dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3414103 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
[źródło: Józef Kulczycki "Zarys historji wojennej 38-go Pułku Strzelców Lwowskich". Warszawa 1928, wyd. Wojskowe Biuro Historyczne, seria "Zarys historji wojennej pułków polskich 1918-1920"]. Zachowano oryginalną pisownię.

Dnia 30 maja pułk rusza do natarcia nad Strypę, stacza zaciętą walkę na silnie bronionej Złotej Górze, zdobywa ją dzięki manewrowi plutonu 7-ej kompanji pod dowództwem ppor. Edmunda Kolendowskiego, bierze do niewoli całą załogę w sile 500 ludzi i rusza na linję Łopuszany i Olejów. Po zwycięskiej walce w tej okolicy, pułk zajmuje Ryków i Zborów, a dnia 31 maja uderza dalej i zajmuje Reniów, Horodyszcze, Obarzańce, Pleszkowce, zaś dnia 1 czerwca nad wieczorem wkracza do Tarnopola. Tu pułk bierze kilka pociągów, naładowanych żywnością i materjałem wojskowym, poczem zajmuje pozycje nad Seretem. Po dwudniowych walkach pułk przesuwa się dalej na wschód i obsadza dawną granicę austrjacko-rosyjską.

Ponieważ Ukraińcy dnia 11 czerwca znacznemi siłami przeszli do przeciwdziałania i na południe od Tarnopola zdołali odrzucić sąsiednią dywizję, 38-y pułk, mając zagrożone prawe skrzydło, wycofał się w dniu 15 czerwca pod Olejów.

Dnia 18 czerwca podczas dalszego odwrotu bataljony II i III staczają krwawą walkę pod Kudobińcami i Kudynowcami, zaś I i IV bataljony jeden z najkrwawszych bojów pod Olejowem. Walka pod Olejowem pochłonęła zgórą 100 zabitych i rannych. W dalszym ciągu pułk pod naporem przeważających sił nieprzyjacielskich wycofuje się na zachód i dnia 19 czerwca zajmuje nowe pozycje pod Iwaczowem, gdzie skutecznie przez dwa dni pod silnym ogniem artylerji odpiera uporczywe ataki nieprzyjacielskie. W walce tej odznaczają się szeregowcy Stanisław Sznajch i Czerkawski, którzy, dostawszy się do niewoli ukraińskiej, wraz z dwoma karabinami maszynowemi, wykorzystują zmrok, śmiało dołączają do oddziału nacierających Ukraińców, a zbliżywszy się w ten sposób do pozycyj polskich, uchodzą, ocalając jeden karabin maszynowy.

Wobec przerwania polskiego frontu na odcinku południowym pułk wycofuje się w dalszym ciągu, staczając ze zmiennem szczęściem w dniach 27 i 28 czerwca walki pod Złoczowem, Skwarzawą, Kazimierówką i Poczapami, gdzie zdołano ostatecznie powstrzymać kontrofensywę Ukraińców.

O świcie dnia 28 czerwca oddziały polskie przechodzą ponownie do ofensywy nad Zbrucz. Żołnierzom ogłoszono, że ofensywę poprowadzi osobiście Naczelny Wódz, Marszałek Józef Piłsudski. 38-y pułk piechoty strzelców lwowskich, wzmocniony uzupełnieniem, dnia 29 czerwca uderza na Bełżec, Poczapy i Kniaże Lackie, gdzie rozbija całą sokalską brygadę ukraińską. W walkach tych Ukraińcy stracili 10 oficerów i 200 szeregowych w zabitych i rannych oraz 150 szeregowych, którzy dostali się do niewoli. Do odniesienia tego zwycięstwa przyczyniły się w znacznym stopniu I i IV bataljony. W walce pod Poczapami wyróżniają się sierżant Antkiewicz i bracia szeregowcy Walichiewicze oraz porucznik Stanisła Grzębski, który na czele plutonu 3-ej kompanji przesunął się niepostrzeżenie wzdłuż rzeki Bełżec, wpadł do Poczap i, strzelając w zwarte gromady Ukraińców, wzniecił popłoch, co wykorzystują 1-a i 3-a kompanje, rozbijając bagnetami i granatami nieprzyjaciela.

