dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Strona główna ˇ Artykuły ˇ Galeria zdjęć ˇ Forum strony Olejów ˇ Szukaj na stronie Olejów ˇ Multimedia
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Nawigacja
Strona główna
  Strona główna
  Mapa serwisu

Olejów na Podolu
  Artykuły wg kategorii
  Wszystkie artykuły
  Galeria zdjęć
  Pokaz slajdów
  Panoramy Olejowa 1
  Panoramy Olejowa 2
  Panoramy inne
  Stare mapy
  Stare pocztówki Olejów
  Stare pocztówki Załoźce
  Stare pocztówki inne
  Stare stemple 1
  Stare stemple 2
  Multimedia
  Słownik gwary kresowej
  Uzupełnienia do słownika
  Praktyczne porady1
  Praktyczne porady2
  Archiwum newsów
  English
  Français

Spisy mieszkańców
  Olejów
  Trościaniec Wielki
  Bzowica
  Białokiernica
  Ratyszcze
  Reniów
  Ze starych ksiąg

Literatura
  Książki papierowe
  Książki z internetu
  Czasopisma z internetu

Szukaj
  Szukaj na stronie Olejów

Forum
  Forum strony Olejów

Linki
  Strony o Kresach
  Inne przydatne miejsca
  Biblioteki cyfrowe
  Varia
  Nowe odkrycia z internetu

Poszukujemy
  Książki

Kontakt
  Kontakt z autorami strony

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Olejów na Podolu
Aktualnie na stronie:
Artykułów:1275
Zdjęć w galerii:1652

Artykuły z naszej strony
były czytane
3050507 razy!
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
W roku 1922, gdy kościół parafialny w Załoźcach wciąż jeszcze stał w ruinach po zniszczeniach z czasu I wojny światowej, inżynier architekt Wawrzyniec Dayczak napisał o nim artykuł do wychodzącej we Lwowie gazety "Słowo Polskie". Autor znał bardzo dobrze tą świątynię, bo jego rodzinny Reniów należał do parafii załozieckiej. Opisuje wygląd i wyposażenie kościoła nie tylko sprzed I wojny światowej, ale także z lat wcześniejszych, między innymi zabytkowe freski, zniszczone przez głupią gorliwość w czasie generalnego remontu w 1904 roku.

Do jednej tylko rzeczy sprostowanie. Wspomniany przez inżyniera Dayczaka obraz, nazywany przez parafian "Matką Boską zakordonową", pojawił się w załozieckim kościele nie w I połowie XIX wieku, lecz tuż po Powstaniu Styczniowym, w roku 1864. Pochodził z łacińskiej kaplicy w Dunajowcach (diecezja Kamień Podolski). Gdy na rozkaz władz carskich świątynia miała zostać zamknięta, a przeciw tamtejszemu proboszczowi, ks. Ludwikowi Budzyńskiemu toczyło się śledztwo, ten udał się na emigrację do Galicji, zabierając ze sobą obraz. Ksiądz Budzyński osiadł w Załoźcach i aż do swojej śmierci (9 grudnia 1877) pełnił tutaj funkcję wikariusza. Własnoręcznie odnowił obraz Matki Boskiej z Dunajowiec i umieścił go w ołtarzu bocznym załozieckiej światyni. Więcej informacji w artykule Ksiądz wikariusz Ludwik Budzyński +1877





źródło: Słowo Polskie. Rok XXVII. Tekst publikowany w trzech odcinkach w kolejnych numerach gazety. Nr. 152. Lwów, poniedziałek 10 lipca 1922. Nr. 153. Lwów, środa 12 lipca 1922. Nr. 154. Lwów, czwartek 13 lipca 1922. Zachowano oryginalną pisownię.


Wawrzyniec Dayczak:
Kościół parafjalny w Załoźcach.


W czasie, gdy wojna światowa zmiotła z powierzchni ziemi wiele zabytków budownictwa polskiego, gdy wiele bardzo cennych przedmiotów naszej starej kultury bezpowrotnie zaginęło, nie będzie od rzeczy przynajmniej opis niektórych zabytków ogłosić publicznie.


Może przypadek zrządzi, że się co odnajdzie: wszakże w r. 1919 powszechnie mówiono, że nasze starożytności można spotkać na targach u antykwarjuszów berlińskich, budapeszteńskich i wiedeńskich. Może też niejeden Rittershof w Niemczech przyozdobiony został "zdobycznymi" obrazami lub meblami, przywiezionymi z Polski.

