prowadzącego osobiście swoją dywizję na czele 1 p. oremburskich kozaków, widzimy wyraźnie wytknięty cel i chęć osiągnięcia go bez oglądania się na jednostki sąsiednie, jak spóźniająca się 9 D. K. Czynnikiem, przemawiającym na korzyść gen. Zaremby, jest, że musiał się on liczyć i zadośćuczynić rozkazowi 11. korpusu, który podając mu fałszywą wiadomość zmusił go wbrew jego woli do marszu w kierunku Zborowa, pomimo niepewności ze strony północy. Brak wiadomości od wysłanych patroli musiał powodować u niego pewne zdenerwowanie, zupełnie zrozumiałe dla każdego przeciętnego dowódcy, będącego w podobnym położeniu.


Omówienie sytuacji do godz. 10.

Przyglądając się akcji pierwszej fazy bojowej, widzimy ze strony austriackiej trzy zupełnie odrębne i niezależne momenty: 1). Walka piechoty z artylerją rosyjską na wzgórzu Jamny (35 p.p. z 9 D. K.) 2). Akcja 4 D. K. w rejonie południowo wschodnim od Jarosławic (4 D. K. z 9 i 10 D. K.) 3). Walka 1 p. oremburskich kozaków z piechotą w rejonie Jarosławic i Wołczkowiec (resztki 35 p. p. i 10 D. K.). Te trzy zupełnie od siebie oddzielne akcje spowodowane były warunkami natury terenowej, jak brakiem obserwacji, i głębokiemi wcięciami, dzielącemi cały teren między 418 a Berymówką na trzy zupełnie oddzielne tereny walki: 1) na wschód od Małej Strypy 2) na północ od Jarosławic 3) na południe od Jarosławic. Zbyt duża odległość między maszerującą piechotą a jazdą, i bardzo słaba odporność 35 p.p., który artylerją rosyjska potrafiła natychmiast prawie zmusić do odwrotu i nie dał czasu na wsparcie go przez zaskoczone dowództwo, wywołały również odrębne akcje bojowe.

Ze strony rosyjskiej widzimy: 1) walkę 9 D. K. z austrjacką piechotą i częściowo artylerją oraz 2) walkę konną kozaków z 10 D. K. z piechotą austrjacką przy równoczesnym działaniu artylerji na jazdę austrjacką. Akcje te są również od siebie niezależne, a wywołane tylko powodami natury taktycznej, gdyż spóźniona 9 D. K. mogła w danej chwili działać tylko swoją artylerją, podczas gdy dopiero jej oddziały wywiadowcze osiągnęły północny kraj wzgórza Jamny.

Akcja piechoty na wzgórzu Jamny przeciwko 9 D. K. tak zahypnotyzowała wszystkich, począwszy od dowódcy 4 D. K., a skończywszy na ostatnim żołnierzu, że nikt nie myślał o tem, że nieprzyjaciel może przyjść również z innej strony. Ogień artylerji rosyjskiej, bardzo celny i intensywny, wywarł na oddziałach austrjackich deprymujące wrażenie i, rzec można, moralnie przechylił szalę zwycięstwa późniejszego na stronę Rosjan, gdyż pułki, które przed chwilą doznały takiego wstrząśnienia, jak zaskoczenie ogniem artylerji na południe od Jarosławic, nie były w stanie stawiać należytego oporu i wykazać odpowiedniego ducha ofenzywnego, który okazali Rosjanie, a szczególnie ich dowódca, którzy tego wstrząsu moralnego nie doznali. Również dowódca, który widział swoje pułki uciekające w panice, nie mógł mieć do nich zaufania i nie mógł się czuć pewnym, że rozkazy jego zostaną bezwzględnie spełnione, jak też w rzeczywistości było. W danym wypadku zemścił się na dowódcy 4 D. K. brak zdecydowanej woli i chęci do przeprowadzenia swojego planu, fatalne zatrzymanie w masie na południe od Jarosławic, naradzanie się z podwładnemi i t. d. Jeszcze na wysokości cechy 410 w czasie odwrotu gen. Zaremba nie był zdecydowany ostatecznie, czy przyjąć walkę z nieprzyjacielem na wzgórzu 418, czy też ze względu na moralny stan oddziałów po ich obstrzelaniu przez artylerję rosyjską, wycofać się na zachodni brzeg Strypy na wzgórza Berechuta - Mogiłka i tam dopiero oczekiwać nieprzyjaciela i uderzyć nań w czasie trudnej przeprawy przez Strypę. Dopiero pod wpływem energicznych nalegań swojego szefa sztabu majora Röwitt-Maxona zdecydował się on do przeprowadzenia definitywnie poprzednio powziętego planu zaatakowania Rosjan od strony folwarku Lipnik przez wzgórze Jamny.

