dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3420143 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Rocznik Podolski. Organ Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk poświęcony sprawom i kulturze Podola. Tom I - rok 1938. Tarnopol 1938. Nakładem Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk. Wydano z zasiłku Funduszu Kultury Narodowej i Fundacji im. Wiktora hr. Baworowskiego.]

Stanisław Spittal (1891 -1964):


Lecznictwo ludowe w Załoźcach i okolicy.
część 2





POJĘCIE CHOROBY i JEJ PRZYCZYNY

Samo pojęcie choroby u naszego ludu, podobnie jak i u innych ludów, a raczej w medycynie ludowej w ogóle, nie jest czymś oderwanym, jakąś abstrakcją, tylko sprowadza się do czegoś realnego, że tak się wyrażę, do czegoś namacalnego. Bo przecież sama choroba, która jest aż nazbyt widoczną przez swoje objawy i następstwa, jest czymś realnym, rzeczywistym, prostym. Przyczyny powstawania chorób, są tak samo bardziej lub mniej znane, ale zawsze w pojęciu ludowym są to realne powody w zupełności uchwytne dla sposobu i logiki myślenia ludowego.

Sam proces chorobowy, z powodu braku prymitywnej choćby znajomości wewnętrznej budowy ustroju ludzkiego i jego prawdziwych czynności, nie może znaleźć u ludu właściwego, fachowego wytłumaczenia jako przebieg zaburzeń funkcyjnych mniejszej lub większej liczby organów, na tym czy innym tle, z takiego czy innego powodu, lecz musi się wiązać z przyczyną dla ludu uchwytną, a przez tradycję wieków uświęconą. Nic więc dziwnego, że w pojęciu ludowym, choroba - to wróg czyhający na zdrowie człowieka, wróg nasłany z zewnątrz, z innego często świata. Choroba - to duch, postać demoniczna, niewidzialna a potężna, która bierze kogoś podstępnie w swą moc i stara się utrzymać ofiarę w swych łapach jak najdłużej, by wyssać z niej wszystkie dobre soki wywołując przy tym przeróżne dolegliwości. Choroba siedzi w chorym spokojnie, gdy ten jej się nie opiera i niszczy jego organizm, lecz gdy chory z nią walczy, zachowuje się czasem hałaśliwie, ryczy, krzyczy, mocuje się z chorym, rzuca się z nim razem w górę, wyskakuje z łóżka, mówi coś przez usta chorego bądź obcym głosem, bądź niezrozumiałym językiem, lub językiem nawet potocznym, ale niezrozumiale dla otoczenia (podczas bredzenia czy majaczeń gorączkowych chorego).

Choroba - to osobistość może nawet kapryśna, czasem potworna i niemiłosierna, to istota, którą chory widzi jako smoka jakiegoś czy potwora, półczłowieka - półzwierzę o kilku nieraz głowach (rozumie się, w swych majaczeniach). Choroba zresztą może przybrać na siebie postać nawet człowieka wroga chorego, żaby, robaka, może dusić jako zmora piersi, wiercić w sercu, wypijać, czy wysysać krew itd. Może także jako bezpostaciowa, niewidzialna, przedstawiać się na zewnątrz tylko w objawach chorobowych.

To pojęcie choroby jako obcego złego ducha, najdobitniej ilustrują same wyrażenia ludowe: wlazła w niego choroba, jak zmęczony oraniem położył się i zasnął; jak napił się wody do smaku; jak go zawiało, owiało; teraz choroba chodzi po wsi; choroba chodzi po ludziach, a nie po lesie; złapała go choroba; chwyciła go choroba; choroba... mordowała go, tłukła; trzęsło go, mroziło, jeść mu nie dawało; lekarstwo tak zbrzydziło chorobę, że wyszła z niego, opuściła go; mocował się z chorobą, bo silny chłop, ale go taki z nóg zwaliła; obsypało go krostami; bodajby cię choroba wzięła; bodajby cię szlag trafił; choroba gada przez chorego i t. p. Zawsze było to coś, co wlazło i wyczyniało z chorym różne historie.

Z tego to powodu chorobę można zbrzydzić, przestraszyć, skaleczyć, czy zranić, zakopać, zaszczepić, lub dogadzając jej przebłagać i zniewolić do opuszczenia ciała chorego.