Z dużem prawdopodobieństwem można postawić takie przypuszczenie odnośnie do kościoła parafjalnego w Załoźcach, nad Seretem, w Małopolsce (Województwo Tarnopolskie), gdzie w r. 1916 i 1917 stacjonowały oddziały pruskie, broniące bezpośrednio położonej linji austrjackiego frontu.

Więc gdzie mogły się podziać bardzo cenne naczynia liturgiczne, paramenta kościelne, obrazy i rzeźby, skoro sam kościół był naogół ocalał, a ludność okoliczna w szerokim pasie była wywieziona do Czech.

Po powrocie z tułaczki w r. 1918 znaleźli parafjanie mury bardzo silnie pociskami artylerji uszkodzone i napół zwalony dach, a wewnątrz ani znaku z sześciu ołtarzy i zupełnie obrabowaną zakrystją.

Kościół ten przedstawia ciekawy okaz budownictwa w Małopolsce. Mury przeszło dwumetrowej grubości, wzniesione z kamienia łupanego, sposobem polskim tj. bardzo obficie zalewane zaprawą wapienna (ściany ubijane), przytem liczne wąskie a bardzo strzeliste okna, o łuku ostrym, tworzą całość bardzo poważną o charakterze obronnym.

Najciekawszym jest jednak rzut poziomy o założeniu centralnem, rzadko gdzie spotykanem w kościołach łacińskich w Polsce. Jądro stanowi prawie umiarowy kwadrat, nakryty sklepieniem ceglanem, krzyżowem, żebrowanem, o lekkiem ostrołucznem wzniesieniu na rozpiętości około 11 m.

Z trzech stron przypierają trzy równe absydy, z których każda tworzy połowę dwunastoboku w rzucie. Są one tak wysokie, jak cześć środkowa i nakryte również ostrołucznem żebrowanem sklepieniem wachlarzowem o bardzo głębokich wylotach.

Zauważyć trzeba przytem, że zwornik nad prezbiterium jest bardzo wyraźnie odchylony na prawo, prawdopodobnie w myśl tradycji średniowiecznych, które na pamiątkę, że Chrystus na krzyżu głowę skłonnił, kazały skrzywiać oś świętą w rzutach naszych katedr.

Od strony prezbiterium i dwu bocznych absyd biegną na wysokości sklepienia gurty przez całą grubość murów, zaś krzyżowe sklepienie nad kwadratem centralnym przedłuża się w dalsze dwa prostokąty, nie zmieniając żeber ani wysokości stopek, które wszystkie opierają się na wspornikach o renesansowym rysunku. Same żebra zresztą, wykonane z cegły profilowanej, w formach przed wypalaniem mają profil raczej renesansowy, niż gotycki.

Długość kościoła jest prawie równa szerokości w miejscu przekroju poprzecznego przez środek kwadrata. Przez ugrupowanie trzech połów dwunastoboku dookoła kwadratu nabrało wnętrze nadzwyczajnej malowniczości, a praktycznie odznacza się tem że prawie z każdego miejsca widoczny jest ołtarz główny.

Dach przed wojną był nowy, blaszany, niski z sygnaturą rzekomo gotycką, potwornie nieproporcjonalną, pomieszczony 'w punkcie centralnym, pokrytą "w szyfer" blachą pocynkowaną.

Zbudowany na kilka lat przed wojną nie przetrwał długo. Dziś pozostała resztka konstrukcji.

Centralne założenie rzutu możnaby wytłumaczyć sobie albo prastarą skłonnością Słowian do centralnych założeń, lub też przenikaniem się kultury zachodniej i wschodniej w czasach Jagiellońskich.

Kościół jest bowiem stary i według podań zbudowany został w r. 1449. W każdym razie według kronik ks. Sadoka Barącza jest starszy od klasztoru OO. Dominikanów w Podkamieniu. Gdyby zaś to starszeństwo odnosiło się do czasu powstania obecnej wspaniałej barokowej świątyni OO. Dominikanów, zbudowanej w 17. w., to w każdym razie trzeba przyjąć 16. wiek jako czas narodzin naszego kościoła.

