dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1280
Zdjęć w galerii:1707

Artykuły z naszej strony
były czytane
3368458 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
WAWRZYNIEC DAYCZAK - PAMIĘCI MOJEGO OJCA (1)

W drugiej połowie kwietnia 1914 r. uderzył we mnie piorun. Nagle i niespodziewanie umarł mój Ojciec.

Dziś, gdy to piszę, minęło już 50 lat od tego zdarzenia, ale gdy tylko o tym pomyślę, wszystkie szczegóły stają mi w oczach tak żywo i wyraźnie, jakby to było wczoraj. A wszystko dlatego, żem Go kochał i naprawdę czcił jako człowieka i niedościgły dla mnie ideał pod każdym względem. Fizycznie był słusznego wzrostu, kości drobnej, harmonijnej budowy ciała, raczej szczupły, trzymał się prosto, ruchy miał powolne, a ręce nerwowe, nieco drżące. Włosy bujne, koloru szatyn, nigdy nie były krótko strzyżone, oczy niebieskie dość głęboko osadzone, nos prosty, stosunkowo wydatne kości policzkowe, układ ust bardzo miły, zwłaszcza w uśmiechu. W czasach, gdy był wójtem we wsi, zapuścił krótką strzyżoną brodę: "w szpic", a zarost brody i wąsów był jaśniejszy od czupryny i przechodził w kolor blond, ale bez rudawych odbłysków. Szyja była stosunkowo długa, a ramiona, czyli jak to się mówi we wsi "barki" - spadziste.

W Jego twarzy było coś, co przypominało "Chrystusa Frasobliwego", a zwracali na to uwagę ludzie obcy, nieraz wysoko wykształceni. Z tych właśnie kół słyszałem parokrotnie, że Ojciec mój ma Chrystusową twarz, z czego oczywiście byłem bardzo dumny. Ojciec ożenił się w dwudziestym piątym roku swego życia i odziedziczył dwunastomorgowe gospodarstwo. Dziadek mój miał jeszcze całe nienaruszone gospodarstwo pańszczyźniane, czyli jak mawiali chłopi - cały grunt, a scheda mego ojca wynikła już z pierwszego podziału gruntu. Jednakże stara zagroda pańszczyźniana i chata przypadła memu Ojcu, a dla stryja odcięto z działki zagrodowej pół sadu i pół ogrodu warzywnego. Drugi stryj ożenił się w innej wsi i otrzymał tylko pole. Również i dwie siostry mego Ojca otrzymały swe wiano z tego gruntu (2). Ojciec gospodarował przezornie, energicznie i mądrze. Przezornie o tyle, że jak ognia bał się pożyczki bankowej i jakiejkolwiek pożyczki na procent. Wolał zacisnąć pasa i zarobić końmi gdzie się dało, albo sprzedać przychówek, a nawet przebiedować. Energicznie, bo potrafił przebudować budynki gospodarcze i zremontować starą chatę. Mądrze wreszcie, bo od pierwszych dni gospodarowania założył pasiekę, stosując bardzo w owych czasach postępowe i nowomodne "dzierżony" z ramkami (3), zamiast dawnych uli okrągłych. Pasieka szła dobrze i dawała dochód, a nowe ule i ramki robił Ojciec własnoręcznie. Z biegiem lat rozmnożyła się pasieka do 70., a nawet 80. dzierżonów, a w każdym 10 lub 12 ramek. Oczywiście, że do wspomnianej wyżej przebudowy i rozbudowy budynków gospodarczych oraz na pokrycie innych wydatków, jak np. kupna sieczkami, młynka do przewiewania zboża itp. walnie przyczyniła się pasieka. A w pasiece dużo jest roboty, tak że Ojciec zaangażował stałego najmitę do koni i gospodarki w polu, a sam zajął się pasieką. Robotę w pasiece bardzo lubił, ale gdzie nauczył się też wyrabiać wspaniałe miody pitne i jeszcze wspanialsze wiśniaki na miodzie, tego już nie wiem. Te szlachetne trunki szły tylko na domowy użytek, dla gości, a nigdy na sprzedaż. Zimowa gospodarska robota Ojca to było skręcanie sznurka z przędziwa konopnego na kołowrotku przytwierdzonym do ławy w ciepłej izbie, Z tego sznurka za pomocą dwóch zwykłych kluczek drewnianych wyplatał szleje, naszelniki, uździenice, lejce oraz postronki - jednym słowem kompletną uprząż dla koni. Jest to także sztuka, której trzeba się uczyć, i też nie wiem, gdzie Ojciec uczył się tej umiejętności. Te plecione wyroby były ładne, nie rozciągliwe i trwałe.