W dalszym pościgu za cofającym się nieprzyjacielem 38-y pułk zajmuje Złoczów, gdzie zostaje ranny porucznik Józef Cygan, dowódca III bataljonu. Do miasta pierwszy wkracza dowódca pułku major Pomian-Cieński, który praży ogniem karabinów maszynowych tylne straże nieprzyjacielskie, cofające się gwałtownie na wschód: 38-y pułk, zwalczając słabe ubezpieczenia cofających się oddziałów ukraińskich, posuwa się naprzód przez Kotłów i Kruhów w kierunku na Załoźce.

W międzyczasie w Olejowie zostaje rozwiązany IV bataljon, a dowódca jego kpt. Szwarcenberg-Czerny, jeden z najdzielniejszych oficerów pułku - również odchodzi z pułku. Wkrótce potem, bo dnia 1 lipca odchodzi również pierwszy i zasłużony dowódca pułku, major Michał Pomian-Cieński, który organizował pułk podczas działań bojowych. Wszyscy oficerowie i szeregowi pułku ze łzami w oczach żegnali swego pierwszego dowódcę, wiedząc, że tracą w nim nietylko dowódcę i organizatora pułku, lecz również najlepszego towarzysza broni.

Dnia 8 lipca 38-y pułk strzelców lwowskich przesuwa się dalej na wschód, zajmuje odcinek nad Seretem na południe od Załoziec, a dnia 15 lipca przechodzi jeszcze dalej na wschód, spędza patrole ukraińskie i obsadza dawną granicę austrjacko-rosyjską, a tem samem kończy walki z Ukraińcami we Wschodniej Małopolsce.



[źródło: Dr. Andrzej Wojtkowski "Ochotnicza kompanja poznańsko-lwowska w walkach o Małopolskę Wschodnią" - w: "Szkice i fragmenty z powstania wielkopolskiego 1918/19" pod redakcją Zygmunta Wieliczki. Poznań 1933, wyd. Towarzystwo Badań nad historją Powstania Wielkopolskiego 1918/19 w Poznaniu]. Zachowano oryginalną pisownię.

Następny okres walk kompanji rozpoczyna się dnia 14 maja 1919 r. "Raport z działalności kompanji poznańsko-lwowskiej" w okresie od tego dnia aż [do] 9 czerwca zdał Dowództwu Głównemu w Poznaniu dowódca brygady lwowskiej ppłk. Czesław Mączyński. Został on wydrukowany jako załącznik I do rozkazu dziennego nr. 166 z dnia 19 czerwca 1919 r. (1). Na podstawie tego raportu oraz korespondencji p. t. "Z frontu galicyjskiego", wydrukowanej w "Kurjerze Poznańskim" z dnia 27 sierpnia 1918, jakoteż na podstawie notatek, poczynionych współcześnie przez piszącego te słowa w "kalendarzu harcerza-skauta na 1919 r.", złożonym w Bibljotece Raczyńskich, dalszy pochód kompanji przedstawiał się jak następuje:

Dnia 14 maja kompanja uderzyła na Zarudce. Zająwszy tę miejscowość, odpoczywała w niej orzez jeden dzień (15 maja), poczem przez Kulików wróciła do Lwowa, gdzie stanęła 17 maja, by stanowić nadal rezerwę brygady. Po dwóch dniach, 19 maja, kompanja wyruszyła do Podlisek Małych, skąd dnia następnego uderzyła na Jaryczów Mały. W cytowanym wyżej raporcie ppłk. Mączyński zaświadczył, że "kompanja odznaczyła się szczytnie przy zajęciu Jaryczowa Nowego, przyczem straciła jako rannego oficera do kompanji przydzielonego".

Na kwaterach w Dziedziłowie, dokąd dotarła tego samego dnia, kompanja pozostała przez 21 i 22 maja. Dnia 23 maja wkroczyła do Bogdanówki nad Pełtwią, a następnego dnia do Glinian. Wkroczenie do Olszanicy dnia 26 maja poprzedzone było atakiem pierwszego plutonu. "W dniu 27 maja - pisze płk. Mączyński - zdobyła wspólnie z IV baonem 38 pułku strzelców lwowskich (dawnym baonem szturmowym - przypisek autora niniejszej pracy) Zalesie, wskutek czego nieprzyjaciel musiał pospiesznie wycofać się ze Złoczowa".