Bo stare zapiski parafialne z okazji powstania klasztoru i kościoła OO. Augustjanów w Załoźcach, w latach 1630-tych, zastrzegając różne officja i prawa kościoła parafjalnego, wyraźnie zaznaczają, że kościół jest dawny. Zaginione w czasie wojny księgi metrykalne i spisy proboszczów, sięgające r. 1648, musiały być dalszym ciągiem jakichś starszych ksiąg, gdyż ówczesny proboszcz, zaczynając nową księgę małym wstępem, tłumaczy się, iż w roku wybuchu buntu Chmielnickiego "propter revolutionem Reipublicae et Ecclesiae", nie miał tylu parafian do ochrzczenia, co zwykle.


Kościól parafialny.


Kościół i zamek założył według podania Marcin Kamieniecki. Przez pewien czas należały Załoźce do Daniłłowiczów, później XX. Wiszniowieckich, Mniszków, Potockich, Miączyńskich, a wreszcie Dzieduszyckich. Obecnie stanowią własność Pani Tadeuszowej Cieńskiej z Pieniak.

Jak mówi wmurowana tablica łacińska, spoczywają w podziemiach kościelnych prochy Konstantyna Korybut ks. Wiszniowieckiego, wojew. Ruskiego, oraz Janusza i Aleksandra Wiszniowieckich. Następnie Eugenii Tyszkiewiczównej, Marianny Zamoyskiej i Urszuli Mniszkównej, żony ks. Konstantyna.

Gdzie podziały się prochy - niewiadomo, dość, że przed wojną nie było mowy o prochach, a w podziemiach konserwowały się kartofle ks. proboszcza. Obecnie zapadła się część sklepienia przez wybuch pocisku armatniego.

W czasie wojen kozackich razem z zamkiem i kościół bardzo silnie ucierpiał i - jak podanie głosi - przez sto lat po spaleniu stał nienakryty a sklepienie mimo zmienności klimatu nie runęło - tak ci było silne.

Jednak zdaje się, że mimo opowieści runęło sklepienie stare, a obecnie zbudowane zostało w latach 1730-tych za staraniem ówczesnego pana na zamku Józefa Potockiego, wojew. kijowskiego, który - jak mówi tablica erekcyjna, gruntowanie odnowił kościół od wewnątrz i zewnątrz, tudzież ufundował pięć ołtarzy, które wszystkie dotrwały aż do wielkiej wojny światowej.

Były to ołtarze barokowe o jednej parze kolumn rzymsko - korynckich na podwójnem podsłupiu, gzymsowanie - jak zwykle - o wybujałych wyskokach, falistej linji poziomej i zawijanych płytach, poczem następowała szczytowa kondygnacja zwieńczona krążkiem z aureolą.

Na gzymsach siedziało sobie po trzy pary aniołków białych ze złoconemi skrzydłami, wykonując we wdzięcznym układzie ruchów poruczone im przez artystę zadanie.

Również żywe i pełne wyrazu były rzeźbione z drzewa białe postacie różnych świętych, stojące lub siedzące na podsłupiach obok kolumn. Z traktowania architektury wynika, że wszystkie ołtarze wyszły z pod ręki jednego artysty, wykonane na zamówienie równocześnie z ołtarzem głównym, poświęconym - jak głosił napis w r. 1740.

W każdym ołtarzu było po dwa lub trzy obrazy malowane na płótnie, na desce, na blasze, z nakładanemi złoconemi lub srebrnemi sukienkami. Przypominam sobie rzeźbiony czarny krucyfiks na tle zczerniałej srebrnej blachy z wytłoczonym widokiem Jerozolimy w perspektywie ze słońcem i księżycem. Takiegoż wykonania obraz w innym ołtarzu wyobrażaj Trójcę św. Był też św. Antoni w wyzłacanej sukience, św. Rodzina, obraz M. Boskiej w głównym ołtarzu na desce malowany w rzeźbionej sukience złoconej, umieszczony w głębokiej nyży bardzo bogato ozdobionej barokowym złotym ornamentem na czarnem tle.

Największą jednak wartość przedstawiał - zdaje mi się - olbrzymich rozmiarów obraz malowany na płótnie, pełniący rolę zasłony obrazu M. Boskiej w głównym ołtarzu. Trzymany w tonie ciemno - bronzowym przedstawiał św. Jakóba apostoła jako wędrowca.