Przy tej robocie opowiadał nam dzieciom (a było nas wtedy pięcioro) - różne historie i zdarzenia z życia ludzi, podania i legendy, a wszystko miało ceł wychowawczy, ogólny lub ściśle określony, np. pochwała cierpliwości, wytrwałości, miłości bliźniego, bezinteresownej ofiarności, siły modlitwy itp. Jego opowiadania miały dużą siłę sugestywną. Gdy np. opowiadał o czymś strasznym, to aż ciarki przechodziły pod skórą.

Gospodarstwo domowe i warzywne, tudzież przędzenie lnu i wełny należało do Matki, a do dzieci przede wszystkim porządek w chacie i zamiatanie podwórza w lecie. Starsze to już pasły bydło i pomagały w różnych robotach gospodarskich. Bywało rozmaicie, ale nigdy żadne z nas nie słyszało sprzeczki Ojca z Matką i to zdaje się było głównym atutem wychowawczym dla nas wszystkich. Wynajęty nasz pomocnik w gospodarstwie rolnym nazywał się Antoni Boruszek, pracował u nas przez dobrych kilka lat, aż młodszy mój brat ukończył szkołę wiejską i na tyle "zmężniał", że mógł uchodzić za furmana. Boruszek wyjechał do Ameryki i dorobił się, bo w roku 1922 napisał do mnie, że jest właścicielem małej farmy rolniczej.

Ale ja zagadałem się we wspomnieniach, a tu przecież chodzi przede wszystkim o osobę mojego Ojca. W okresie dzieciństwa zanudzałem go pytaniami, a co to? a po co?, a dlaczego? itd. Może właśnie dlatego wyraźnie mnie wyróżniał i zabierał ze sobą, gdy sam osobiście wyjeżdżał końmi do młyna w Wertełce, czy do lasu po drzewo opałowe, czy też na pole jako pomocnika do bronowania przy siejbie oziminy. Nałykałem się wtedy dużo nowych wrażeń, zwłaszcza w tym młynie. Był to bowiem drewniany tradycyjny duży młyn wodny na 5 kół nasiębiernych, położony przy grobli obok olbrzymiego stawu na rzece Seret. Godzinami wpatrywałem się, jak z łotoków (4) zwały wody lecą na łopatki obracających się wolno kół, a odbijające się bryzgi wody wydają się jakby poirytowane, że koło za wolno chodzi. Nie złośćcie się bryzgi, bo na wale jest drugie koło już wewnątrz budynku, a przy nim zazębione z obwodem tego koła, pionowe wrzeciono, które zwielokrotnia szybkość obrotu. Połączony więc z tym wrzecionem kamień młyński leci w obrocie, jak szalony. A gdy czasem, przy wielkiej wodzie, otworzą zastawki szluzy to dopiero widok. Bałwany wody pędzą na wyścigi po pochyłym pomoście z desek i z hukiem wpadają w toń, bo w tym miejscu rzeka jest zawsze głęboka. Woda w toni wiruje, kłębi się i kipi, aż piana pokazuje się miejscami. Wśród tego szumu chciałoby się patrzeć na kipiącą topiel aż do zawrotu głowy i jeszcze dłużej, bo woda ciągnie - ciągnie.

