Sarny hrabiego Wodzickiego cz.1
Dodane przez Remek dnia Czerwiec 06 2010 02:52:41
[źródło: Łowiec. Rok V. Nr 4. Lwów, dnia 1. Kwietnia 1882. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 27 Lutego.

Jako curiosum myśliwskie donoszę, że stary rogacz rzucił dopiero w Lutym rogi, czego nigdy nie widziałem. W Olejowie przed laty 15 nie znane były sarny, a w tym roku myśliwskim ubiłem 19 rogaczów.

Kazimierz hr. Wodzicki.




[źródło: Łowiec. Rok VI. Nr 6. Lwów, dnia 1. Czerwca 1883. Zachowano oryginalną pisownię.]


Ruja sarn.
przez
Kazimierza hr. Wodzickiego.
(fr.)


Oparty na sumiennem doświadczeniu, mogę śmiało twierdzić, że wybijając rogacze, ile było w możności, w Lutym, pomnażałem nad miarę stan sarn w lasach rozrzuconych, niezwartych. Tak mam własnych sarn 60 do 70, rogaczów zabijam przeszło 20, a rok ubiegły dostarczył mi 33. Każdy myśliwy przyzna, że powyższa liczba sarn nie mogła przysporzyć takiej ilości rogaczów, a zatem przywędrowały lub ich sobie lasowe baletniczki z dalekich stron sprowadziły. Przypuszczam też, iż się znęciły rogacze do moich lasków suchą, zdrową karmą w zimowych miesiącach, starannem odkrywaniem solnic i t. d., lecz ilość ich w stosunku do kóz jest pod jesień za wielką, iżby nie przypuszczać ściągania się ich w czasie rui. Może się mylę, bo w lesie pokrytym liściem trudniejsza kontrola sarn, jak w obnażonym z liścia i na śniegu, mniemam jednak, że z zbliżeniem się wiosny zielonej powracają one do swych lasów, jeżeli morderczy ołów ich u mnie nie zatrzymał. (...)

W dwóch rewirach znałem sarny wychodzące na pole i łąki przy pierwszym odgłosie trąbki lub hałasie, przypominającym polowanie, i tam pozostawały aż do ustalenia się ciszy leśnej, czyli ukończenia łowów. Zawsze na czele pędziła lub stała duża sarna. W jaki sposób zwierzęta te rozpoznają ludzi i niebezpieczeństwa, to zaiste podziwienia godne. Czasem pchają się między rębaczy i fury w lesie, żerują po ogrodach leśniczych i gajowych spokojnie i swobodnie, ale gdy się nieznajomy ledwie pojawi, już umykają. Mnóstwo mają wybiegów, doświadczeniem, przebiegłością i niesłychaną ostrożnością ratują stado. Istne to Sylwanki, matrony strzegące ród sarni; im więcej ich w rewirze, tem większe bezpieczeństwo dla sarn. Używałem różnych środków w celu oszukania ich i przysporzenia zdobyczy polowaniu, udawały mi się one z młodemi lub pojedyńczemi, nigdy zaś ze stadkami, prowadzonemi przez doświadczone guwernantki. Polowałem z kałatawkami, z dzwonkami, z różnobarwnemi chorągiewkami - wnet poznały te strachy na Lachy i uderzały na gońców. W końcu polowałem ze sznurami, opatrzonymi różnokolorowemi szmatkami, wtedy pędziły na nie ze staremi młode. Można tu zaprawdę zastosować przysłowie: "doświadczenie poszło w las" - ale na pożytek rodu sarniego. Dziś, gdy u mnie trzech lub czterech chłopców bije patykami w pnie, to sarny z trzeciego i czwartego miotu wynoszą się, tak doskonale znają ten hałas. I któżby uwierzył, że te rozumne zwierzęta zmuszają mnie do polowania z wedetami, wskazującemi po pierwszym miocie miejsce ich schronienia.




[źródło: Łowiec. Rok VI. Nr 8. Lwów, dnia 1. Sierpnia 1883. Zachowano oryginalną pisownię.]


Ruja sarn.
przez
Kazimierza hr. Wodzickiego.
(Dokończenie).
(fr.)