Następnie kompanja ruszyła dalej przez Woroniaki (28 maja) i Podlipce (29 maja). "Dnia 30 maja 1919 r. - czytamy w raporcie Mączyńskiego - w dalszym pościgu za nieprzyjacielem, obsadziła kompanja po złamaniu twardego oporu nieprzyjacielskiego w starych rosyjskich okopach, Moniłówkę koło Zborowa". Wkroczenie do Bzowicy następnego dnia poprzedzone było również atakiem kompanji. W czasie akcji na Moniłówkę i Olejów Ukraińcy po trzykroć przechodzili do kontrataku, tracąc przytem 4 kar. masz.

Dnia 1 czerwca 1919 r., kompanja przekroczyła Seret pod Horodyszczami - Obarzańcami; odpocząwszy nieco w Obarzańcach, wyruszyła dnia 2 czerwca do Iwanczan, a stąd dnia 6 czerwca do Milna. Na tej pozycji pozostała kompanja przez kilka dni. Tymczasem Ukraińcy, odczepiwszy się od ścigających ich wojsk polskich, zorganizowali się pod dowództwem atamana Grekowa, poczem nowemi siłami zaatakowali pozycje polskie.

W trakcie opisanych walk dobiło do kompanji w dniu 22 maja dalsze uzupełnienie z Poznania (...)

W miejsce rannego pod Jaryczowem ppor. Edwarda Gotta, Dowództwo 5 dywizji przydzieliło do kompanji w pierwszych dniach czerwca ppor. Ludwika Korbut-Karaffę, który objął dowództwo osieroconego trzeciego plutonu.

Kompanję ochotniczą przerzucono nagle w połowie czerwca 1919 r. na najbardziej zagrożony odcinek frontu, broniony przez dywizję płk. Sikorskiego. O konieczności pośpiechu świadczy, że kompanję przewieziono na podwodach. Wyruszywszy z Milna dnia 11 czerwca, kompanja dotarła przez Tarnopol dnia następnego do Myszkowie, a stamtąd dnia 13 czerwca do Chodaczkowa Wielkiego. Stąd cofnięto ją dnia 14 czerwca do Berezowicy Wielkiej, położonej na południe od Tarnopola. Tu już o zmroku przybył płk. Sikorski i przemówił do kompanji, wzywając ją, aby wszelkiemi siłami przyczyniła się do powstrzymywania naporu ukraińskiego.

Dnia 15 czerwca rozgorzała walka o Berezowicę Wielką, zakończona pospiesznym odwrotem pod Tarnopol. Spóźniony ten odwrót połączony był z cieżkiemi stratami. W ostatniej chwili udało się d-cy kompanji, który konno w ogniu kar. masz. uwijał się przed frontem, przeprowadzić przez silnie ostrzeliwany most na Serecie jeden z plutonów, który walczył na prawym brzegu rzeki i połączyć go z resztą kompanji na lewym brzegu.

Dopiero na wzgórzach, panujących nad Tarnopolem, zdołano powstrzymać na kilka godzin atak ukraiński. Tu trwała kompanja ochotnicza w silnym ogniu artylerji i kar. masz., osłaniając odwrót dywizji płk. Sikorskiego. Nagle na tyłach, na przeciwległym brzegu Seretu w kierunku północno-zachodnim, ozwał się ogień huraganowy, który żołnierzom kompanji ochotniczej przypomniał front zachodni, francuski: zapaliły się mianowicie pociągi amunicyjne, wskutek uszkodzenia mostu kolejowego na Serecie pozostawione przez Ukraińców przed Tarnopolem w czasie pierwszego ich odwrotu. Był to widok niezapomniany i pełen grozy.

W takich warunkach kompanja opuściła wreszcie w godzinach popołudniowych pozycję na wzgórzach tarnopolskich i udała. się przez Tarnopol i Jeziernę do Zborowa, ostrzeliwana po drodze przez artylerię ukraińską. Pod osłoną kompanji dywizja cofnęła się wraz z taborami i artylerją w porządku do Zborowa.