W porównaniu do powyższego, dodatnio odbija się osobistość dowódcy 10 D. K. gen. Kellera, który może trochę zbyt nierozważnie i gwałtownie wykazał swoją wyraźną i niezłomną wole do zwycięstwa i kawaleryjski "Drang nach Vorwärts", rozstrzygający jednak przeważnie w walkach konnych. Dowódca 10 D. K., jadąc przy straży przedniej, orjentuje się sam, szybko przedsiębierze decyzję, a raz ją powziąwszy, energicznie wprowadza w czyn, bez względu na powstające komplikacje, jak walka kozaków z piechotą. Jeszcze dwa charakterystyczne szczegóły, ważne z punktu widzenia kawaleryjskiego. Oto gen. Keller nie jest "przyczepiony" do swoich pułków, wysuwa się daleko naprzód, robi sam wywiady i zanim podejdzie siła główna ma czas zorientować się w sytuacji i powziąć decyzję, celem wydania odpowiedniego rozkazu. - Gen. Zaremba jest jakby przywiązany do swoich pułków, bez nich się nie rusza i tem samem wprowadza w trudną sytuację, gdyż tam gdzie można stanąć i obserwować nawet z całym szwadronem, nie można tego robić z czterema pułkami i artylerją (patrz ustawienie na południe od Jarosławic). Jako drugi szczegół, uderza nas z obu stron bardzo słabo, albo zupełne zaniechanie rozpoznania w czasie boju, jak również bezpośredniego ubezpieczenia na polu bitwy, czego dowodem jest w drugiej fazie bezpośrednio starcie głównych sił obu dywizyj, tak w całości, jak i w drobnych szczegółach.


Druga faza boju, po godz. 10-ej rano: część I, uderzenie 13 p. u. i 15 dr.

Cóż widzimy w tej drugiej fazie? Otóż między oddziałami konnemi obu przeciwników doszło nareszcie do starcia wręcz, t. j. do formy walki, do której dąży każdy kawalerzysta i która, jak w walce pieszej szturm, ostatecznie rozstrzyga o losie walki. Dotąd Austrjacy ponieśli porażkę od artylerii rosyjskiej, lecz porażka ta nie była decydującą, gdyż kawalerja austrjacka, choć wstrząśnięta moralnie, fizycznie zdolną była jeszcze stawiać dzielny opór, zdolna była nawet do akcji ofenzywnej, czego dowodem była szarża - a więc mogła jeszcze zagrodzić oddziałom rosyjskim drogę w wykonaniu ich zadania t. j. w przerwaniu linji kolejowej Zborów - Złoczów. To też dowódca rosyjski, czując to, dążył do starcia z kawalerja austrjacka, do starcia, które doprowadziłoby do ostatecznego rozbicia przeciwnika -i zadania tego dokonał żelazną konsekwencją, nie czekając na pomoc 9 D. K.