Dodatkowo wspomnę, że szósty ołtarz był nowego pochodzenia i nie odznaczał się niczem z wyjątkiem obrazu M. Boskiej w srebrnej sukience i baniastej koronie w układzie podobnym do cudownego obrazu u ławrze Poczajowskiej. Według opowiadania ludu przywiózł był ten obraz pewien ksiądz z za kordonu rosyjskiego w pierwszej połowie XIX. w. skąd też utarła się nazwa "M. Boska zakordonowa".

Odnowicieli kościoła Potockich wysławia wmurowana polska tablica kamienna, dość charakterystyczna treścią, której tekst przytaczam: "Roku 1731. Za Benedyk. XIII. papieża Augusta Wtórego króla Pol. przy bytności J. W. Fundatorów Józefa y z Leszczyńskich Wiktoryi Potockich Woje. Kijow. wprowadzone jest Bractwo Szkaplerzne przez J. W. J. X. Orańskiego B. B. R. 1739. Za Clemensa XII. August: III: J: W: Fundat: Józefy z Mniszków Ludowika Potockich W: K: Het. W. K. wprowadzony pasek s. Tomasza Doktora z A.".

Przedewszystkiem jednak godnem widzenia było malowanie wnętrza, które niestety już w r. 1904 za staraniem jednego z księży uległo gruntownemu, zniszczeniu. Po gruntownem wyszorowaniu ścian świeżą zaprawą pomalowano kościół na nowo patronową robota w stylu "gotyckim".

Tak więc za wolą ludzi działających w dobrej intencji usunięto z kościoła całe tłumy świętych postaci biblijnych i historycznych pod każdym względem bardzo interesująco przedstawionych, ożywiających wnętrze tego Domu Bożego nie wiem od kiedy.

Skromny napis pod chórem umieszczony głosił, że za staraniem ks. Zielińskiego odmalowany był kościół w r. 1817. Niewiadomo tylko, czy malowanie było zupełnie nowe, czy tylko odnawiane.

Z rodzaju scen oraz doboru, układu i stroju postaci, jak również ze sposobu ujęcia i wypełniania płaszczyzn należy wnioskować, że malowidła wykonano za czasów "Józefa" lub "Ludowika" Potockich, którzy tak bardzo dbali o tę świątynię, a ks. Zieliński tylko je odnowił.

Bo oto na sklepieniu widać niebo, cel ostateczny wszystkich żyjących ludzi, a w tem niebie ustrój reprezentacyjno cechowy, jak cechowy był za czasów saskich ustrój społeczny "sławetnych" mieszczan załozieckich, przezwanych w czasach kultury austryjacko-galicyjskiej "pundykami".

Zatem każdy święty brodzący po obłokach na sklepieniu, należał do cechu. Był więc święty szewc, któremu się M. Boska objawiła, a on mimo to dalej coś wedle kopyta manipulował, był św. krawiec, św. kuśnierz, św. lekarz w długiej todze koloru liljowego, z flaszeczką, receptą i gęsiem piórem w ręku; był nawet św. kat ścinający jakiemuś mizerakowi zawiązaną głowę. A już nad chórem na szerokiej tylnej ścianie nowy olbrzymi tłum świętych papieży, kardynałów, biskupów, zakonników, zakonnic i świeckich świętych siedzących w glorji dokoła wielkiej żółtej jasności umieszczonej u góry na środku obrazu. Ze względu na organy figurowała na bocznych ścianach chóru św. Cecylja i król Dawid z harfą.

Z każdego załomu sklepienia, czy muru wyglądała jakaś postać, lub scena biblijna, stąd brakło miejsca na ornamentacje, których istotnie bardzo niewiele było na ścianach. Jeden z nielicznych wyjątków pod tym względem stanowiło obramowanie obrazu św. Stanisława biskupa z ułożonej fantastycznie draperji, kolumn, plecionek, muszli i wazonów. Obramienia już niema, ale obraz, ocalał, i jest o tyle ciekawy, że na nim św. Stanisław wskrzesza Piotrowina w asystencji tłumu braci szlachty z golonymi "łbami" w kontuszach i deliach XVIII. w. Jeden z uczestników w szamerowanym różowym żupanie trzyma nawet koronkową chusteczkę do nosa; widocznie kichnął skutkiem nieprzyjemnego odoru przy tym cudzie.

