Pamiętnik wywiezionego na roboty do Niemiec - cz.09
Dodane przez Kazimierz dnia Styczeń 10 2010 18:10:19

Józef Tomczyszyn (1920 -1991):


Pamiętnik wywiezionego na roboty do Niemiec


część 9
styczeń - marzec 1945



1945



Styczeń

2-I-1945

W Imię Boże.
Rozpoczynamy ten rok nowy. Rok tułaczki po obczyźnie i różnych dolegliwości.
Daj Boże żeby ten Rok 1945 był rokiem zakończenia tej burzy światowej, a był już rokiem spokojnego życia.

12-I-1945

Na Schifweiler skończyliśmy już całkiem, porozbijaliśmy fundamenty i narzędzia odwieźliśmy na Kohwald.

13-I-1945

Pracowałem na warsztacie na szachcie.

20-I-1945

Dostałem pakuneczek od Diłaj Marii nadany 27.XI.44 i list nadany 9.I

25-I-1945

Zima ostra, podobnie jak u nas, mrozy i zawieje.
Jak tu przeżyć ten czas, wikt kiepski, chleba mało i palenia nie ma.


Luty

10-II-1945

Blisko pół miesiąca dobiega, tak jak i poprzednio przeszły.
Śnieg stopił się i codziennie deszcze padają, czasem jest nawet dość ciepło.
Trzy dni pracowałem przy składaniu szyn zwrotnicowych.
Niemiec z którym pracuję przynosi mi codziennie kromkę chleba, za co dałem mu już 100 marek.

Aparacik do otwierania puszek z konserw
Grubość blachy 3 mm
Grubość kółka 2mm
Zgięcia 90%
Dziury na nóż i kółka 5mm
Masa z której jest wykonany dysk sprzęgła nazywa się "Ferod"
opis i cztery odręczne rysuneczki

17-II-1945

Pracy nie ma końca, ni niedzieli ni święta.
Wikt kiepski, chleba mało, palenia nie ma.
Mój Niemiec jeszcze mi przynosi codziennie kromkę.
Może Bóg da, że ta wojna skończy się tego lata.
Na dworze ciepło, dziś było 10 stopni wyżej zera.
Klimat tutaj całkiem odmienny od naszego.

21-II-1945

Ciepło i słoneczna pogoda.
Myśliwcy angielskie bombardują i obstrzeliwują transporty z karabinów maszynowych bez przerwy, jak w dzień tak i wnocy.
Front około 30 km i nie posuwa się, a nam przyjdzie z głodu ginąć.
Wikt pogorszył się strasznie. Kartofli nie ma wcale, zupę obiadową można do flaszki zlewać, głód zaczyna się w całej pełni.

22-II-1945

Wypłatę dostałem za styczeń 110 marek, to kupiłby za to jeden bochenek chleba albo 7 listków tytoniu.

28-II-1945

Luty kończy się, na dworze ciepło, zaczyna się wiosna, najweselsza pora roku, a dla nas zawsze smutno, żadnej zmiany nie ma
Wikt czem raz gorszy, na kolację pół litry zupy i to takiej, że łyżki nie trza tylko pijemy.


Marzec

4-III-1945

Krążą pogłoski, że nasz lagr będą w tych dniach ewakuować, bo front czem raz przybliża się.

5-III-1945

Drugą niedzielę z rzędu mam wolną od pracy.

11-III-1945
Dzisiejszą niedzielę pracowałem.

Nastają czem raz gorsze czasy, jeść się nie chce, obiad czy kolację można wypić, bochenek chleba kosztuje 150 marek.
Żyć się nie chce.
W czasie ataków lotniczych do schronu nawet nie uciekam, bo to życie stało się tylko cierpieniem, a wesołej chwili nie ma.
Brzezicki, ten znowu ma taki strach przed samolotami, że całe dnie w schronie przesiaduje, a ja jemu przynoszę śniadanie, obiad i kolację.

18-III-1945

Front całkiem przybliżył się.
Z lagru ewakuowali nas o 12 godz. w nocy.

19-III-1945
Zaprowadzili nas pod Kusel, przejścia już nie było, przespaliśmy noc w lesie.

20-III-1945

Wracamy z powrotem w kierunku skąd przyszliśmy.
Zobaczyliśmy pierwszych Amerykanów o godz. 11 rano.
Idziemy w kierunku na St. Wendel.
Noc przespaliśmy w garażu

21-III-1945

Idziemy dalej na St. Wendel i na Othweiler, w kierunku naszych lagrów.
Ze mną jest Zwoliński i Michał Krzywy, a Skiba i Gerc zostali w Wiebelskirchen jeszcze jak szliśmy tam, a Brzezicki i Bielecki to z lagru nie wychodzili wcale.
Przenocowaliśmy w Tarhteie i idziemy do zbornego punktu w St. Wendel.

22-III-1945

Doszliśmy do St. Wendel.
Z prowiantem koło mnie nie jest, mam jeszcze chleb zamieniony u baora za mydło trochu sucharów.
Przenocowaliśmy w lagru.

23-III-1945

Oczekujemy na auta które mają nas odwieźć w kierunku Francji.
O godz. 8-ej rano zajechaliśmy autem do Lebach.
Tutaj każda narodowość jest już oddzielona.
Przeprowadzili rejestrację, dostałem Nr Rej. F.01164891.

24-III-1945

Zakwaterowaliśmy w koszarach.
Nie robimy na razie nic, i nic nie wiemy co będzie dalej.
Czy zabiorą do wojska?
Jest z nami polski pułkownik.
Na razie nic nie unormowane, z wiktem jeszcze jest źle.

25-III-1945

Dzisiaj niedziela, mieliśmy wspólną modlitwę i pułkownik miał pogadankę.
Spisują tych co służyli przy wojsku i brali czynny udział w wojnie w 1939 r. i spisują ochotników do armii polskich

26-III-1945

Siedzimy w okopie, nic nie robimy, ale i jeść nie ma co, jedna konserwa na 10 ludzi i parę sucharów, i raz na dzień zupy.

28-III-1945

Spotkałem tu w naszym obozie Dębickiego Franciszka z Załoziec.

30-III-1945

Wielki Piątek.
Lagier zawsze lagrem, smutno i ani do kościoła pójść bo policja nie wypuszcza z lagru, czuć wszędzie ciężką rękę.

31-III-1945

Wielka Sobota.
Żadnych przygotowań do Świąt.
Głodni jesteśmy.
Co tam Rodzina w domu porabia, jak oni będą świętkować te święta?
Jak byłem w domu to Wielkanoc zawsze była dla mnie najweselszy dzień w roku.




poprzednia
część

 

 

Józef Tomczyszyn:
Pamiętnik wywiezionego
na roboty do Niemiec

 

 

następna
część