Inaczej wyglądały wrażenia odniesione w lesie, w istniejącej jeszcze wtenczas starej dąbrowie wołyńsko-podolskiej, zachowanej w moich stronach rodzinnych. Tam dęby olbrzymy, do podziwu proste, podszyte przeważnie leszczyną, a wśród bujnej trawy wysokie łodygi bardzo ostro piekącej pokrzywy. Moc rozmaitego ziela i krzewów. Liście dębowe na wysokich konarach szumiały na wietrze delikatnie, ale jakoś w niskiej tonacji, zdawało się, że razem z liśćmi i konary grają. Gdy na leśnej drodze koło wozu stuknęło o korzeń, albo gdy sucha gałązka trzasnęła pod kołami, zadzwoniło echo jakby w pustym kościele, a sam odgłos wydawał się mocniejszy niż normalnie. Czasem błysnęła sarenka na widnokręgu.

W polu przy siejbie nie można było być niepoważnym, bo to naprawdę był obrzęd. To mało, że Ojciec rozsiewając garścią ziarno był bez kapelusza na głowie, mało że był przy tym uroczysty i milczący, ale po ukończeniu bronowania rozrzucił trochę mierzwy słomianej w kształcie krzyża na polu, tak zresztą, jak to robili wszyscy inni. Była to już modlitwa.

Charakter obrzędowy przy siejbie ziarna w polu jest chyba wyrazem tego faktu, że człowiek dotychczas nie odkrył i kto wie, czy odkryje tajemnicę drzemiącej w ziarenku potencjalnej siły witalnej, która sprawia, że ziarenko wrzucone do ziemi, w pewnych warunkach zakiełkuje i zrodzi roślinę, z której wyrośnie kłos pełen takich samych ziarenek. Jest to tajemnica odradzającego się życia ciągle wielka i niezbadana.

Już w późniejszym okresie, gdy po skończeniu wiejskiej szkoły przygotowywałem się do gimnazjum, zabrał mię Ojciec ze sobą, gdy razem z Matką wybrał się na ruski praźnik do krewnych Rusinów w Horodyszczu (5). Przed wjazdem do wsi była tam bardzo piękna szeroka aleja obsadzona widocznie już dawno topolami nadwiślańskimi, bo drzewa były rozrośnięte, rozłożyste i bardzo wysokie. Z boku alei - cmentarz, na tle cmentarza piękna gotycka kaplica i to duża - prawie jak mały kościół. Ojciec zaraz opowiedział, że to jest grobowiec i że tam spoczywa p. Czosnowski dawny właściciel majątku Horodyszcze, były pułkownik w armii Napoleońskiej i uczestnik szarży pod Somosierrą w Hiszpanii (6). Nieco sztywne liście w nadwiślańskich topolach szumiały tak, że zdawały się szeptać pacierz. Tak mi się zdawało.

Byliśmy potem w cerkwi na nabożeństwie, a po południu na przyjęciu u krewnych. W rozmowie wspomniał mój Ojciec, że zamierza oddać mnie do gimnazjum w Brodach. Wtenczas ten krewny, poważny i miły chłop Petro (Piotr) dawał mi moralne nauki, abym między ludźmi porządnie się zachowywał i honoru rodu nie zatracił ani nie splamił. W ogólności atmosfera na tym "praźnikowym" przyjęciu była miła, swobodna i serdeczna, tak samo zresztą jak i w naszym domu, kiedy krewni Rusini odwiedzili nas na Święta Bożego Narodzenia lub kiedy indziej. Jedna moja stara ciotka Rusinka zawsze poruszała jakieś zawiłe zagadnienie religijne, nad którym potem zawzięcie i zresztą bezskutecznie dyskutowano. Później po wielu latach, gdy czytałem autorów rosyjskich, a zwłaszcza Tołstoja, to zawsze przypominałem sobie tę ciotkę. Bo przecież tak samo, jak oni - tj. pisarze rosyjscy - była "poszukiwaczką Pana Boga", chociaż nie można zestawiać ich genialności z jej słabą inteligencją. Była to najstarsza siostra mojego Ojca, który był synem Polaka i matki Rusinki. Współżycie chłopów obydwu narodowości było pod każdym względem zupełnie zgodne, przy wzajemnym poszanowaniu obydwu obrządków religijnych i zwyczajów. Wzajemne stosunki były życzliwe, a nawet serdeczne. Tak to było w czasach, gdy Polacy i Rusini żyli w zgodzie. Niestety, niedługo to już trwało.

