dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3332430 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Rocznik Podolski. Organ Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk poświęcony sprawom i kulturze Podola. Tom I - rok 1938. Tarnopol 1938. Nakładem Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wydano z zasiłku Funduszu Kultury Narodowej i Fundacji im. Wiktora hr. Baworowskiego.]

Stanisław Spittal (1891 -1964):


Lecznictwo ludowe w Załoźcach i okolicy.
część 22




Do chorób krwi zalicza lud również tzw. kołtun. Jest to coś nieokreślonego, w czym się mieści właściwie i artretyzm i reumatyzm i podagra i rwa kulszowa, zresztą i wiele innych jeszcze dolegliwości i chorób. Kołtun (plica polonica) został niesłusznie tak nazwany, bo starożytni Germanowie przypisywali powstawanie jego starogermańskiemu demonowi, Wichtel, skąd zwali go Wichtelzopf, co potem przekształcono na Weichselzopf (kołtun nadwiślański) (1). Jest on jedną z najpospolitszych diagnoz, jaką lud stawia w wielu chorobach, zwłaszcza wewnętrznych, gdzie występują łamania kości, ciągnienie w mięśniach, bóle w stawach, głowy itd., a przy tym wskutek wyprysku sączącego (ekzema madidans) i wskutek wszawicy zlepienie się i zmierzwienie włosów na głowie. A przyczyną kołtuna zawsze jest czarownica. Odczynić więc chorobę, czary uleczyć, z tej nader groźnej choroby wybawić, potrafi tylko bardzo doświadczony znachor, czy wróżbita, który za trud swój, leczenie i nadzwyczajny wysiłek, bo chodzi tu przecież o pokonanie potężnej złej siły, dobrze każe sobie zapłacić.

Kołtun jest albo wewnętrzny, albo zewnętrzny, samiec lub samica. Nie czyni on wyjątków ani dla płci, ani wieku, ani majątku, ani pory roku; każdej chwili i każdego uczepić się może, gdy zła czarownica go zada. Najpierw kołtun jest wewnętrzny, niewidoczny dla oka, ale bardzo dokuczliwy i bolesny. Gdy dobrze chorego wymęczy i to całym szeregiem dolegliwości i bólów, wtedy dopiero wychodzi na zewnątrz, i zwija się we włosach głowy lub brody. Gdy zacznie się zwijać, diagnoza jest już łatwa. Na kołtun - wedle wierzenia ludu - lekarz nic pomóc nie może, tylko worożychy, toteż nawet nigdy się do niego w tej chorobie o poradę nie zwracają. Bo lekarz zaraz chce ostrzyc chorego, a kołtuna, dopóki dobrze się nie zwinie i dopóki pod nim nie zaczną odrastać młode, równe włosy, wogóle zaczepiać nie wolno. Zaczepiony przedwcześnie mógłby się bardzo rozsierdzić i sprzeciwić się, a wtedy o nieszczęście nie trudno, Może pokręcić i połamać chorego strasznie. Taki chory w tym wypadku może łatwo oślepnąć, mogą go obsypać wstrętne wrzody (gummata), może mu załamać nos (lues), może ogłuchnąć, ogłupieć itd. Bo chory na kołtuna, to nawiedzony mocą czarownicy przez złego ducha, niejako opętany, a z diabłem nie warto się zaczepiać, bo ten zwykł mścić się strasznie. Faktycznie pod nazwą kołtuna, zwanego także mokrym rumatysem, kryje się przeważnie kiła lues(2)

