Walki w 1916 roku w okolicach Trościańca
Dodane przez Remek dnia Maj 06 2012 15:32:06
Czas. Rocznik LXIX. Nr 406. Kraków, Niedziela 13 Sierpnia 1916.






"Illustrierte Weltkriegschronik der Leipziger Illustrirten Zeitung". Za zbiorów administratorów strony "Olejów na Podolu"

Trościaniec Wielki 1916
(kliknij żeby powiększyć)


Podpis pod rysunkiem głosi: "Z walk we Wschodniej Galicji: Podczas bitwy o wieś i folwark Trościaniec Wielki koło Załoziec 7 sierpnia 1916. Na podstawie rysunku dla "Illustrirte Zeitung" autorstwa uczestnika walk Theo Matejko". W prawym dolnym rogu rysunku dopisek ręczny - zapewne autora - "Th. Matejko - z walk o Trościaniec koło Załoziec - 7 sierpnia 1916. Po prawej u góry folwark".




Czas. Rocznik LXIX. Nr 407. Kraków, Poniedziałek 14 Sierpnia 1916.

Załoźce.


Wojenny korespondent N. W. Tagblattu W. Oertel pisze:

Okolicę Załoziec, w której teraz wrą tak zacięte walki, przepływa środkiem Seret, tworzący sieć mniejszych i większych zbiorników wodnych, połączonych bagnistemi łąkami. W okresie późnego lata bagna o tyle wyschły, że kawalerya i piechota przebrnąć je może. Artylerya wszakże i furgony skazane są na przeprawę przez mosty. W posusze panującej tu w ostatnich tygodniach szukać należy przyczyny, dlaczego Rosyanom udało się tak szybko pod Ratyszczami i Horodyszczami dostać się na drugą stronę Seretu.

Załoźce same, miasteczko z 7000 mieszkańców, leży jedną częścią (Nowe Załoźce) na wschodnim, drugą (Stare Załoźce) na zachodnim brzegu Seretu. Obie części połączone są długim mostem. W ostatnich czasach stan wody w Serecie był tak nizki, że w wielu miejscach rzekę wygodnie przejść było można - zwłaszcza, że oba jej brzegi są łatwo dostępne.

Okolica Trościaniec, przez którą Rosyanie próbują dotrzeć do drogi Zborowskiej, jest lekko pofalowaną przestrzenią, na której niemasz ani jednego drzewka, tak, że zbliżenie się pod ochroną jest prawie niemożliwe. Folwark Trościaniec znajduje się na niewielkiem wzgórzu na południe od drogi do Zborowa i składa się z kilku budynków gospodarczych, okolonych staremi drzewami. Folwark przylega do małego lasku.




Czas. Rocznik LXIX. Nr 407. Kraków, Poniedziałek 14 Sierpnia 1916.

Ranni podczas bitwy.


Na leczenie do szpitala powszechnego we Lwowie przywieziono onegdaj Karolinę Dajczak, liczącą 47 lat, z Trościańca wielkiego, powiat Brody. Została ona ciężko ranną dn. 8 b. m. podczas bitwy, jaka się toczyła w okolicy jej rodzinnej wioski. Mianowicie rosyjski pocisk armatni padł na jej chatę, w której była ranna, mąż jej i 6 dzieci. Mąż i dzieci zostali zabici na miejscu, a Dajczakowa ciężko ranna. Chata zgorzała. Z tej samej wsi przywieziono rannych: Mikołaja Sajpera, liczącego 10 lat, którego pocisk rosyjski zranił w prawą rękę i obie nogi, w czasie, gdy ten biegł przez podwórze do stajni, i Zofię Sąsiadek, liczącą 12 lat, poranioną po całem ciele szrapnelem rosyjskim, gdy szła do sąsiadki, u której była jej matka. Z Białogłów, powiat Zborów, przywiozła wojskowość ranną Maryę Dajczak, liczącą 20 lat, z ciężką raną postrzałową na szyi. W dn. 7 b. m. w okolicy powyższej wsi toczyły się zacięte walki i właśnie w czasie, gdy wybiegła Dajczak z chaty po wodę do studni, ugodzoną została w szyję kulą rosyjską.




