Wawrzyniec Dayczak - Pamięci mojego Ojca - cz. 2
Dodane przez Kazimierz dnia Grudzień 23 2015 00:39:24
WAWRZYNIEC DAYCZAK - PAMIĘCI MOJEGO OJCA (2)

Wójtem był mój Ojciec - zdaje mi się - przez dwie kadencje, a urzędowanie zaczął od bardzo niepopularnego zarządzenia. Mianowicie szeroka droga do Załoziec na pewnym odcinku z powodu stopniowego worywania się właścicieli przyległych pól zwężona została tak bardzo, że dwa wozy nie mogły się minąć. Po stwierdzeniu planu katastralnego Ojciec komisyjnie wytyczył prawdziwą dawną szerokość, ściągając na siebie chwilowe gromy. Zdołał jednak wytłumaczyć, że to własność społeczna i popularności nie stracił. Przeciwnie, Jego autorytet wzrastał, bo obsadził czereśniami dawny, aż nazbyt szeroki trakt ze wsi na pola, zwany "przegonem", który niegdyś służył do przepędu bydła i owiec na pastwisko do lasu, zanim jeszcze nie wykarczowano tego lasu i nie zamieniono go na orne pola. Po gospodarsku dbał Ojciec o dobry stan mostu na rzece i drugiego nad jarem, tudzież w ogólności o drogi, które w tym czasie jeszcze wszystkie były miękkie. Zbudował spichlerz gminny, a celem poprawy sytuacji tym, którzy mieszkali daleko od wody, zorganizował wykopanie dwóch studzien ocembrowanych dębową cembrzyną. Jedna z tych studzien miała 25 m głębokości, ale druga aż 60 m. Nie był to więc wyczyn bagatelny.

Stary niski słomą kryty budynek szkolny, przerobiony z dawnej leśniczówki, gdzie i ja uczyłem się abecadła, rozebrał i zbudował nową szkołę, wprawdzie drewnianą, ale odpowiednio wysoką na podmurowaniu z dachem pokrytym blachą. Otynkowany ten budynek wyglądał dość okazale, a sala szkolna była duża i jasna.

Do tej szkoły przyszła nauczycielka Dumówna, a po kilku latach nauczyciel [Stanisław] Wiączkowski - młody i energiczny, który równocześnie był naczelnikiem Sokoła w Załoźcach jako dobry gimnastyk. Ożeniony był z kwalifikowaną nauczycielką, wskutek czego szkoła po raz pierwszy od swego istnienia otrzymała drugą siłę nauczycielską.

W tym czasie proboszczem przy parafialnym kościele w Załoźcach był ks. Antoni Sas-Krechowiecki, może najwyżej wykształcony w łańcuchu wszystkich proboszczów, jacy tam byli w ciągu 400. lat istnienia Załozieckiegp Kościoła. Przed tym bowiem był on proboszczem na Kahlenbergu we Wiedniu, a jeszcze przed tym jakimś dygnitarzem w Kongregacji "De propaganda fide" przy Watykanie (13). On właśnie dał mojemu Ojcu zbiór książek, razem z szafką oraz zalecenie, aby Ojciec prowadził rodzaj czytelni, to znaczy w wolnych chwilach czytał te książki w gromadzie chętnych zebranych i pożyczał je tym, którzy zechcą czytać sami. Ta pierwsza fundacja oświatowa pochodziła zdaje się od duchowieństwa i nazywała się: "Prawdą a pracą". Jednakże dobór książek nie był ani odpowiedni, ani szczęśliwy. Był bardzo jednostronny i obejmował tylko książki z dziedziny religijnej. Było tam 12 tomów Żywotów Świętych Piotra Skargi i inne jego pisma, O naśladowaniu Chrystusa Tomasza a Kempis, a innych nie potrafię już dzisiaj wyliczyć. Fakt, że żadnego zainteresowania nie było, książki były za trudne i nie szły.

Odpowiednio do tego przygasał także zapał mego Ojca i słabła nadzieja, że ta "czytelnia" spełni swe oświatowe zadanie. Na zebrania wprawdzie przychodzili chłopi, ale woleli inne pogaduszki zamiast czytania książek. Czasem wypożyczył sobie książkę do czytania ten i ów spośród starszej młodzieży, ale trzymał bardzo długo, czasem nie oddawał, rwało się to i nawiązywało ponownie, a właściwie gasło powoli, aż zgasło po kilku latach, choć szafka z książkami stała zawsze do dyspozycji.