Późnym wieczorem kompanja stanęła jako rezerwa w Tustogłowach, położonych pomiędzy Zborowem a torem kolejowym Lwów - Tarnopol. Dnia 16 czerwca odpoczywała w Tustogłowach. Przed sobą miała baon kpt. Weissa. Lecz już dnia 17 czerwca o godzinie 5 min. 45 dowódca kompanji musiał zameldować dowódcy dywizji, płk. Sikorskiemu, że stojący przed nim baon "cofnął się prawie bez nacisku nieprzyjaciela torem kolejowym za Tustogłowy". Płk. Sikorski rozkazał wobec tego ruszyć kompanji w linję bojową. Kompanja zajęła niebawem wzgórza, leżące na wschód od Tustogłów i pozycję przed Podhajczykami. "Resztki kpt. Weissa chwytamy ze sobą, - konieczne posiłki na lewe skrzydło od nas, bo galicyjskie oddziały cofają się", pisał w meldunku por. Ciaciuch (2).

Znaczenie powstrzymania pochodu ukraińskiego przez kompanję ochotniczą było wielkie: uratowane zostały w ten sposób tabory i artyleria dywizji płk. Sikorskiego, stojące długim łańcuchem na szosie za Zborowem, idącej w kierunku półn.-zach. To też dowódca dywizji zjawił się niebawem na pozycji kompanji ochotniczej, by jej podziękować i zapewnić, że może zawsze na niego liczyć

Dalszy odwrót był mimo to nieunikniony, a to nie dla przewagi liczebnej atakującego przeciwnika, lecz z powodu zupełnego upadku ducha i zniechęcenia, które od połowy czerwca zapanowało w większej części formacyj, walczących na froncie wschodnio-galicyjskim.

Bardzo dokładne wyobrażenie o ówczesnych nastrojach daje nam rozkaz oficerski gen. Władysława Jędrzejowskiego, dowódcy grupy operacyjnej, z dnia 21 czerwca 1919 r. (3).

Własne moje spostrzeżenia - pisze gen. Jędrzejowski - oraz jednozgodne raporty wysłanych oficerów stwierdziły, że od czasu zwycięskiego pochodu wojsk naszych nad Seret w miejsce dawnej odwagi i poświęcenia wstąpił w szeregi brak wiary w własne siły, niegodny żołnierza t oficera polskiego. Bo jeżeli na froncie kilkukilometrowym linja nasza w wielu wypadkach ustąpiła na widok słabego patrolu nieprzyjacielskiego, jeżeli oficerowie i żołnierze zapytani, dlaczego się cofają, mogli tylko odpowiedzieć: "dlatego, że na lewo, lub na prawo się cofają", a dalej badani, czy ustąpili po walce, tłumaczyli się, że właściwie nie, ale, ponieważ inni ustąpili, więc i my musimy się cofnąć, by nie zostać odciętymi - to świadczyło, że od pewnego czasu zawładnął nami duch niegodny bohaterskich obrońców Lwowa, niegodny trudów i niedostatków ciężkich miesięcy walki z przemożnemi siłami ukraińskiemi.

Bardzo ostro karcił generał oficerów za to, że

zamiast opanować swoje oddziały, przyczyniali się do tem większego zamętu... Jeżeli w dniach, kiedy toczyły się walki o Zborów, powstał na szosie między Słowitą a Kurowicami popłoch z powodu rzekomego ukazania się patrolu ukraińskiego, a pewien oficer, będący w posiadaniu mapy, jakoteż znający ogólną sytuację bojową, nietylko że nie wytężył swojego autorytetu w celu wytłumaczenia żołnierzom bezzasadności tej pogłoski, co więcej, wiadomość tę rozszerzał po drodze r12; świadczy to, że nietylko oficerów niższych stopni, ale i oficerów wyższych ogarnął szal ogólnej bezorjentacji i przecenienia wartości przeciwników.