Chorobę mogą nasłać zawistni, a znający ludzie, zły duch, może ona spaść na człowieka z dopustu Bożego jako kara za popełnione winy, za grzechy czy bezprawia, lub jako pokuta zesłana już w tym życiu na grzesznika, a zarazem jako znak sprawiedliwości Bożej i przestroga dla innych. Poza tym chorobę można wywołać wypowiedziawszy coś w taką chwilę, czy w złą godzinę, nawet gdy się dane słowa sprecyzuje tylko w myśli. Można w myśli mówić takie słowa tym więcej, że można ją wywołać zupełnie bezwiednie i bezwolnie, bez złej właściwie myśli. Bo są już takie fatalne chwile, że wszystko, co się w czasie ich trwania pomyśli czy wypowie, a zwłaszcza w złości, spełnia się.

I na tym tle słyszy się na każdym prawie kroku mnóstwo legend i rzekomo prawdziwych opowieści: o zapadłych kościołach, skamieniałych osobach itp. Toteż opowiadając o chorobie, czy jakimś nieszczęściu, zastrzegają się przed wypowiedzeniem złego słowa (żeby odczynić urok, albo chwilę taką, która spełnia nasze powiedzenie) mówiąc wpierw: nie przy nas wspominając, nie wypowiadając się przy tym chlewie, nie mówiąc przy tej chudobie, w tej chacie, a jeszcze w dodatku opisując przeważnie chorobę inną nazwą, jakby pseudonimem ogólnie znanym i przyjętym, mówiąc zamiast suchoty -ta nędza, suche drzewo w piecu (suchi drowa w piecu); cholerę nazywając zarazą, zimnicę ciocią, traścia, dodając jeszcze często jakby dla większego uszanowania z przeproszeniem. Mówią więc: nie wspominając przy nas i tej rodzinie w tej chacie, ale Jaśko Maryny Frankowej dostał z przeproszeniem tej nędzy, lub: nie mówiąc przy tej chudobie i przy tym chlewie, ale u Michała Jankowego, tfu (pfu), krowa się z przeproszeniem wypękła przy cielęciu, lub: ne pry nas zhadujuczy i z pereproszeniom, suchi drowa w piecu, czepyła sia jeho ta nużda.

Bo o nieszczęście przecież nie trudno, a lud nasz jest bardzo egoistyczny i materialistyczny. Nieszczęście zaś chodzi obok nas niewidzialne i niczym lew biblijny czyha na nasze zdrowie i majątek. Już w ostateczności z dopustem Bożym, czy wolą Bożą, jakoś tam można by sobie poradzić. Boga można przeprosić, przebłagać przez żarliwą modlitwę, post w pewne dnie przez czas krótszy czy dłuższy, kupienie paru świec (światła) do ołtarza, spowiedź, danie na mszę św. raz, czy więcej razy, a już najpewniej po spowiedzi w czasie odpustu w cudownym miejscu, jak Milatyn czy Podkamień k. Brodów, gorzej jednak, gdy sprawa z diabłem. To już więcej kosztuje. Bo trzeba wszystko robić, aby zabiegać o pomoc boską, jak wyżej nadmieniłem, a poza tym i diabła się pozbyć, przy wstawiennictwie i księży i modłów i kropienia święconą wodą, a przy tym i przy niezawodnej intewencji znachorów - ludzi wiedzących lub znających, a ci więcej kosztują, niż msza, czy jałmużna. A trzeba wiedzieć, że diabeł chętnie i nierzadko napastuje ludzi.

Chorobę mogą sprowadzić zawistni ludzie zostający z diabłem w styczności, jak czarownice, wróżbici, lub z rodu już tacy niesamowici, których do tego doprowadza zazdrość lub nienawiść ku szczęśliwym, często chęć zemsty za obraźliwe jakieś słowo, lub nieposłuchanie (nie spełnienie prośby czy życzenia). I tu pomóc mogą już tylko znachorzy i ludzie czary znający, a to znowu uderza w czułą strunę ludu, bo w jego kieszeń, tym bardziej że czar odczynie mogą tylko znachorzy więksi, aniżeli ten, który go zadał.