W tych latach Rusini na wsi budowali nową cerkiew. Stara drewniana cerkiewka, kładziona na węgieł z grubych dębowych bierwion z podcieniami na "rysiach" (14), z kwadratową nawą i brogowym wysokim dachem (15) stała na wzgórku na środku cmentarza, wśród starych lip. Do nawy przyparte od wschodu nieco niższe płytkie prostokątne prezbiterium i takaż sama kruchta od zachodu. Obok piętrowa dzwonnica z dębiny nakryta również brogowym dachem na kwadracie. Jej konstrukcja już inna. Bardzo grube i mocne podwaliny (16) nie stykały się z ziemią, lecz opierały się na głazach kamiennych położonych bez zaprawy, na narożach kwadratu. Końce tych podwalin wychodziły na jakieś dwa łokcie poza skrzyżowanie. Na tych podwalinach potężne słupy, zastrzały i krzyżulce (17), a przy narożnych słupach ustawiono też zastrzały na tych wysuniętych "ostatkach" podwalin. Za tym każdy słup narożny był ze wszystkich czterech stron podparty i doskonale usztywniony. Przy tym i ogólna statyczność budynku wzrosła przez takie rozszerzenie podstawy. Po drewnianych schodach wychodziło się na drugą i trzecią kondygnację, gdzie wisiały dzwony. Tam powyżej dachu nad parterem, który chronił przed deszczem całą drewnianą konstrukcję, nad tymi wysuniętymi "ostatkami" podwalin, wznosiły się pionowo cztery ściany parapetowe pokryte gontem od zewnątrz. Wyżej otwarta galeria z samych tylko słupów połączonych z płatwiami oczepowymi (18). Tam też leżą belki, dźwigające dzwony. Piękne mieczowanie słupów przy płatwiach oczepowych pod okapem, misternie wyrzezane w kształcie półkola, przytwierdzone było do słupów i płatwi dębowymi kołkami o pięknych główkach. Nad tym wszystkim dopiero stosunkowo stromy dach pokryty gontem sczerniałym, jak zresztą na całej cerkwi. Tylko na słupach dzwonnicy i na ścianach cerkwi pokazywała się biel gdzie niegdzie, jak zwykle na zdrowej, suchej dębinie pod działaniem słońca.

Może trochę za dużo tego opisu, ale żal mi tego zabytku, bo ta cerkiewka i dzwonnica i zresztą cały cmentarz, na którym pokazywano mi grób moich Dziadów, były naprawdę bardzo zestrojone ze sobą i piękne. To wrażenie już nie wróci i tylko we wspomnieniach da się utrwalić.

No cóż, cerkiewka wydaje mi się bardzo typowa jako wyraz polskich zachodnich wpływów w założeniu rzutu poziomego i konstrukcji dachu, jak zresztą inne cerkwie wiejskie w obrębie dawnej Rzeczypospolitej. Natomiast sądzę, że dzwonnica to typowo ruska i słowiańska horodnia (19) używana do celów obronnych.

Trudno mi coś powiedzieć o wieku tej cerkwi, bo w czasie, gdy ona jeszcze stała, byłem za młody, aby mnie to mogło interesować, a w późniejszych czasach niemożliwy był Polakowi dostęp do grecko-katolickich ksiąg i dokumentów parafialnych. Chłopi mówili, że cerkiew ma 300 lat, ale nie wydaje się to prawdopodobne, chociaż wieś istniała już na początku szesnastego wieku, jak to widać z dokumentów obejmowania w posiadanie dóbr Załozieckich przez Marcina Kamienieckiego. Sądzę, że cerkiew zbudowano już po wojnach kozackich, a późnobarokowy ikonostas bardzo piękny, oraz ołtarz z artystycznie rzeźbionym krucyfiksem pochodzą z fundacji Hetmana Józefa Potockiego, który w pierwszej połowie XVIII wieku mieszkał w zamku Załozieckim i tam umarł.

Podobno cerkiew była w nie najgorszym stanie, wymagała tylko remontu, ale już od dawna była grubo za ciasna. To właśnie wpłynęło na decyzję zbudowania nowej, większej i już murowanej. W tym celu wykrojono przyległą do cmentarza część księżego pola pod nową cerkiew i na rozszerzenie również zbyt małego cmentarza. Ponieważ według ówczesnego prawa połowę kosztów budowy ponosił kolator, a drugą połowę rozkładano na parafian według ilości posiadanego pola, przeto administracja majątku hr. Włodzimierza Dzieduszyckiego z Pieniak (20) jako kolatora, dostarczyła cegłę, kamień na fundamenty i materiał drzewny. Chłopi wszystko zwieźli i zakupili wapno, a projekt wykonał architekt Nahirny ze Lwowa (21). Budowę wykonał budowniczy Stawarski z Sieniawy pod Jarosławiem, razem z ekipą swoich murarzy. Prezesem Komitetu Budowy był najbogatszy chłop ze wsi Pawło Berkyta, z którym Ojciec mój żył w bliskiej przyjaźni. Jako wójt interesował się tą budową niejako z obowiązku, lecz jeszcze bardziej z własnej chęci, bo wszelką budowę bardzo lubił. Przesiadywał więc tam chętnie i często. Załatwiał przede wszystkim sprawy wymagające kontaktów z władzami lub z kolatorem, a w targach Komitetu z budowniczym był pośrednikiem. Mawiał potem, że wiele nauczył się na tej budowie.