Były wypadki, że całe tabory uciekały w popłochu na widok pojedynczych żołnierzy, uciekających z frontu i uprowadzały ze sobą kuchnie polowe i wozy amunicyjne, niezbędnie potrzebne baonom na froncie. Znieważano oficerów ze sztabu generała, próbujących powstrzymać żołnierzy, uciekających z kar. masz. i docinano im, że w sztabie łatwo być odważnymi. Winni byli oczywiście oficerowie, którzy nie umieli zdobyć się na tyle energji i stanowczości, by wymusić posłuch. Spotykano oficerów, wałęsających się na tyłach i opowiadających, że zgubili swoje oddziały. Inni, na zapytanie, dlaczego uciekają, odpowiadali poprostu, że muszą uciekać. Zdaniem gen. Jędrzejowskiego ludzie tacy zasługiwali tylko ha zdarcie szlif oficerskich.

Nie pomagały nawet groźby odbierania oddziałom sztandarów a oficerom starszeństwa i stopnia, a wreszcie groźby stosowania doraźnej kary śmierci. Front cofał się niepohamowanie.

Tymczasem kompanja ochotnicza, wróciwszy do dywizji lwowskiej, już na drugi dzień po walkach pod Zborowem, czyli dnia 18 czerwca została przerzucona na pozycje pod Olejów, gdzie położenie było bardzo groźne. "Mimo zmęczenia Wielkopolanie odrzucali wszelkie ataki . . . . . . . . . a nawet sami poszli znów do kontrataku" (4).

Z pod Olejowa kompanja cofnęła się w kierunku półn.-zach. Z Kruhowa ruszyła drogą, idącą wzgórzami, okalającemi trzęsawiska, z których wypływa rzeka Bug, do Wierchobuża, by zająć pozycję wzdłuż drogi, wiodącej z tej wsi do Kołtowa. Mając przed sobą bagna wyżej wymienione, a za niemi Kruhów, zajęty przez wroga, kompanja miała przeczekać nadchodzącą noc. O zmroku zapanowała niczem niezmącona cisza, którą nagle o godz. 23 przerwała nadzwyczaj żywa strzelanina w Kruhowie. Po godzinie wszystko się znowu uspokoiło.

Dopiero nazajutrz, cofając się przez Kołtów na zachód, kompanja dowiedziała się o przyczynie nocnej strzelaniny w Kruhowie. Otóż kucharz kompanji ochotniczej, kapral Michalak z Ostrowa, wybrał się był o zmroku z Kołtowa na poszukiwanie swej formacji. Zamiast drogą do Wierchobuża, nad którą stała kompanja, poszedł jednak drogą do Kruhowa. Noc była parna, rozpiął więc mundur i zdjął rogatywkę. Wchodząc do Kruhowa spostrzegł nagle podwójny posterunek ukraiński, przyczajony w rowie przydrożnym. Zorientowawszy się szybciej niż Ukraińcy, chwycił za obie wrogie lufy karabinowe i wciągnął je pod pachy. Rozpoczęło się straszliwe szamotanie, w ciągu którego poszarpano na kucharzu mundur. W pewnym momencie Michalakowi udało się kopnąć jednego z Ukraińców tak silnie, że ten puścił karabin i z alarmującym wrzaskiem począł uciekać. Zdobytym karabinem kucharz zdzielił drugiego Ukraińca, poczem i ten porzucił karabin i przepadł w ciemnościach. Zaalarmowana załoga Kruhowa rozpoczęła natychmiast ową gwałtowną strzelaninę, którą kompanja na pozycji swej słyszała. Kapral Michalak zaś w poszarpanym coprawda mundurze, lecz z dwoma zdobytemi karabinami ukraińskiemi i czapką ukraińską, którą przez omyłkę w ciemności podniósł z ziemi zamiast swej upuszczonej rogatywki, powrócił szczęśliwie do Kołtowa.