Niemniej wiatr i przeciąg, zwłaszcza zły wiatr, łatwo chorobę sprowadzić może. Ale też łatwo można poznać taki wiatr, który powoduje chorobę z owiania. Bo oto nagle w największej nawet ciszy, ni stąd ni z owąd na środku drogi podnosi się ku górze słup prochu i wirując zbliża się ku człowiekowi. Najlepiej wtedy zejść mu z drogi na bok, usunąć się, a gdy to nie możliwe, przeżegnawszy ten wir powietrzny, rzucić weń nóż otwarty, a wnet wiatr ustanie, a na nożu znajdzie się parę kropel krwi ugodzonego nim diabła.

W pewnych zresztą wypadkach każda osoba, zwierzę, nawet roślina, dalej każda rzecz z przyrody martwej, może w pewnym czasie rzucić na człowieka urok, a nawet dur (ciężką chorobę), który, całkiem jasne, czepia się w pierwszym rzędzie dzieci i niemowląt, nie umiejących się jeszcze skutecznie bronić. Najlepszą bowiem obroną, gdy się widzi coś niesamowitego, splunąć trzykrotnie poza siebie wymawiając sakramentalne słowa: na psa uroki. Gdy się komuś coś bardzo podoba, także to może urzec. Jeśli więc taki wypadek zajdzie, ale oglądający nie ma zamiaru zaszkodzić przedmiotowi podziwu, musi niby spluwając (markując słowami) wyrzec: tfu, tfu, żeby nie urzec i gdy może, to powinien jeszcze odpukać, tj. zapukać w gładkie drzewo, najlepiej stół lub drzwi.

Kolor czerwony najlepiej chroni od uroków, bo jako jaskrawy wpierw na siebie kieruje cudzy wzrok. Stąd więc dzieciom na szyję przewiesza się czerwone korale, wiąże czerwone wstążki, przyczepia się do włosów czerwone kokardy, przyszywa do sukienek czerwone wstążeczki, czy guziki, czy wypustki do kołnierza i manszetów.

Prócz tego choroby można, jak wreszcie i wszelkie inne zło, drogą czarów przenieść lub nasłać na drugiego, przeszczepić w inne miejsce, lub na inną osobę, zakopać, zasadzić pod drzewo, zagwoździć itp. a ten, który ją znajdzie, wykopie, odkryje, chorobę dostanie. Taki sposób przenoszenia choroby, nazywa się zadaniem (daniem) lub zaczynieniem czy uczynieniem choroby, podłożeniem, podrzuceniem. Podłożenie może być uczynione na trwale, lub na czas ograniczony, ściśle określony przez podkładającego.

Można chorobę nawet przerzucić do innej wsi: np. cholerę przez wyrzucenie do wsi, w której jej jeszcze niema, powrozu, na którym spuszczano do grobu trumny pomarłych na cholerę; przy zimnicy wrzuca się do dziupli wierzby (drzewa szybko rosnącego) owinięty w gałganek grosz, którym się dotykało chorego. Wynikiem tego wierzenia jest wyrzucanie szmat i słomy po chorym czy zmarłym na obce grunta, pola wsi sąsiedniej, do rowów przydrożnych; czerepy natomiast, w których myto chorego, czy zmarłego wyrzuca się na rozstajne drogi, rowy graniczne, najlepiej gdy bziną (czarnym bzem) porosłe, bo diabeł w niej siedzi.

Dlatego, o ile nie chcą nikomu szkodzić, wodę z obmycia chorego czy zmarłego starają się wylewać w miejsca ciężko dostępne. Gdyby bowiem przez nią przeszedł ktoś nieświadomie, zachoruje na tę samą chorobę. Natomiast, jeśli lud nasz czuje złość do kogoś, wyleje mu napewno wspomnianą wodę na ścieżkę przynajmniej, jeśli już nie pod sam próg chaty, by się go ta choroba czepiła. Gdyby się przechowało wodę z obmycia martwo urodzonego dziecka przez dni 9, a potem wylało ją pod próg wroga, to ten, kto pierwszy wstąpi na ślad wylanej wody z pewnością zachoruje i umrze. Gdy człowiek przestąpi miejsce, które zaczarowała czarownica, będzie go kręciło po nogach, łamało w kościach i pryszcze go obsypią. Rozumie się, że pewniej czar się czepi, gdy ziemia jest skropiona, bo taka lepiej przyciąga. Gdy ktoś przestąpi miejsce, gdzie ukryto zwłoki nieochrzczonego, a więc i nieślubnego noworodka, obłęd się go uczepi.

