dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3332490 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Trościaniecki handel.


[źródło: Antoni Worobiec "Trościaniec Wielki - Wieś Ziemi Załozieckiej". Zielona Góra 1999, nakładem Koła Środowiskowego b. Żołnierzy Armii Krajowej ze wsi Trościaniec Wielki, z siedzibą w Zbąszynku]

Tak pisał śp. Antoni Worobiec:


Produkty rolne, a więc zboże, bydło rzeźne, drób, wyroby mleczarskie, jaja itp. skupowali kupcy żydowscy, zarówno miejscowi jak i wędrowni. Głównym ośrodkiem zbytu były cotygodniowe jarmarki w Załoźcach. Każdego poniedziałku, już od wczesnych godzin rannych jechały zaprzęgi konne pełne różnorodnego dobra, czasem z uwiązaną do „klupaka" krową czy koniem na sprzedaż. Na wozach siedziały kobiety trzymające w rękach kosze z jajami i nabiałem. Gdakały kury, kwiczały przerażone tuczniki. Niektórzy podążali pieszo. Cały ten tłum wędrował i jechał do Załoziec. Do lat trzydziestych panował obowiązek opłacania wjazdu do miasta, na tzw. rogatce za „Wysoką Górą", później zaniechano tej daniny.

Wszystkie place, ulice i zaułki, zarówno Starego jak i Nowego Miasta, zapełniały się setkami furmanek konnych i naprędce organizowanych stoisk handlowych. Na wydzielonym placu, czyli na „targowicy" spędzano bydło, cielaki, kozy, owce, konie. Gwar, kwik, ryk, nawoływania sprzedających i oferujących swoje towary. Im kto wrzeszczał donośniej, tym skuteczniejsza była jego reklama.

Na rynku Nowego Miasta, na ustawionych wcześniej ławach, stołach i stoiskach nakrytych brezentem, rozkładali swoje towary przejezdni kupcy żydowscy. Wykładano tam zwoje materiałów ubraniowych, bawełnianych „cajgów" (materiał do szycia mocnych ubrań roboczych), płótna, perkale, aż po zwiewne i barwne lekkie materiały na odzież damską. Na stojakach z żerdzi wisiały uwiązane w pary buty, trzewik, buciki damskie i dziecięce. Jeszcze gdzie indziej zalegały większe przestrzenie wyroby ceramiczne: garnki i „ładuszczaki" z ciemnej gliny, żółtej, jasnej, miski, makutry, donice itp.

W ich sąsiedztwie piętrzyły się stosy sit i inny drewniany sprzęt domowy, toczone „makohony" karbowane magielnice, wrzeciona, krążele, łyżki drewniane i różne „kołotuszki", wreszcie wydrążone z pni drewnianych: niecki, niecułki, czerpaki, koryta. Obok nich różnorodne wyroby bednarskie, od najmniejszych kwart, po solidnie okute obręczami beczki na kapustę i ogórki.

Wśród tego wszelkiego dobra przedzierał się tłum kupujących lub czasem jedynie gapiów. Było to swoista promenada, gdzie można było spotkać znajomych, czasami z innej wsi, usłyszeć coś nowego, dowiedzieć się o wydarzeniach rodzinnych i politycznych. Tu młodzież nawiązywała znajomości i sympatie. Tu można też było kupić prezenty- jakiś pierścionek z oczkiem, dzieciom gwizdek lub trąbkę, drewniane „tarachajło" dla niemowlaka, wstążkę do warkocza znajomej dziewczynie lub po prostu kupić sobie bardzo smaczną bułkę „parkę" o niepowtarzalnym smaku, a gdy do tego jeszcze kawałek kiełbasy, wrażenia jarmarku osiągały swój szczyt.

W dwudziestoleciu międzywojennym we wsi mieszkały trzy rodziny żydowskie: Lejzora i Ryfki Parnasów, Chaima Adama i Małki Nussenbaumowej. Wszystkie trzy rodziny posiadały własne gospodarstwa rolne, przy czym do ciężkich prac polnych wynajmowali obcych. Wszyscy prowadzili sklepiki z artykułami codziennych po-trzeb, czyli jak mówiono w ich sklepach znajdowało się: „szwarc, mydło i powidło". Był więc cukier i nafta, gwoździe i śledzie, zeszyty i ołówki, ocet, atrament smar do osi pojazdów i pachnące mydełka dla elegantek wiejskich. Kupowało się za gotówkę i na „borg" czyli na kredyt, i za... jajka! Tak, przynosiło się kilka jajek i na zachęcające do kupne spojrzenie Ryfki, czy Małki, dzieciak recytował:
- Mamam kazali, abyście dali: mydła, drożdże i „pół machorki" dla tata.
Machorka to pospolity w tym czasie tytoń, sprzedawany w paczkach. Co uboższy palacz kupował jedynie połowę paczki.

Z czasem te formy handlu wypierał handel spółdzielczy: Kółka Rolnego i ukraińskiej „Kooperatywy". Żydzi opuścili wieś. Najpierw Małka Nussenbaum przeniosła się z synami do Załoziec, rodzina Parnasów osiedliła się w Złoczowie, gdzie już wcześniej mieszkała ich córka Dina. Do czasów wojny pozostał jedynie Chaim z córkami.
Na kilka lat przed wybuchem II wojny światowej we wsi powstało kilka nowych sklepów, różnych branż, wszystkie w posiadaniu miejscowych chłopów. Był więc sklep bławatny Józefa Kusiaka Łokcia, sklep artykułów szewskich i skór - Józefa Wojtyny,

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018