Nowa cerkiew miała nawę podłużną i poprzeczną, a na skrzyżowaniu ośmioboczny tambur nakryty cebulastą banią zamiast kopuły. Gzymsy na murach o profilu klasycznym, a pod nimi romańskie lizeny.

Starą cerkiewkę i dzwonnicę sprzedano gdzieś na inną wieś, a zatrzymano tylko piękny krucyfiks z ołtarza dla nowej cerkwi. Po rozbiórce na miejscu dawnego prezbiterium postawiono pomniczek z krzyżem na kamiennym postumencie i z napisem, że tu stał dawny ołtarz.

Swoje wójtowskie urzędowanie zakończył Ojciec gdzieś w początkowych latach XX wieku, bo byłem już po maturze, gdy służbowo jeździł jeszcze do starostwa powiatowego w Brodach. Wkrótce potem utworzono nowy powiat w Zborowie (22), do którego przydzielono moją wieś rodzinną. Ojciec został oglądaczem bydła i sprawował ten urząd już do końca życia. Na specjalnych drukach o dużym formacie wydawał paszporty na sprzedaż koni i bydła, a na odwrocie pozostałych bruljonów zwykł był pisywać swoje wierszyki na różne okazje, czy też bez okazji. Były różne - krótkie i dłuższe, a nawet kolęda napisana po rusku, którą Rusini po chatach śpiewali. Pamiętam też wierszem po polsku spisaną legendę o założeniu naszej wsi. Niestety wszystko to przepadło. Bo później, już po śmierci Ojca, przyszła wojna i ewakuacja tamtych okolic. Ja byłem w wojsku, a młodsi bracia, którzy przed opuszczeniem domu zakopali w ziemi i w ten sposób uratowali to i owo, zapomnieli o tych wierszach ojcowskich. W moim posiadaniu pozostały trzy utwory wierszem, które w całości, bez żadnych zmian przytaczam (23):

NASZA ZIEMIA

1. Ej niemasz to Kraju,
Jak nasze Podole.
Te sady, ogrody
I te żyzne role
I te bujne łąki,
Jeziora, kotliny,
falujące góry, pagórki, doliny.

2. Te łany i pola,
co zbożem kołyszą,
Te kwiaty i zioła
miłą wonią dyszą.
Te drobne strumyki
szemrzą cichą piosnką.
Te rzeki, te stawy
co błyszczą przed wioską.

3. I ten szum lasu,
co żałośnie mruczy,
ta zwierzyna dzika,
co się tutaj tuczy,
i ten szczebiot ptasi,
co poi słuch ludzi
i ta ruń zielona
co się wiosną budzi.

4. Te gaje okrągłe
za wsią rozrzucone
i te niskie chatki
czysto wybielone.
Te szlacheckie dwory
i dworki ustronne,
te kościoły, cerkwie,
klasztory zakonne.

5. I ten lud spokojny
cichi [sic!], pracowity.
i ta Ojców wiara,
ten hart pospolity.
I ta ufność Bogu
wyznawana szczerze
i to przywiązanie
do swoich pasterze.

6. I te piosnki proste
i dumki jak lutnie
co słychać przy pracy
wesoło i smutnie.
I te pory roku
co gdzieś w otchłań lecą,
i te dnie, co w życiu
człowiekowi świecą.

7. Te gościńce, drogi
i ścieżny kręte.
Te Kapliczki świętych
przy boku upięte.
I to rozpostarte
ramię Bożej Męki.
I te na rozstaju
wskazujące ręki.

8. I ten śnieg bielutki
co go każdy czuje.
I ten mróz, co biednym
na oknach rysuje.
I te cmentarzyska,
gdzie starzy i młodzi,
gdzie puchacz po nocy
swe trele zawodzi.