Chorobę można zadać w jadle i napoju. Nie dziw więc, że niepewny wieśniak żegna miskę, czy kieliszek przed rozpoczęciem jedzenia, czy picia. Skoro bowiem było tam coś zadane, misa czy kieliszek po przeżegnaniu rozleci się na kawałki. Niemniej nieco napoju, jako bardziej pożądanego, niż jedzenie, wylewa się po wypiciu na ziemię, aby chorobę ugłaskać i zarazem przenieść ją na ziemię ze siebie, a gdy ktoś się boi, wylewa resztkę napitku na dolny odźwirek drzwi.

Każda choroba jest inna, wedle ludowego pojęcia istnieje duża róźnoosobowość chorób. Dowodzi tego, podobnie jak i żywotności chorób, samo ich zamawianie dla każdej choroby odmienne. Choroby wędrują pchając się do gardła, chodząc popod skórą, rozpierając w dołku podsercowym, chodząc po kiszkach, przesuwając się po nich itp. I ta wiara w demoniczne pochodzenie cho oby jest wspólna wszystkim rasom ludzkim, na wszystkich ziemiach świata mieszkającym. Tym samym tak przyczyna choroby, jak i środki zaradcze wypływają z tego samego źródła. Chorobę więc, jako złego ducha, wypędza się z ciała chorego, albo wyprasza. Procedura bowiem leczenia u naszego ludu jest taka sama jak u innych ludów w czasach pierwotnych wykazując tego wybitne ślady. Rozporządza ona tym samym zasobem środków walki, czy to obrony, czy to ataku, jakim się posługiwali nasi praojcowie w zamierzchłych czasach. Znamy bowiem: wyzywanie i łajanie choroby, wypędzanie i straszenie, zażegnywanie, wypraszanie, dogadzanie chorobie, oszukiwanie nawet tych niewidzialnych duchów chorobowych przez leczenie sympatyczne. Wynikiem tego - to przeżytki wierzeń pogańskich: ofiary bezkrwawe, wota w postaci szmat, części garderoby, posty, modły, puszczanie krwi, jako namiastka właściwej krwawej ofiary a raczej obiaty.

Wynikiem tego magicznego nastawienia, jest to, że każdy prawie z wieśniaków nosi na szyi krzyżyk, medalik, czy szkaplerz, a choćby tylko jakąś wstążeczkę, tasiemkę, czy sznureczek, podobnie jak w epoce kamiennej noszono zęby lub pazury drapieżnych zwierząt jako amulety czy talizmany dla ochrony przed chorobą. Bo sama choroba, to jak wspomniałem, jakby duch jakiś, różny dla każdej choroby, błąkający się po świecie i szukający w kogo by wlazł, aby go męczyć i niszczyć.

Choroba, przybrawszy na siebie podstępnie postać nieraz nawet rzeczy jakiejś, jak korali, chustki itp., gdy nie była w stanie opaść kogoś, czeka na drodze, by ją jakiś przejeżdżający, czy przechodzący chciwiec zabrał ze sobą i stał się jej żerowiskiem. Czasem znowu przybrawszy na siebie postać istoty żywej, a nawet osoby prosi, by ją zabrano na wóz. I wtedy wlazłszy z tyłu poza woźnicę, wpierw cieszy się śpiewając, że znalazła naiwnego, a potem rzuca mu się na szyje i dławi go i męczy. Raz przejeżdżający chłop znalazł korale i zabrał ze sobą. Słyszy, a coś poza nim śpiewa bez ustanku: jadę, jadę, aż zajadę... Zmiarkował się jeszcze w czas i wyrzucił je do rowu. Dobrze więc, gdy się taki dobroczyńca w czas opatrzy i gdy wiezie osobę, na odlew ją grzmotnie i z wozu wyrzuci. Toteż aby choroby nie przywieźć sobie, nie biorą chłopi, a także i Żydzi znalezionej szmaty, chustki na głowę, chusteczki do nosa itd., bo ta może być podrzucona przez chcącego się pozbyć choroby.