Od kiedy tylko zapamiętałem - Ojciec mój czytał wiele i lubił czasem opowiedzieć jakiś wyjątek. Opowiadał np. o niektórych przygodach i wyczynach hrabiego Monte Christo z powieści Dumasa. Skąd pożyczał książki, tego nie wiem, ale w Załoźcach był Sąd i Notariat, był Urząd Podatkowy, poczta, żandarmeria, straż skarbowa i apteka. Było przede wszystkim kasyno urzędnicze, a w nim z pewnością jakaś biblioteczka. Chyba więc stamtąd otrzymywał książki do czytania. Ponadto stale prenumerował dwa tygodniki, tj. "Przyjaciela Ludu" Stapińskiego (7) oraz "Wieniec i Pszczółkę" ks. Stojałowskiego (8). Często w niedzielę po południu nasza chata pełna była chłopów, a Ojciec rozprawiał z nimi o różnych rzeczach aktualnych i nieaktualnych, o gospodarce i polityce. Entuzjazmował się Jakubem Bójką (9) i wiele obiecywał sobie dla ludu z jego działalności poselskiej i pisarskiej. Czytał bowiem broszurę Bójki pt. Dwie dusze i tłumaczył, że pańszczyźniana dusza u chłopów już nie istnieje, że chłop jest wolnym obywatelem, jak każdy właściciel obszaru dworskiego, a lepszym niż każdy urzędnik, który musi grzecznie służyć i wypełniać czasem rozkazy swej władzy, chociażby to nawet sprzeciwiało się jego sumieniu. Dusza chłopa jest wolna i ceni wolność, a nosi godność żywiciela Narodu, ma przeto prawo do współudziału w radzie i do współodpowiedzialności za losy Kraju. Często mawiał: "Mnie z chłopa nikt nie zdegraduje, a choćby chciał i mógł, to ja bym nie chciał, nawet gdyby to nie była degradacja".

Matka była zadowolona, gdy latem w niedzielne pogodne popołudnie, chłopi rozsiadali się na ganku przed domem i na podwórzu przed gankiem, gdzie kto mógł. Wtenczas izba a po tamtejszemu "chata" pozostawała zamieciona i czysta, bo nikt jej nie zabrudził. Sąsiedzi i dalsi lubili schodzić się u mego Ojca, bo zawsze było coś interesującego w tych pogadankach, a czasem dobre kawały i żarty.

W roku 1894 Ojciec był już wybranym wójtem i jako taki pojechał do Lwowa na Wielką Krajową Wystawę (10). Ileż to potem było zebrań i opowiadań, gdy wrócił. Rozmaitym słuchaczom, rozmaite rozpowiadał historie, jak co komu. Jednym np., że widział maszynę, gdzie z jednej strony kwiczała mordowana świnia, a z drugiej po dłuższej chwili i po kilkunastu obrotach korbą -wychodziła surowa kiełbasa; obok stał gotujący się kociołek z wodą. Trzeba tylko wrzucić tam ucięty kawałek tej kiełbasy i obiad był gotowy, tylko chleb trzeba mieć za pazuchą lub w kieszeni.