Przyniesiono sarneczkę jeszcze srokatą na folwark, córka ekonoma wykarmiła ją i nazwała Hanką. Chowała się, co rzadko się zdarza, przez dwa lata zupełnie jak domowe zwierzę w kuchni, w pokojach i na ulubionem gumnie za stertami zboża i brogami siana. Gdy deszcz lub zimno dokuczało, biła natarczywie racicami w drzwi, prosząc o wpuszczenie, w pogodny dzień była zawsze na świeżem powietrzu. Stopniowo w drugim roku emancypowała się Hanka, biegała po polach i po przyległym gaiku, nawet zaglądała do sąsiedniego lasu, wreszcie w trzecim roku pod jesień znikła z wielkiem naszem zmartwieniem, byliśmy bowiem pewni jej śmierci. Po nowym roku zameldowała się tupaniem, lecz nikt z nas nie dziwił się dobrej tuszy Hanki, przypisywano okrągłość sianu i koniczynie. W Kwietniu znowu znikła, a pod jesień przyprowadziła nam swą córeczkę w dzikim stanie wychowaną. Płochliwa i ostrożna nie chciała matki naśladować, mimo widocznych namów, nie wchodziła do pokoju, ani na gumno, i w takiem usposobieniu pozostała przez rok, dopiero w jesieni nie zdołała się oprzeć pokusie odwiedzenia gumna, dokąd już odtąd chętnie chodziła.

Hanka przyjęła rogacza niewątpliwie w Listopadzie lub Grudniu i urodziła sarniątko w Czerwcu. Córka jej dostarczyła mi jasnego dowodu, że w kozach przed trzecim rokiem nie odzywa się popęd płciowy, była bowiem do tego czasu jałową, tak jak jej matka. Niestety, jak to zwykle bywa, zginął ten mój przychówek w wielkich cierpieniach. W płocie otaczającym gumno były pozostawione dziury dla zajęcy, w dziury te wsuwały się sarny, kładąc się na brzuchy. Jakiś chłopak zapewne zastawił stempę czy żelazko, i młoda siuta strzaskała sobie przednią nogę w dwóch miejscach tak, iż nie można było jej złożyć. Dopiero drugiego dnia dano nam znać o tym wypadku, a gdyśmy przybyli, rozrzewniający przedstawił nam się widok matki, nieodstępującej swej córki w cierpieniach. Hanka z okrągłym brzuszkiem, zwiększającym się widocznie, obiecuje dostarczyć nam nowego przychówku, dziś jednak niepodobna oznaczyć terminu poczęcia, gdyż zwidza ona dowolnie lasy w każdy dzień pogodny i nikt już nie zwraca uwagi na jej nieobecność. Jeżeli odbędzie połóg na folwarku, wskaże mi czas swej rui, gdy zaś porodzi w lesie tak jak pierwsze sarniątko, nie dostarczy mi pewnego dowodu.

W małym lasku posiadam od lat czterech kilka siut i dwa rogacze, ryczące duety przez wiosnę i pozostające do Listopada. W tym czasie jeden z nich zostaje przy sarnach, drugi znika, oczywiście zwalczony emigruje do innych lasów w konkury. Już trzeci rok niefortunny ten konkurent uchodzi w Listopadzie z lasku, powraca w Marcu lub Kwietniu, przybędzie on zapewne i tej wiosny, jeżeli go śmierć nie zaskoczy w obczyźnie. (...)

Najciekawsze doświadczenie zrobiłem w Olejowie. Proboszcz mój otrzymał w darze dwoje malutkich sarn, które szczęśliwie wychował i ułaskawił. W Listopadzie czy w Grudniu, ale już na śniegu, przyjęła koza w trzecim roku życia swego rogacza, urodziła w Czerwcu. Pod zimę lamparcina rogacz porzucił komfort proboszcza i pobiegł bujać po lasach. Opuszczona koza podążyła za nim, a powróciła, gdy mrozy srożyć się poczęły, on zaś zerwał zupełnie z nami stosunki i nikt go już na plebanii nie ujrzał. Koza widocznie grubiała, a gdy żyto sypać się już zaczęło, zamieszkała w nim i tam powiła sarneczkę. Niemal codzień przybiegała po przysmaki i wracała do żyta. Po żniwie wyniosła się z potomstwem do sąsiedniego lasu, stroniła już od ludzi, wreszcie znikła bez śladu.




[źródło: Łowiec. Rok VI. Nr 6. Lwów, dnia 1. Czerwca 1883. Rubryka "Korespondencye". Zachowano oryginalną pisownię.]


Olejów, 20. Kwietnia.