Z obrazów świeckich pamiętam króla Władysława Jagiełłę i królową Jadwigę. Z większem prawdopodobieństwem mógł to być ostatni Jagiellończyk z Barbarą Radziwiłłówną, bo oto opis: Na gurcie sklepiennym powyżej gzymsu stoi król brodaty w blachach pancernych, w purpurowym gronostajami podbitym płaszczu zarzuconym na raniona, w koronie Piastów na głowie. W jednem ręku trzyma miecz oparty ostrzem o ziemię, w drugiem coś niby berło, niby kopję złamaną. Nad nim w obłokach orzeł biały. Na tymże gurcie z przeciwnej strony królowa bardzo skromnie ubrana w długim rdzawo-żółtym kożuchu w koronie jabłkowatej czerwonej, a nad nią w obłokach Pogoń litewska.

Ciekawym był duży obraz na lewej ścianie nawy przedstawiający zwycięstwo wiedeńskie króla Jana III. Na krańcach widnokręgu mury i wieża miasta, potem nawał maszerujących czworoboków z lasem kopji, namioty, sztandary, żółte tumany kurzu. Na pierwszym planie król Jan III. na ślicznym białym koniu siedzący w zbroi ze srebrnej łuski ze złotem słońcem cezarów rzymskich na piersiach. Na ramionach purpurowy płaszcz rozwiany. Głowa dumnie wzniesiona potrząsa strusiemi piórami szyszaka. Król mający ruch Witolda z Grunwaldu Matejki, trzyma w jednem ręku miecz, w drugiem obrazek z M. Boską, koń zaś jego depce niemiłosiernie jednego turczyna w zielonych hajdawerach, który może z bólu nie zważając na formy cokolwiek niegrzeczne obrócił się w kierunku nawy kościelnej. Tem zgorszony pewien pobożny ks. proboszcz kazał w Turka wbić gwóźdź i zawiesić obraz o treści religijnej. Pamiętam, jak z poza ramy wyglądała konwulsyjnie wykrzywiona twarz w kolorowym turbanie.

Klasyczna zbroja króla Jana przemawiałaby zatem, że ten obraz malowano za czasów ks. Zielińskiego w r. 1817.

Ba co więcej; nie można przysięgać na to, że omawiany obraz przedstawiał odsiecz wiedeńską, mógł to być równie dobrze jakiś epizod wojenny, którego z fundatorów, tembardziej, że na przeciwnej ścianie nowy wymalował mistrz scenę wykupu z niewoli sułtańskiej jakiegoś innego zapewne dobrodzieja załozieckiego kościoła.

Była tam wieża z blankami, renesansowy pałac sułtańskiej mości, trynitarze w habitach i turecka straż wojskowa w szwedzkich strojach z halabardami, ale w zawojach na głowę.

Charakterystyczną i bardzo ładną była balustrada na chórze wykonana z cegły pełna, podzielona na dziewięć pól kwadratowych z wnękami, a w nich obrazy św. Ojców Kościoła. I ona także podzieliła los malowideł ściennych, bo na jej miejscu ustawiono szablonowo wykonaną barjerę żelazną.

Zawieszone w nawie portrety Potockich powędrowały w swoim czasie do muzeum króla Jana III. we Lwowie.

Te nieistniejące dziś tłumy świętych i zwykłych ludzi różnego zajęcia i różnych czasów naniesione przez mistrza na ścianie tej świątyni dziwnie podniosłe czyniły wrażenie. Była tam głębia i moc wiary, była kultury ludzkiej wszechstronność, był przedewszystkiem poszum dziejów tej ziemi bujnych i krwawych krzepiący niejedno serce w zadusznych i bezsłownych austryackich czasach.

Dlatego dziś w Polsce wyzwolonej wspomnąć je należy z uczuciem serdecznem.

Stan obecny murów budzi coraz większe obawy. Czas bowiem i klimat coraz intenzywniej niszczy co było jeszcze ocalało po r. 1918 a odbudowa wobec dzisiejszej drożyzny i trudności komunikacyjnych w tamtym kącie nie zapowiada się zbyt różowo.




Ruiny kościoła w Załoźcach po I wojnie światowej
Ruiny kościoła w Załoźcach po I wojnie światowej

Ruiny kościoła w Załoźcach po I wojnie światowej
(klikaj, żeby powiększyć)




 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Komentarze
Brak komentarzy.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d dungeons and dragons
 
Dodaj komentarz
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl


Copyright © Kazimierz Dajczak & Remigiusz Paduch; 2007-2018