Ale poza żartobliwymi opowiastkami były opisy z przeglądu pięknych pokazów bydła i koni, opis maszyn rolniczych, które nie bardzo nadawały się w gospodarce chłopskiej; opisy zbioru tkanin, obrazów i rzeźb w olbrzymim Pałacu Sztuki i wiele innych szczegółów. Lecz najsilniejsze na nim wrażenie zrobiła Panorama Racławicka (11). Wchodzisz człowiecze i po okrągłych schodach idziesz na piętro, a tu niby w czarownej bajce całkiem inna okolica: lasy sosnowe, a tuż przed nami jakiś wąwóz, nad nim tuż tuż stara chata, a przed chatą leży chłop z rozpłataną głową, a przy nim baba lamentująca w rozpaczy, opodal na pół rozbity wóz, którego jedne części są malowane, a inne rzeczywiste. Tak samo płot z chrustu jest częściowo rzeczywisty, a częściowo malowany. Dopiero po dłuższym patrzeniu można odróżnić części malowane od rzeczywistych. Wąwozem przeciskają się Moskale, a tam na pagórku artylerja rosyjska ostrzeliwuje oddziały polskie. Kościuszko w sukmanie chłopskiej na koniu wskazuje ręką na moskiewskie armaty, a przed nim olbrzymia falanga chłopów leci w ataku na artylerję. Już częściowo dopadły armat pierwszej kolumny, a Bartosz Głowacki czapką przykrywa lont działa i kosą w drugiej ręce wali Moskala przez łeb. Bitwa wre gorąca, wszędzie ruch i aż dziwne, że wrzawy nie słychać i że walczące wojska zastygły w bezruchu. Zaś po przeciwnej stronie - stary drewniany krzyż przy drodze, poszczerbiony znakami świeżych kuł karabinowych. Pod krzyżem stary dziad lirnik i dwoje dzieci klęczą i pewno się modlą. Na polu wiosna, a sosny skraju lasu świecą pomarańczowo-żółtą korą w tym kwietniowym słońcu radośnie.

Dziwnie piękna jest ta panorama i urzeka każdego, kto ją widział.
W tym samym roku odbyło się w Tarnobrzegu na rynku uroczyste odsłonięcie pomnika Bartosza Głowackiego. Na tę okazję Ojciec napisał wiersz pt. Wieniec na Pomnik i posłał to do redakcji rPrzyjaciela Ludu". Wydrukowano w całości bez żadnych zmian (12).

Oto on:

Wij się wianku - nie z rumianku,
Ani z mirto, róży kwiatku,
Z rozmarynu, ni z liliji,
Ani z ruty, ni z szałwiji,
Ni z bławatków, polnych kwiatków,
Ni z niebieskich leśnych bratków,
Ani z drzewa szpilkowego,
Ani z kwiatu bzu białego r11;
Wij się wianku z tych ubogich,
Z tych serc ludu Tobie drogich.
Każde tętno, każde tchnienie
Wplecie ci się we wspomnienie.
Z pod ubogich naszych chatek
Braci Twoich, naszych dziatek,
Ku czci Twej niech miłość płonie r11;
To wkładamy na Twe skronie
O Bartoszu.


PRZYPISY ORYGINALNE:
(1) W. Dayczak, r1;Z dni wielkich przemian...", cz. I rozdz. XII, s. 235-266.

(2) Brak ksiąg metrykalnych parafii Załoźce w Dekanacie Brodzkim w Archiwum Archidiecezji Lwowskiej w Krakowie utrudnia identyfikację reniowskiej linii rodu Dajczaków. Według relacji Wawrzyńca Dayczaka jego dziad Franciszek Dajczak był ożeniony z Rusinką, zaś jego ojciec Maciej, dziedzic połowy gruntu dziada Franciszka miał czworo rodzeństwa. Spośród sześciorga żyjących dzieci Macieja jedynie Franciszek Dajczak (1890-1954) gospodarzył do czasu tzw. repatriacji na ojcowskiej schedzie.

(3) Nazwa pochodzi od nazwiska J. Dzierżonia wynalazcy nowego typu ula zbudowanego w r. 1837.

(4) Łotok - koryto z desek, którym woda spływa na koło młyńskie, ukr. łotoky. "Słownik Języka Polskiego PAN", red. nacz. W. Doroszewski, t. 4, Warszawa 1962, s. 312 i n.