Po całotygodniowem trwaniu ofensywy ukraińskiej udało się ją wreszcie dnia 22 czerwca 1919 powstrzymać. Dnia 23 czerwca na rozkaz dywizji (5) (l. op. 708), kompanja obsadziła odcinek od kolana drogi polnej l 000 kroków na północ od Dworu Jaworskiego poprzez kotę 232 i dalej jeszcze 800 kroków na północ od tej koty. Za sobą miała więc bezpośrednio wieś Skwarzawę. We wsi pozostał tylko tabor bojowy, reszta zaś taborów stała w Firlejówce, na zachód od Skwarzawy. Pozycję swoją miała kompanja silnie obwarować dwiema linjami rowów strzeleckich, połączonych rowami łącznikowemu Druga linja miała biec w odległości 200 do 300 kroków za pierwszą. W razie ataku nieprzyjacielskiego rowy łącznikowe miały służyć do flankowania atakujących. Wogóle dywizja lwowska rozbudowała dwa systemy obronne, każdy z dwóch rowów złożony. Druga linia obronna szła przez Pietrycze, tryg, Ostrowiec 250, kota 252, 255, 251, aż do koty 274 na wschód od Olszanicy. Dnia 24 czerwca ogłoszono żołnierzom, że "Naczelny Wódz wymaga bezwzględnego utrzymania obecnie zajętej linji Gniłej Lipy jako ostatniej linji obronnej" (6). Przy ogłaszaniu żołnierzom tego rozkazu miano apelować "do uczucia patriotyzmu, przedstawiając sromotną hańbę wycofania się przed nawet liczebnie słabszym nieprzyjacielem". Równocześnie ze względów taktycznych odcinek dywizji został rozdzielony między dwie grupy. Obsadę grupy północnej stanowił 4 baon 38 p. p., kompanja ochotnicza i 3 baon 31 p. p. Dowództwo nad tym odcinkiem sprawował mjr. Samborski, d-ca III/31. O godz. 13 min. 30 tegoż samego dnia podano do wiadomości dywizji, że wskutek przełamania frontu kombinowanej dywizji płk. Sikorskiego w rejonie Gołogór, zagrożone zostało jej prawe skrzydło (7).

Następnego dnia, 25 czerwca, stwierdzono, że nieprzyjaciel koncentrował się na linji Bełżec - Kniaże w celu przełamania frontu dywizji lwowskiej (piątej). Lewe skrzydło kompanji ochotniczej sięgało prawie pod sam Bełżec, zajęty przez wroga, Kniaże zaś leżą w kierunku południowo-wschodnim od Dworu Jaworskiego. Celem odciążenia dywizji grupa płk. Minkiewicza uderzyła tegoż dnia o godz. 7 rano z północy na Bełżec, a dywizja lwowska miała z nim współdziałać ostrzeliwując wieś artylerią. Następnego dnia, 26 czerwca, Ukraińcy ostrzeliwali artylerią niekiedy dość gwałtownie pozycję piątej dywizji, gromadząc przeciw niej poważne siły i gotując się niewątpliwie do dalszych ataków.

Lecz już dnia 27 czerwca wczas rano cały front polski miał przejść do akcji zaczepnej. Główne uderzenie miała przeprowadzić szósta dywizja strzelców hallerowskich przez Gołogóry w kierunku północno-wschodnim. Zadaniem dywizji lwowskiej było osiągnięcie linji Sassów (wyłącznie) - Złoczów (włącznie). Grupa północna dywizji pod mjr. Samborskim, a więc i kompanja ochotnicza, miała uderzyć razem z grupą Minkiewicza na Bełżec i Poczapy (8).

W rzeczywistości uderzenie nastąpiło dopiero dnia 28 czerwca 1919. Teren, przez który kompanja ochotnicza musiała przechodzić uderzając na Poczapy, był falisty i porosły wysokiem żytem. Pod osłoną łanów zboża, kompanja niepostrzeżenie podeszła tuż pod pozycje ukraińskie i rozpoczęła gwałtowny ogień z kar. masz. i ręcznych. Skutki były dla Ukraińców wręcz katastrofalne. Uciekając gęsiego rowami przydrożnemi, legli pokotem. Na przestrzeni 200 metrów naliczono 100 zabitych. Przejeżdżając przez Poczapy w ślad za idącą naprzód linją, ppłk. Mączyński powiedział wówczas: "znać, że tu byli Poznańczycy" (9).