Gdy jeszcze ma się do czynienia z kołtunem wewnętrznym, który bardzo męczy chorego, aby przyśpieszyć jego wyjście na wierzch, gotują wierzchołki (pączki wierzchowe) osiki w wodzie pod pokrywką, a wywarem tym smarują piersi chorego poczynając od gardła (dołka nadmostkowego), a kończąc na pępku. Gdy kołtun występuje już na zewnątrz i włosy zaczną się zwijać na głowie, czy brodzie, nie należy ich ani czesać, ani myć, ani ucinać, tylko zapuścić, niech kołtun się splecie. Nawet należy mu w tej czynności dopomóc. Im prędzej bowiem się zwinie, tym prędzej będzie można poszukać rady u znachorki, która go zdjąć może. By więc prędzej się zwinął, zawiązują głowę szmatą, lub nakrywają zimową czapką, celem utrzymania ciepła. Wewnętrznie w tym celu używają nalewki barwinkowej na wódce. Na rany kołtunowe, dopóki się ten nie zwinie na głowie, nie biorą nic. Gdy już kołtun dobrze spleciony na głowie, kładą liście łopucha (Lappa maior). A że kołtun jest chorobą wywołaną mocą diabelską, najlepiej poddać się egzorcyzmom, jak przy opętaniu. Przez złamanie i wypędzenie mocy czartowskiej, organizm chorego uleczy się z kołtuna. Najradykalniej i najpewniej usuwa go obcięcie przez biegłą i doświadczoną w tej sprawie rękę znachora, lub wiedzącej. Robią to oni powoli od tyłu głowy ku przodowi, specjalnymi nożycami i przez szmatkę. Kto bowiem dotknąłby kołtuna gołą ręką, sam go dostanie. Po obcięciu go kładą nań grosz i rzucają na ogień, żeby spłonął. Wyrzucać kołtuna nie wolno, bo kto przestąpiłby przezeń sam go dostaje, niemniej, jak i ten, komu włosy popłacze nietoperz, lelek kozodój, lub czarna wrona (gawron, kruk) zabrawszy je na wyściółkę do swego gniazda.

Żyd karczmarz chcąc rozpić chłopów dodaje im do szynkowanego trunku kilka kropel wódki, w której moczył się kołtun.

Wiara w kołtuny to zabytek dawniejszych czasów, kiedy to przyczyną zwijania się włosów u naszego ludu, było noszenie długich włosów przez kobiety i mężczyzn, z powodu ciężkiej pracy rzadko czesanych zabrudzonych i zaniedbanych przy robotach rolnych, a zawsze przykrytych chustką, czy czapką. Teraz, gdy zmieniły się te stosunki, o kołtunie poza zawszonymi osobnikami nie słychać.

Zmora to wierzenie ogólnie znane na całym świecie, datujące się od lat zamierzchłych. Gdy ktoś w czasie snu odczuwa jakby ogromny ucisk na piersiach posuwający się coraz to wyżej, który wprost mu oddech tamuje dławiąc i dusząc, że ani palcem ruszyć nie jest w stanie, ani krzyknąć, bo powietrze nie napływa mu ani przez nos, ani przez szeroko otwarte usta, a śpiący charczy, jęczy i rzęzi, to pewnie napadła go zmora, demoniczna mara senna. Lud bowiem nie uważa tego zjawiska wywołanego warunkami fizjologicznymi, jak leżenie na wznak lub na brzuchu przy zwapnieniu tętnic, niedokrwistości, dusznościach spowodowanych chorobami serca, czy zwężeniem dróg oddechowych, zwłaszcza po obfitym jedzeniu lub przepiciu się w dusznej izbie, za objaw normalny, tylko wiąże z nim ciężkie koszmarne sny i to, że po nagłym obudzeniu się z krzykiem, śpiący czuje jeszcze gwałtowne bicie serca, ból dławiący i zimny pot spływający z niego.

Zmora jako duch złośliwy, wciska się do mieszkania zazwyczaj dziurką od klucza, lub szparą w dzwiach, czy oknie, i tą samą drogą opuszcza mieszkanie nasyciwszy się krwią śpiącego. Nie wejdzie ona tam, gdzie się pali w nocy świeca, lub stoi woda w pobliżu łóżka, bo zmora lęka się wody i ognia. Zapobiegawczo można opasać sobie nogi na noc różańcami, nie leżeć na wznak, przy drzwiach stawiać miotłę na rękojeści, pod poduszkę kłaść nóż lub siekierą, bo żelazo odpędza złe duchy, a także w święto Trzech Króli napisać na drzwiach poświęconą kredą litery K. (asper) + M. (elcher) + B. (altazar). Sposoby te są jeszcze dzisiaj na tutejszym terenie w użyciu, a ludy barbarzyńskie posługują się niektórymi z nich na wielką skalę.