Jak wielka liczba rogaczów u nas jeszcze żyje i jak mało starych bije się na polowaniach w stosunku do siut, niech stwierdza następne słowa. W moich lasach mogę liczyć najwięcej 70 sarn, i za tę liczbę ręczyć nie mogę, bo do karmy ściągają się obce, również znaczna część moich przenosi się do sąsiednich lasów, a w lecie także do małych gajów, po okolicy rozrzuconych. Przyjąwszy 70 sarn, to trudno pojąć, jak mogłem ubić w r. 1881/82 rogaczów 18, a w r. 1882/83 49. Dziś mogę śmiało podać liczbę biegających i beczących kozłów w moich lasach na 16 do 18 sztuk. Zdawałoby się, że nietylko własne, ale i sąsiedzkie rogacze wystrzelałem, a jednak wiosna wykazuje mi niemało omszonych rogów. Bardziej jeszcze uderzającą jest mała ilość ubitych młodych rogaczów. Staram się zwabiać sarny solnicami, tnę osiki, młode jawory, brzozy z pnia puszczające, sieję dla nich rzepaki pod lasem, które zupełnie niszczone bywają, lecz przeważnie przypisuję znaczną ilość przybyszów w zimowej porze szopkom ze zdrową i suchą karmą. Dawniej poddawano karmę pod gołem niebem, którą deszcze, śniegi i szrony gnoiły i niesmacznemi czyniły, pod dachem zaś utrzymuje się ona w dobrym stanie przez długi czas i może być solona. Od chwili umieszczania karmy w szopach mnoży się znacznie stan sarn w moich lasach małych, rozrzuconych, nieprzenoszących 2400 morgów, a nigdzie nie posiadam większego kompleksu. Jeżeli koledzy podzielają moje zdanie szkodliwego wpływu starych rogaczów, to przyznają mi, że chów sarn w ogólności na mylnych polega podstawach, kiedy żyje taka znaczna ich liczba i gdy paragraf ustawy, wzbraniający strzelanie kozłów z omszonymi rogami, istotną nam szkodę przynosi. Sarna odbywa dalekie wędrówki i sprowadza rogacze do naszych lasów, kozły zaś w porze rui przebiegają znaczne przestrzenie, szukając siut, o czem się niejednokrotnie przekonałem. Po zwyczajach, wekslach i zachowaniu się łatwo rozróżnić swoja sarnę od obcej do tego stopnia, że moja służba lasowa nazywa pierwsze swojskiemi. Na śniegu łatwo sprawdzić, zkąd sarny przybyły, i często z zadziwieniem spostrzega się odbytą kilkumilową wędrówkę. Takie badanie sprawia wiele przyjemności, gdy się widzi, jakim wekslem i wiele sarn poszło. Gdy za mało mam strzelców, stawiam na niektórych przesmykach fury. Otóż raz narachowały one 23, drugi raz 27 sarn uciekających przez pola i błota do obcych lasów. Nie mało rogaczów opłaciło życiem te odwidziny. Jak troskliwa i nieustanna opieka przynęca sarny, tak niedbałość kilkumiesięczna rozpędza ten inwentarz leśny, tyle uroku dający polowaniu. Wyżej wymienione cyfry ubitych rogaczów mogą wzbudzić mniemanie o znaczniejszej ilości jałowych sarn, ale jednak w lesie jest wiele sarniąt.

Celem tej korespondencyi jest wykazanie szkodliwości starych rogaczów w naszej okolicy i błędnej podstawy paragrafu ustawy, zakazującego strzelać kozły na wiosnę, gdyż nie wszystkie lasy dozwalają podjazdowego polowania, a kłusownicze zasiadki myśliwemu niemiłe, z tego więc powodu rogacze broją przez długie lata.

Kazimierz hr. Wodzicki.




[źródło: Łowiec. Rok VII. Nr 5. Lwów, dnia 1. Kwietnia 1884. Rubryka "Kronika". Zachowano oryginalną pisownię.]


Dnia 5. Marca urodziła sarna u mnie w lesie sarniątko, wielkości kocięcia i to biedactwo z wysileniem za matką łazi po śniegu. Dnia 13. zastałem w innym lesie młode sarniątko już biegające. Są to już cztery zdarzenia w mem badawczem życiu, że sarny rodzą na śniegu w Marcu i naprowadzają mnie na zdanie następujące: Przypuszczając ciężarność sarny trwającą przez pięć miesięcy, wnoszę, że wyjątkowo kozy odbywają już ruję w Październiku.

Kaźmirz hr. Wodzicki.

Olejów 14. Marca.