Jakie były bezpośrednie powody porażki austrjackiej kawalerji w starciu wręcz? Już w pierwszym okresie bitwy widzieliśmy, jak działanie ognia artylerji spowodowało paniczny odwrót i wstrząsnęło siłą moralną 4 D. K., która, w krótkim czasie, dzielącym ją od ostrzelania do chwili szarży, nie potrafiła jeszcze przyjść do równowagi i pozostawała pod wrażeniem doznanej porażki i niższości własnej artylerji oraz dowództwa w stosunku do dowództwa rosyjskiego i jego artylerji.

Rozluźnienie więzów dyscypliny i chaos w czasie odwrotu spowodowały, że nie wszystkie oddziały pomimo wydanego rozkazu ze strony gen. Zaremby o zbiórce na wzgórzu 418, rozkaz ten wykonały. Jak widać ze szkiców, 4 i 5 l p. uł. i 9 p. dr. przeszły na drugą stronę błota, l p. uł. do Wołczkowce 2, a 9 p. dr, nawet na drugi brzeg Strypy, skąd obydwa nie mogły w żadnym razie przybyć na czas do rozgrywającej się na wzgórzu 418 walki, choćby nawet nie zachowywały się tak biernie, jak to było w rzeczywistości. Czy zachowanie się tych dwóch oddziałów wynikało z niezrozumienia wydanego przez dowódcę dywizji już w zamieszaniu, dość dokładnego rozkazu o zbiórce na wzgórzu 418, który te oddziały, jako w czasie odwrotu najdalej od niego odległe (1 p. uł. i 9 dr. cofały się na czele dywizji, gen. Zaremba cofał się na jej ogonie wraz z 15 dr.) mógł nie dojść, czy też spowodowane było ogólnym zamieszaniem i chęcią położenia między sobą a przeciwnikiem jakiejś przeszkody naturalnej, któraby im dała pewne wytchnienie - nie da się już dziś z powodu braku materjału dowodowego wyjaśnić i umotywować. W każdym razie należy stwierdzić kompletną i karygodną bierność dowódców obu pułków, którzy w bezpośredniej bliskości przyglądali się walce swych towarzyszy, nie robiąc nic, coby tę walkę mogło na własną korzyść rozstrzygnąć lub co najmniej ulżyć ciężkiemu położeniu walczących oddziałów (1).

Innego rodzaju błędem było zachowanie się dowódcy 13 p. uł., który przez niezręczny swój manewr, dążący do zaatakowania, szarżujących już Rosjan, od prawego ich skrzydła t.j. ze strony północ-no-wschodniej, czy też w zamiarze (2) przeprowadzenia szarży na ukazujące się od północy oddziały 9 D. K. koło M. H. Lipnik, a wykonany zbyt późno i w nieodpowiedniem miejscu - zdezorganizował swój pułk i doprowadził do tego, że zamiast 5 szwadronów tylko 2, pod dowództwem odważnego i samodzielnego dowódcy dywizjonu, wzięły udział w szarży.

Tak więc błędy i bierność podkomendnych dowódców sprawiły, że zamiast 20 szwadronów, któremi w tej chwili mógł dysponować, dowódca dywizji, bezpośrednio w szarży, t. j. decydującym wysiłku bojowym, wzięło udział tylko 7 szwadronów, t. j. trzecia część, podczas gdy dwie trzecie stały bezczynnie i zupełnie biernie.

Przejdźmy teraz do roli dowódcy dywizji i dowódców brygad w czasie całej akcji. Porównywując gen. Zarembę do osoby gen. Kellera, zauważymy, że, począwszy od wydanego rozkazu w czasie odwrotu z pod Jarosławic o zbiórce na wzgórzu 418, aż do samej szarży, dowódca 4 D. K. nie wydał żadnego rozkazu i nie uczynił nic ani osobiście, ani przez obecnych przy nim obu brygadjerów, ażeby zebrać i uporządkować swoje pułki. To też jak sam twierdzi, znalazł się na wzgórzu 418 tylko na czele 15 dr. Żadne rozpoznanie bojowe, żadne ubezpieczenie bezpośrednie nie zostało przeprowadzone. W ogólnym zamęcie nikt o tem nie myślał, starając się jedynie ukryć przed ogniem artylerji rosyjskiej.