(5) Horodyszcze w pow. tarnopolskim, wieś rusko-polska z przewagą Rusinów, parafia greko-katolicka, rzymsko-katolicka w Załoźcach; ówczesną właścicielką dóbr była Modesta Czosnowska. Zob. Słownik Geograficzny Królestwa Polskiego, t. III, Warszawa 1882, s. 151. Praźnik, prazdnik - święto, odpust.

(6) Jakub Czosnowski (1783-1861) urodził się w Horodyszczu na Podolu, podpułkownik w 1. 1807-1812 w armii Księstwa Warszawskiego, uczestnik kampanii napoleońskich w Prusach Wschodnich, na Podolu oraz wojny moskiewskiej; po reorganizacji armii polskiej w okresie Królestwa Kongresowego w 1817 r. powrócił w strony rodzinne, zarządzał majątkiem i brał udział w życiu społecznym. Żonaty lv z ks. Puzynianką, 2v z Modestą Cieńską.

(7) Jan Stapiński (l 887-1946) działacz ludowy, polityk, publicysta, poseł do galicyjskiego Sejmu Krajowego, do Rady Państwa w Wiedniu oraz do Sejmu RP. Od 1895 członek władz naczelnych Stronnictwa Ludowego (SL), od l I 1902 redaktor i wydawca w Krakowie "Przyjaciela Ludu" (wcześniej wychodzącego we Lwowie) od 1908 prezes PSL (zmiana nazwy org. w r. 1903). Stapiński prezentuje nurt lewicujący, antyklerykalny w polskim ruchu ludowym (wg K. D u n i n-W ą s o w i c z, PSB, t. XLII, Warszawa 2003, s. 265-269).

(8) Stanisław Stojałowski (1845-1911) SJ, od 1875 ks. świecki, działacz ludowy, polityk, publicysta, poseł do austr. Rady Państwa i Sejmu Krajowego, od 1875 wydawca tygodnika dla ludu wiejskiego "Wieniec" i "Pszczółka" wychodzącego we Lwowie. Przedstawiciel prawicowego, katolickiego nurtu polskiego ruchu ludowego o elementach solidaryzmu społecznego, (wg T. Lat o s, PSB, t. LXIV, s. 11-16, Warszawa 2004).

(9) Jakub Bojko (1857-1943) działacz ruchu ludowego, 1893 współzałożyciel Stronnictwa Ludowego w 1.1898-1903 wiceprezes tegoż, 1895-1914 poseł do Sejmu Krajowego, czynny polityk, nowela jego autorstwa pt. Dwie dusze wydana została w Krakowie w r. 1904.

(10) Powszechna Wystawa Krajowa zorganizowana we Lwowie pod przew. ks. Adama Sapiehy została uroczyście otwarta 6 czerwca 1894 ("Gazeta Lwowska", R. 84, z dn. 6 VI 1894, nr 27, s. 1 i n). Miała charakter inicjatywy ogólnokrajowej, prezentując szeroką problematykę przemysłu i gospodarki obejmowała również ekspozycję z zakresu kultury i sztuki; Zob. J. P u r-chla, Kraków i Lwów. Zmienność relacji w XIX i XX w. [w:] Kraków i Lwów w cywilizacji europejskiej, Kraków 2003, s. 86 i n.

(11) Panorama Racławicka przedstawiająca bitwę pod Racławicami 4 IV 1794, autorstwa Jana Styki i Wojciecha Kossaka, eksponowana na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie (1894) w pawilonie kształtu rotundy proj. L. B. Ramułta, dostępna tamże do II wojny światowej. Od 1964 r. we Wrocławiu.

(12) Autor pomylił się co do daty, gdyż odsłonięcie pomnika Bartosza Głowackiego w Tarnobrzegu nastąpiło 4 września 1904 r. Tytuł wiersza M. Dajczaka drukowanego w r"Przyjacielu Ludu", 11 IX 1904 r. (por. przyp. 16) brzmi: Wianuszek na pomnik. W. Dayczak opublikował go ponownie w swym artykule pt. Idea przewodnia Drużyn Bartoszowych, op. cii., pt. Wianek na pomnik, na s. 29 i n.; zob. też przyp. 64.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Oceny
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018