PRZYPISY ORYGINALNE:

(13) Wiadomość o zatrudnieniu we Włoszech nieścisła; Antoni Krechowiecki (1838-1896), kaznodzieja, pisarz religijny, urodzony w Kijowie, studia w Petersburgu w Akademii Duchownej Rzymsko-katolickiej, tamże w 1861 r. przyjął święcenia kapłańskie, w 1. 1866-1867 był wicedyrektorem Kolegium Polskiego w Rzymie, w 1867 wikarym w Stanisławowie, w 1. 1872-1874 kaznodzieją katedralnym we Lwowie, bezskutecznie starał się w r. 1874 o katedrę teologii pastoralnej na UJK, po kilkuletnim pobycie w Wiedniu, od 15 VII 1892 był proboszczem w Załoźcach, gdzie zmarł w 1898 (wg: Czesław Lechicki, PSB, t. XV, s. 262-263).

(14) Rysie - rodzaj wsporników utworzonych, przez wysunięte przed lico ścian końce tworzących je poziomowych belek (in. rostatków"). Dotyczy konstrukcji tzw. zrębowej.

(15) Dach brogowy, inaczej: namiotowy, czterospadowy na rzucie kwadratu.

(16) Podwalina - w budownictwie drewnianym dolna pozioma belka ściany (w konstrukcji zrębowej).

(17) Zastrzał w budownictwie drewnianym - ukośnie postawiony element konstrukcji o funkcji usztywniającej (por. też mieczowanie); krzyżulec - rodzaj zastrzału.

(18) Płatew oczepowa - zapewne równoznaczna z płatwią kalenicową, czyli poziomą belką więźby dachowej usytuowanej przy kalenicy.

(19) Horodnia - przybudówka, budynek przystawiony do murów grodu, zamku, zbudowany z drewna (dębiny) z użyciem gliny, obłożony ziemią.

(20) Włodzimierz Dzieduszycki (l825-1899) syn Józefa i Pauliny z Działyńskich, właściciel dóbr Zarzecze i Pieniaki, protektor i organizator przemysłu ludowego, założyciel muzeum im. Dzieduszyckich we Lwowie, w 1861 poseł na Sejm Krajowy, inicjator i współorganizator wielu wystaw, m.in. l Wystawy Krajowej Przemysłowej we Lwowie (1877), działu etnograficznego i pawilonu Sztuki na Powszechnej Wystawie Krajowej we Lwowie (1894) oraz wielu innych z zakresu ludowego rzemiosła artystycznego, etnografii i archeologii. Zwolennik zbliżenia narodowości polskiej i ruskiej: "budował na równi cerkwie i kościoły" - wg M. Tyrowicz PSB, t. IV, Kraków 1948, s. 123-126. Por. J. K. Ostrowski, Kaplica publiczna w Reniowie..., op. cit., s. 227.

(21) Zob. B. Czerkes, Ł. Chryciuk, Architektur Ewgen Nahirnyj, "Dzwin", nt 4/1991, s. 150-154. Autorzy stwierdzają, że ów płodny architekt ukraiński, twórca m.in. licznych cerkwi, odbył po studiach politechnicznych praktykę u architektów: Jana Lewińskiego oraz Wawrzyńca Dayczaka, "którzy wywarli decydujący wpływ na ukształtowanie indywidualności twórcy". Panu Pawłowi Grankinowi ze Lwowa składam serdeczne podziękowanie za udostępnienie mi (wraz z tłumaczeniem) tej publikacji, nadto za pomoc sprzed kilku lat w odnajdywaniu śladów działalności architektonicznej mojego śp. Ojca na terenie miasta Lwowa i jego zbiorów archiwalnych.

(22) Zmiana terytorialna powiatu brodzkiego polegająca m.in. na przydzieleniu 18. jego gmin do pow. zborowskiego i 22. gmin do pow. radziechowskiego nastąpiła l IV 1929 (zob. Województwo tarnopolskie, nakł. Kom. Wojewódzkiej Wystawy Rolniczej i Regionalnej w Tarnopolu, Tarnopol 1931, s. 302.

(23) Autografy zachowanych utworów poetyckich M. Dajczaka, w liczbie czterech, są obecnie w posiadaniu M. Dayczak-Domanasiewicz. Niniejsza edycja oparta jest na autografach, z zachowaniem numeracji zwrotek. Pozostawiono słownictwo gwarowe, oraz będące w użyciu ludowe nazewnictwo, m.in. roślin i miejsc opisywanych (zob. "Słowniczek" na końcu edycji). Prezentowany tu wiersz M. Dajczaka Nasza Ziemia został ze znacznymi zmianami opublikowany w piśmie "Dzwon", 15 IV 1912, R. H, nr 8, s. 6.