Wyobrażenia o zmorze są tutaj różne; w niektórych wierzeniach występuje ona jako jedna z podwójnych dusz człowieka, w innych jako rodzaj potwora o kształcie małego dziecka z ogromną głową, czasem w postaci potwornego zwierzęcia, lub ducha zmarłej ukochanej osoby.

Wedle wierzenia pierwszego istnieją ludzie, którzy przyszli na świat z dwiema duszami, którzy jednak na chrzcie otrzymali tylko jedno imię. Druga więc dusza nieochrzczona może wychodzić z nieświadomego ciała podczas snu i wędrować, gdzie się jej tylko podoba. Zmory te, to zazwyczaj kobiety lub młode dziewczęta, jednak mogą być nimi i mężczyźni. Zmory rodzaju męskiego są mniej straszne, napadają tylko płeć drugą. Natomiast zmory - kobiety napadają wprawdzie najchętniej młodych mężczyzn, ale nie przepuszczają też ani kobietom, ani nawet dzieciom. Gdy tylko wybije północ, potrafią z szaloną szybkością przenieść się nawet na olbrzymią przestrzeń i tym, którzy ich kochają, lub których one kochają ciążą na piersiach kamieniem ssąc z nich krew wprost z serca. Taki nieszczęśliwy, może były kochanek, czy kochanka, wije się i wydaje z siebie nieludzkie głosy wtedy, gdy zmora się do niego zbliża, gdy ta już krew ssać zaczyna cichnie, wnet popada w rodzaj omdlenia, czy niemocy i już bez protestu poddaje się jej torturom. Dnia następnego na lewej piersi napastowanego zaobserwować można ciemno - czerwony punkcik, jakby od ukłucia igłą pochodzący. Zwyczajny człowiek widzi tylko tyle, natomiast znawcy znachorzy rozróżniają wyraźnie zęby zmory. Napastowany przez zmorę blednieje, więdnie, niknie w oczach, a gdy go rada i pomoc znachora nie uratuje, rychła śmierć kończy jego męczarnie (3).

Zmory pozbyć się można przez zamknięcie tego, co się schwyta w nocy na sobie (mysz, motyl, pająk, słoma itd.) w nowym garnku, ale kupionym bez targu, tj. za tyle, ile sprzedający zażądał. Garnek ten szczelnie zamknięty zakopuje się w dziurze grobowej. Wtedy druga dusza zamknięta na cmentarzu już nie może wrócić do swojego ciała. Polowania takie udają się dlatego, że przy ich łapczywości na krew łatwo można oszukać, nie rozróżnią bowiem snu faktycznego od udanego. Ujrzawszy swą niby we śnie pogrążoną ofiarę, rzuca się na nią i wtedy wpadają w jej moc, ponieważ nad czuwającymi nie posiadają żadnej władzy, a bezkarnie napadać mogą tylko na śpiących. Zmorę można też schwytać na uzdeczkę z lipowego łyka. Będzie ona wtedy przybierać różne postacie, ale nie można jej uwolnić, aż przybierze postać właściwą, co zawsze następuje po trzech lub siedmiu dniach, a czasem nawet latach. Taką zmorą w postaci konia pracował przez siedm dni pewien parobek schwytawszy ją w chwili, gdy mu krew wysysała. Okazało się, że była to gospodyni, u której służył. Zmorę nieznajomą można schwytać, jako źdźbło słomy, gdy się podstępnie udaje sen, a czuwa w rzeczywistości. Zatkawszy wtedy kołkiem dziurkę od klucza lub szparę w drzwiach, można ją zmusić do przybrania swojej właściwej postaci. Jeżeli się podoba chwytającemu, można z nią żyć w chacie, jak z żoną, mieć dzieci, tylko nie należy odtykać dziurki, bo tędy wnet ucieknie i zginie już na zawsze bez śladu.

Ponieważ zmora to człowiek żyjący o dwóch duszach, więc wszystko, co się jej czyni, odczuwa jej fizyczne ciało. By zatem nie szkodzić i nie dręczyć nieszczęśliwej istoty, nie należy zmór bić, a tylko rękoma odpychać od siebie. Gdy jednak bardzo dokucza i napastuje i inaczej już od niej uwolnić się nie można, należy ją bić prawą ręką i na odlew, tj. po prawym jej boku.