Ale co ciekawsze, że i w tym jeszcze momencie dowódca dywizji nie był zdecydowany, co robić, czy przeciwstawić się nieprzyjacielowi, czy też, cofnąwszy się za linję Strypy i skonsolidowawszy swoje pułki, oczekiwać, aby Rosjanie zaczęli przekraczać linję błota i dopiero wtedy zaatakować ich w niekorzystnej dla nich sytuacji. Dopiero zdecydowane stanowisko szefa Sztabu dywizji mjr. Maxona rozstrzygnęło o pozostaniu na wzgórzu 418.

Dziwną jest też bezradność, jak i brak inicjatywy u brygadjerów, którzy zamiast zbierać swoje pułki i kierować je w stronę odbywającej się walki, obydwaj na czele jednego z nich wraz ze sztabem i dowódcą dywizji wzięli udział w szarży, co może było bardzo rycerskie, lecz z punktu widzenia dowodzenia niedopuszczalne i miało te konsekwencje, że inne oddziały pozbawione dowództwa stały bezczynnie i nie zostały w odpowiedniej chwili użyte.

W rezultacie bohaterskie uderzenie dwóch szwadronów 13 p. ułanów i 15 p. dragonów, w pierwszej chwili zwycięskie, poszło na marne, gdyż nie było nikogo, ktoby je wykorzystał i w odpowiedniej chwili poparł lub osłonił przed kontrakcją nieprzyjacielską.

Widzimy więc, że 4 D. K. na wzgórzu 418 weszła do konnej walki bez żadnego planowego ugrupowania (w przeciwieństwie do tego, co twierdzi ze strony ros. ppłk. Śliwiński, mówiąc o uszykowaniu planowym w trzech rzutach), w szyku bojowym zupełnie przypadkowym, zaskoczona ruchem Rosjan i zmuszona do szarży w chwili przegrupowania i porządkowania, tak, jak już poprzednio została zaskoczona ogniem artylerji pod Jarosławicami. Dowódcy dywizji w tym wypadku nie pozostawało nic innego, jak na czele najbliższego oddziału szarżować na w bezpośredniej bliskości ukazującego się nieprzyjaciela i w ten sposób starać się wyzyskać przez osobisty przykład i brawurę jedyną jeszcze szansę wygranej. Jak widzieliśmy z przebiegu całej szarży, akcja ta miała szansę powodzenia, gdyż siły przeciwników były prawie równe w czasie pierwszego uderzenia (8 szwadronów rosyjskich przeciwko 7 austrjackim) przy lepszej sytuacji terenowej ze strony austrjackiej - i gdyby z tyłu był ktoś z inicjatywą i w odpowiedniej chwili podprowadził odwody dla wsparcia pierwszego uderzenia, to śmiało możemy powiedzieć, że gen. Zaremba jeszcze w ostatniej chwili mógłby osiągnąć sukces, gdyby go byli nie zawiedli jego bezpośredni podwładni, t. j. dowódca 38 brygady gen. Ruiz oraz dowódcy poszczególnych pułków.

Tak więc na powody klęski złożyły się, oprócz błędów dowódcy, polegających na słabym rozpoznaniu oraz zasadniczo fałszywych wnioskach, przy braku decyzji i chwiejności i braku energji celem opanowania dezorganizacji i paniki spowodowanej niespodziewanym ogniem artylerji, - bierność podwładnych dowódców, którzy w takiej chwili zamiast po bohatersku ale bezmyślnie szarżować, powinni byli działać z podwójną energją i przedewszystkiem zbierać i porządkować swoje oddziały, zabezpieczając je przed dalszemi niespodziankami zanim do skutku dojdzie ponowna planowa kontrakcja, lub samodzielnie wprowadzać w bój, na pomoc już walczącym oddziałom.