Czas. Rocznik LXIX. Nr 429. Kraków, Sobota 26 Sierpnia 1916.

Na linii bojowej w Galicyi


Od wychodźcy ze Zborowa otrzymuje Gaz. Wieczorna następujące informacye:

Przez miasteczko nasze raz już przeszła historya. Było to w gorących, także sierpniowych dniach 1649 roku, kiedy miecz Jana Kazimierza starł się tu z wojskami kozacko-tatarskimi, wymuszając nietrwały układ, który niby korzył Chmielnickiego, a naprawdę go uzbrajał przeciw Polsce. Dziś po tej historycznej przeszłości brak śladów w siedmiotysięcznem miasteczku, uwitem, jak gniazdo, u źródeł Strypy. Pierwszy akt obecnej wojny nie dał się zbyt we znaki ani murom, ani ludziom zborowskim. Do wojny przyzwyczailiśmy się, żyjąc z nią w bliskiem, bo dwumilowem sąsiedztwie. Leże zimowe miała przecież II armia w Jeziernej. W ostatnich dopiero czasach, po szczęśliwych rozprawach z Moskalami odsunęła się od nas linia bojowa po oddalone o cztery mile Załoźce. Rzecz zrozumiała, że ten ostatni fakt oddziałał na opinię w mieście uspokajająco. Coprawda, nie na długo. Już w pierwszych dniach sierpnia b. r. zaczęły strzały w sposób podejrzany zbliżać się i stawać coraz głośniejsze. Koło dworca wszczął się żywy ruch, któremu towarzyszyły coraz gwałtowniejsze ataki rosyjskie, nocne zwłaszcza, z nieodłączną dekoracyą nieba: łunami. Zaniepokojona ludność okoliczna przypływała do miasta po wiadomości. Ceny przynoszonych przez nią produktów spadły charakterystycznie.

Tymczasem i wśród wojska bardzo przyjaźnie odnoszącego się do ludności, można było zauważyć ruch, wróżący ewakuacyę. Zarekwirowanie bydła, koni i wozów przecięło wątpliwości. Na tych, którzy jeszcze nie wiedzieli, czy wyjechać, czy zostać, wpłynęła ostatecznie wiadomość z Trościańca o granacie, który tam wpadł 3 sierpnia i zabił 60 osób z ludności miejscowej. Wojsko nie zachęcało do zostawania, więc inteligencya, a także i warstwy żydowskie zaczęły opuszczać miasto masowo.

Dnia 5 sierpnia wkroczyli do Zborowa Niemcy. Wtedy to gościło miasto marszałka Hindenburga. Żydzi zakrzątnęli się znowu koło prowiantowania. Ale już w trzy dni później w niedzielę 8 sierpnia zarządzono ewakuacyę okolicznych wsi, i to tak nagle, że chłopi, ledwie dosłuchawszy mszy, siadali na przygotowane przez wojsko wozy, które miały ich odwieźć do oczekujących już pociągów ewakuacyjnych.

W samem mieście przymusowej ewakuacyi nie zarządzono. Tylko rozlepione na murach afisze wzywały tych, którzy chcą wyjechać, do korzystania z kolei. Wyjeżdżano też aż do ostatniej chwili pociągami, których odchodziło po kilka dziennie we wzorowym porządku. Ceny w mieście spadły tymczasem jeszcze niżej. Jajo kosztowało 16 halerzy, kilo mięsa 5 koron. 12 sierpnia opuściło Zborów starostwo, odjeżdżając razem z trenem, a następnego dnia wkroczyli do miasta Moskale, zastając na ratuszu burmistrza Januszkę. Obecnie, jak donoszą wieści, Zborów nie ma cywilnej ludności zupełnie; kto został, tego usunięto do rosyjskich obozów koncentracyjnych. Przez miasto bowiem miała iść linia bojowa. Mury zborowskie zajęczały znowu od dział, jakby obudziło się w nich echo pradziadowskich, Jana Kazimierzowych czasów.