Dowództwo piątej dywizji w rozkazie operacyjnym 753 tegoż dnia o godz. 18 mogło stwierdzić, co następuje:

Nieprzyjaciel, stawiając miejscami silny opór, w przeważnej jednak części w ucieczce bezładnej cofnął się w kierunku wschodnim. Dywizja lwowska osiągnięto w całości nakazaną linję Sassów - Strutyń. (10)

Następnego dnia, 29 czerwca, dywizja lwowska miała zająć Kruhów i osiągnąć linję Kruhów - tryg. Berehuta 401. W wykonaniu tego zadania grupa, do której należała kompanja ochotnicza, pod d-ctwem mjr. Cieńskiego miała uderzyć o 4 rano główną siłą w ścisłej łączności i równocześnie z grupą płk. Minkiewicza z Owsiska przez Chmielowe, Kołtów na Kruhów, a niniejszą przez Monasteryk, Popielnię, Derewiankę, po zaszachowaniu Nuszcza na Kruhów od południa. Tu krzyżowały się drogi obu grup, gdyż grupa słabsza miała iść dalej w kierunku północno-wschodnim na Łukawiec i Zwyżyn, a grupa silniejsza w kierunku wschodnim na Manajów.

Cele wytknięte zostały w zupełności osiągnięte. Ukraińcy cofali się na całym froncie na Brody, Zborów, Pomorzany, Brzeżany i Podhajce. Kompanja ochotnicza zajęła wraz z I baonem 38 p. p. odcinek Maćków Gaj - Chromysz - kota 359, gdzie dnia 1 lipca została na rozkaz dowództwa piątej dywizji zluzowana przez 2 baon 39 p. p., by ze swej strony zluzować 4 baon 38 p. p. na odcinku Batków. Stąd już tylko półtrzecia kilometra do Hnidawy, gdzie 3 lipca kompanja ochotnicza stanęła jako rezerwa. Tu dosięgła ją najlepsza nagroda za jej krwawy trud, a mianowicie "Pochwalne uznanie" generała Iwaszkiewicza z dnia 7 lipca 1919 r., gdzie ten twardy dowódca pisał w te słowa: (11)

Prawie 4 miesiące mija, jak przydzielono do frontu lwowskiego l kompanję ochotniczą Lwowsko-Poznańską.

Jak w krytycznych dniach marca podczas walk o oswobodzenie Lwowa tak i później podczas ofensywy naszej na wschód, kompanja ta była wzorem i przykładem dla innych oddziałów swoją walecznością, dyscyplina, i spełnieniem swego trudnego gadania.

Prócz tego podkreślam, że za cały ten czas nie otrzymałem ani jednej skargi na tę kompanję od ludności cywilnej, co przypisuję jej wysokiemu poczuciu obywatelskiemu.

W przekonaniu, że kompanja ta i nadal pozostanie wzorem waleczności, karności i ducha obywatelskiego, wyrażam tak oficerom jak i żołnierzom tej kompanji moje uznanie i serdeczne podziękowanie.

Cześć Wam, dzielni synowie Wielkopolski.

Przypisy oryginalne:
(1) Archiwum Ref. Hist. D. O. K. VII, teka I 157.
(2) Biblj. Raczyńskich. Książeczka meldunkowa kompanji.
(3) Biblj. Raczyńskich. "Rozkazy I pułku strzelców lwowskich"
(4) "Kurjer Poznański" nr. 196 z 27 sierpnia 1919 r.
(5) Biblj. Raczyńskich. "Rozkazy I pułku strzelców lwowskich".
(6) Rozkazy dywizji l. op. 712 z dnia 24. 6. 1919 (Bibljoteka Raczyńskich).
(7) Biblj. Raczyńskich. "Rozkazy I pułku strzelców lwowskich".
(8) Odnośne rozkazy w Biblj. Raczyńskich, "Rozkazy I pułku strzelców lwowskich".
(9) Z relacji d-cy Kompanji Jana Ciaciucha.
(10) Rozkazy I pułku strzelców lwowskich (Biblj. Raczyńskich).
(11) Drukowane jako załącznik I do rozk. dzien., D. G. w Poznaniu nr. 193 z dnia 16 lipca 1919. Archiwum Ref. Hist D. O. K. VII, teka L 157

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2019