Widzimy więc jeszcze raz oddziaływanie na los bitwy błędów dowództwa, które, straciwszy głowę, nie potrafiło uprzedzić i przewidzieć zawczasu wypadków, szybko po sobie następujących, czego rezultatem było niewykorzystanie jedynej jeszcze nadającej się okazji do rozstrzygnięcia walki na własną korzyść. Wysiłki dzielnych oddziałów i straty przez nie poniesione, poszły na marne.

Wobec bierności i bezradności wyższych czynników, którym z drugiej strony nie można zarzucić braku odwagi osobistej, gdyż na czele pięciu szarżujących szwadronów znajdujemy w boju wręcz dowódcę dywizji z szefem sztabu oraz obu brygadjerów.

Że jednak nie na tem polega w nowoczesnym boju sztuka prowadzenia oddziałów - dowodzi nam zachowanie gen. Kellera, któremu też nie można odmówić odwagi, a który jednak w najkrytyczniejszym momencie, nie tracąc z oka przebiegu walki od pierwszej do ostatniej chwili, dysponuje swojemi oddziałami i w przeciwieństwie do gen. Zaremby w najkrytyczniejszej chwili ma jeszcze swój konwój, który rzuca do boju. i w ten sposób paruje i zamyka dokonaną już przerwę pierwszej linji, czego nie mógł dokonać gen. Zaremba, nie posiadając żadnego odwodu i nie mogąc niczym sparować i powstrzymać uderzenia 10 pułku huzarów na swoje prawe skrzydło. Na tym przykładzie można dokładnie stwierdzić dzisiejszy pogląd na sprawę dowodzenia jazdą, którą dowódca nie powinien być już zmuszony osobiście podprowadzać do starcia wręcz, jak to dawniejsze warunki boju, moralne i taktyczne, wymagały. Dzisiejsza jazda przy indywidualnym wyszkoleniu powinna być cała na tyle owiana duchem ofenzywnym, żeby jej wprowadzenie do boju nie było już konieczne, a tak cała jej masa, jak jej poszczególne atomy, t. j. jeźdźcy i mniejsze oddziały, powinny całą siłą swej woli rwać się i dążyć do akcji i własną inicjatywą uzupełniać częste może, przy dzisiejszych dużych rozciągłościach boju, braki rozkazów ze strony wyższego dowództwa. Zaś wyższy dowódca nigdy nie powinien wypuścić ze swych rąk ostatnich nici, dających mu możność kierowania całokształtem boju, ażeby przez to nie stać się bezwolnym narzędziem w ręku nieprzyjaciela, narzucającego mu w ostatniej fazie walki swoją inicjatywę, przez rzucenie świeżych oddziałów, których uderzenia nie możnaby było czem powstrzymać, lub odeprzeć.

Uszykowanie bojowe ze strony rosyjskiej chociaż zupełnie planowo zarządzone, i w danych warunkach okazało się korzystnem, było jednak ze strony dowódcy dywizji całkiem ostrożne. Również tu było wskazane zatrzymanie w swoim ręku jakiejś większej rezerwy, chociażby jednego szwadronu, gdyż jedyna rozporządzalna jeszcze jednostka - konwój, choć faktycznie spełniła dzielnie zadanie odwodu, jednak z powodu swojej słabej liczby nie mogła być zasadniczo, jako taki, z góry przewidziana, a użycie jej było raczej całkiem przypadkowe, choć w samej chwili uderzenia zupełnie planowe.





Przypisy oryginalne:

(1) Według osobistej relacji gen. Zaremby.

(2) Zachowanie się d-cy 13 p. uł. nie jest całkiem jasne i nie zostało dotąd należycie wyświetlone.




 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019