Inne wierzenia ludowe przedstawiają zmorę jako potwora o krótkich nóżkach i drobnym ciele dziecka, z olbrzymią głową dorosłego człowieka. Taka zmora, jak wampir karmi się krwią dzieci, kobiet i mężczyzn, także zwierząt domowych, a nawet wysysa soki roślin. Lud broni się przed nią tak samo, jak przed pierwszą; czasem zmora pojawia się w postaci zwierzęcia. Potwór ten karmi się krwią zwierząt i sokami roślin. Zwierzęta domowe broni się przed jego napaścią zawieszając w stajni, oborze czy chlewie ubitą srokę, której się on ma lękać wprost panicznie. Tę zmorę można także zamknąć w nowym garnku kupionym bez targu, lub schwytać na lipową uzdeczkę. Wreszcie jeszcze jedna odmiana zmory tu jest znana jako perełesnyk, tj. duch jednego z małżonków lub kochanków, którzy się bardzo kochali za życia. Gdy po śmierci jednego, drugie bardzo tęskni i płacze za zmarłym, ten nie zaznaje wtedy spokoju w grobie, wraca na ziemię o północy i towarzyszy żywemu, co jednak tak okropnie męczy żyjącego, że ten blednie, chudnie i wreszcie umiera z tęsknoty za nieboszczykiem. A jeśli pozostały przy życiu małżonek stawia opór cieniowi przybyłemu z za grobu, to perełesnyk wypija mu krew, podobnie jak inne zmory.

Zmorą się staje zwykle ten, kto się urodzi - podobnie jak strzyga - z zębami. Dlatego takiego noworodka na wsi zaraz uduszą, by się uchronić przed przyszłym nieszczęściem.




Oryginalne przypisy:

(1) Biegeleisen: Lecznictwo str. 256

(2) W celu wyjaśnienia dodam, że kiłą kiławyj nazywają tutaj przepukliną pachwinową lub mosznową, chorego zaś na kiłę lues nazywają francowatym, rzekomo od zawleczenia tej choroby przez Francuzów.

(3) Żołnierz Józef Koziański z Kozowy, mój sanitariusz w i. 1914 opowiadał mi następujące zdarzenie, jakiego był naocznym świadkiem podówczas w Przemyślu. Jeden z kolegów opowiadającego, śpiący z nim w tym samym plutonie, ryczał wprost nieludzkim głosem we śnie prawie co noc, gdy tylko nadeszła godzina dwunasta. Gdy pozostali pytali go o przyczynę wrzasków opowiadał, że coś jakby poduszka z ołowiu kładzie mu się we śnie na piersiach, gniecie i dusi. Wtedy jeden z kolegów obiecał wybawić go z tego kłopotu za zapłatą dwudziestu reńskich. Gdy noc nadeszła i wszyscy inni za wyjątkiem męczonego w napięciu oczekiwali niezwykłych wypadków, wybawiciel - zapewne znachor - wziąwszy pasek ślubny (sznurek, jakim podwiązują się członkowie bractwa św. Tomasza) stanął tuż po dwunastej w nocy przy drzwiach. Kolegom zaś już przedtem nakazał, aby chorego, gdy tylko pocznie ryczeć, nagle zbudziwszy napędzili wprost na drzwi. Tak się też stało, a wtedy znachor schwytał chorego i obwinął ślubnym paskiem. Z kolei ostrożnie uwolniono męczonego, a w pasku znaleziono źdźbło słomy, które wybawiciel silnie ujął w rękę w górnej części i podanym mu scyzorykiem drobno ponacinał. Od tej pory przestała zmora męczyć nieszczęsnego żołnierza, który za radą swego wybawcy wziął urlop i pojechał do domu, aby przyjrzeć się swej narzeczonej. Wedle późniejszej jego relacji miała ona poprzeczne blizny na rękach i twarzy od pokrajania scyzorykiem. W ten sposób dowiedział się żołnierz, że to jego narzeczona była zmorą, która go po nocach męczyła.




poprzednia
część

 

 

Stanisław Spittal:
Lecznictwo ludowe w Załoźcach i okolicy

 

 

następna
część



 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018