Sprowadzić choróbę, śmierć lub nieszczęście można nawet przez uczynienie zakrętki w zbożu na polu, tj. przez skręcenie garści kłosów na lewą stronę i zawiązanie jej w rodzaj węzła, jednak przy równoczesnym rzuceniu zaklęcia na właściciela pola. Zakrętki takiej lud nie zetnie, nawet nie dotknie, zostawiając na polu jako tak zw. Spasową brodę, albo często nawet nie podejmie się żniw, zanim znający nie rozwiąże zakrętki, rozumie się za wynagrodzeniem.

Budujący dom mieszkalny, a nawet i zwyczajny budynek majstrowie czynią zawsze tzw. założenie, które spełnia się bezwzględnie. Budowano w okolicy tutejszej jakiś czas przed wojną cerkiew. Pop był bardzo zachłanny na pieniądze. Zwrócił się do majstrów z życzeniem, by założyli tak, żeby co dzień był jeden nieboszczyk szczo den, to oden, by na pogrzebach zarobić. Na to jednak oburzeni majstrowie odpowiedzieli: "O nie proszę księdza, co rok, to pop" (szczo rik, to pip). I tak się stało. Po kilku latach parafii nie obsadzano, bo żaden z proboszczów nie chciał umierać. I dopiero wojna, która zniszczyła cerkiew, zniweczyła i stare założenie. Cerkiew nową wybudowano i... zmieniło się założenie. By założenie było pomyślne i dobre dla właściciela, należy się okupić majstrom, a po wybudowaniu już domu, zanim się do niego wprowadzi, zamknąć na jedną dobę wewnątrz kota, psa, koguta lub kurę. Po niedługim czasie zamknięte stworzenie zginie, ale mieszkańcom nic się już złego nie stanie.

Można zadać chorobę lub śmierć, ale tak by cały dom skaparał (zmarniał), najłatwiej w następujący sposób: bierze się kawałek mięsa, siecze się go na drobne kawałeczki i wrzuciwszy do garnka glinianego, zalewa się wodą zaczerpniętą ze źródła przed wschodem słońca. W nocy garnek ten zakopuje się u węgła chaty mającej zmarnieć, a skutek pewny.

Wiara w podłożenie, czy podrzucenie choroby, to pozostałość po fetyszyzmie tj. wierze w ducha wcielonego w dany przedmiot. Duch bowiem może być wcielony w każde ciało, czy przedmiot, a wiara w fetyszyzm jest i dzisiaj jeszcze bardzo rozpowszechniona wśród ludów o pierwotnej kulturze.

Rozumie się, że kto umie zadać chorobę, umie ją i odczynić. Tak samo można zadać i odczynić, czary a nawet j śmierć. Aby jednak zło odczynić najpierw trzeba znać przyczynę, wiedzieć, czym i w jaki sposób czar zadano. By się o tym przekonać taczają jaje (wykaczały jajce), a potem udzielają rady. Czarownicy mają bowiem możność i środki zniweczenia zadania, a im większy czarownik, tym łatwiej mu przychodzi zniweczyć skutki czynności słabszego przeciwnika, tj. mniejszego znachora. Bo czarownicy, podobnie jak lekarze, dzielą się na początkujących, na wyzwolonych, specjalistów i profesorów.

Czarownik jest nawet w możności zadania komuś (nasłania) samego diabła, lub nawet kilku diabłów i to w jadle lub napoju. Często czarownicy wałęsają się jako podróżni, włóczędzy, szukający wsparcia... Dlatego to włóczęgów lud poważa, zaopatruje na drogę, by się zabezpieczyć tylko przed nimi pragnąc, by się tylko zabrali dalej i nie zadali uroku. Wiedzą o tym doskonale wygi - podróżni i gdy zachowanie się chłopa nie przypada im do gustu, poczynają coś mamrotać pod nosem wykonywując jakieś nieokreślone ruchy rękoma, dotykając pewnych przedmiotów itp., a wnet otrzymują od zabobonnego wieśniaka wszystko, aby tylko czar nie działał.




poprzednia
część

 

 

Stanisław Spittal:
Lecznictwo ludowe w Załoźcach i okolicy.

 

 

następna
część




 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019