Sprawy majątkowe po śmierci Macieja Starzeńskiego
Dodane przez Remek dnia Styczeń 13 2008 16:50:42
Część szósta (i ostatnia) wspomnień Michała Starzeńskiego. Załatwienie spraw majątkowych po zmarłym ojcu, w tym opis apelacji autora u cesarza, w sprawie anulowania niesprawiedliwych wyroków sądowych.



[źródło: "Na schyłku dni Rzeczypospolitej. Kartki z pamiętnika Michała Starzeńskiego (1757-1795)". Wydał Henryk Mościcki. Warszawa 1914, nakładem Księgarni Gebethnera i Wolffa.] Zachowano oryginalną pisownię. Datowanie orientacyjne, bo autor, zapewne spisując swe wspomnienia po latach, nie wszędzie umieszczał daty.

1787

Zamiast udać się do Galicyi, wyruszyłem wprost do Wiednia. Wiedziano już powszechnie, że cesarz się wybiera i że mu towarzyszyć będzie feldmarszałek de Lascy. Miałem przed sobą około siedmiu do ośmiu dni czasu. Ojciec mój miał w Wiedniu do swoich interesów agenta nazwiskiem Schnetter, był on jednocześnie jednym z 12 agentów Wielkiej Rady Państwa. Nie można było podać prośby ani do Wielkiej Rady, ani do samego cesarza bez pośrednictwa tegoż agenta. Miał on ze czterdzieści procesów galicyjskich, drugie tyle czeskich, oprócz takiejże liczby komisyi wojennych. Udałem się do niego w tej kwestyi, ale zaraz się przekonałem, że pomimo ogromnej masy aktów, do sprawy mego ojca należących, Schnetter nie miał najmniejszego pojęcia o tym interesie. Powiedział mi tylko stanowczo, że sprawa jest najzupełniej przegrana, gdyż był na nią wyrok wydany i podpisany przez samego cesarza. Roześmiałem mu się w nos i zostawiłem go ze wszystkimi aktami, a sam znalazłem sobie innego agenta nie tak bardzo obarczonego sprawami, który wyszukał kopię rozkazu cesarza. Było tam powiedziane:

"Wyznaczona księżnie Karolowej Radziwiłłowej suma alimentarna 12,000 guldenów ma być podniesiona z dóbr księcia Radziwiłła, umieszczonych w Galicyi. Rada Państwa ma przesłać rozporządzenie Trybunałowi lwowskiemu, ażeby zasekwestrował majątki księcia, wolne od długów. Gdyby na których znajdowały się poprzednie zobowiązania, w takim razie rozkazuję sprzedaż tych dóbr, a przewyżka ze sprzedaży będzie oddana księżnej."

Można sobie wyobrazić radość moją, skoro miałem już w ręku zalegalizowaną kopię tego dokumentu. Widocznem się pokazało, że zatajono drugą połowę cesarskiego reskryptu. Dzięki równej znajomości łaciny jak niemieckiego języka, w obydwóch tych językach napisałem treściwy referat tej sprawy. Mówiłem tam, że "Ojciec mój, dowiedziawszy się o wyroku doręczonym i egzekwowanym przez Trybunał, a mającym być nadesłanym przez Radę Państwa, a podpisanym przez Najjaśniejszego Cesarza, ze zmartwienia życie zakończył. Że przed śmiercią polecił mnie, ażebym przybył z Warszawy do Wiednia i tu sam się przekonał, czy to prawda, że jemu taka niesprawiedliwość wyrządzoną była. Że przybyłem i przekonałem się, iż rozkaz Waszej Cesarskiej Mości, którego kopię autentyczną mam przy sobie, jest najjawniejszym dowodem Jego wysokiej sprawiedliwości, ale że czy skutkiem intrygi, czy też nieuwagi był wykonany tylko w pierwszej części, a druga pominiętą została i że wskutek tego majątek Sasów, prawnie nabyty, odebrany mu został". Wspomniałem także, że brat mój służy w szeregach wojsk jego cesarskiej mości.

Cesarz Józef II, referat mój przeczytawszy, spojrzał mi bystro w oczy.
- Jaki mundur pan nosisz?
- Gwardyi narodowej.
- Chcesz pan wstąpić do mojej służby?
- Mogę również służyć waszej cesarskiej mości, pozostając tam, gdzie jestem, jeżeli zjazd kaniowski (*) przyniesie pożądane skutki.

Cesarz wziął raz jeszcze mój referat do ręki.
- Referat pana nie jest podpisany przez żadnego agenta.
- W razach nadzwyczajnych trzeba używać i nadzwyczajnych środków. Blizki wyjazd waszej cesarskiej mości nie dozwolił mi spełnić wszelkich formalności.
- Bądź pan spokojny, szybka sprawiedliwość wymierzoną panu będzie.

Zaledwie wróciłem do siebie do hotelu, stałem na Grabenie, zajeżdża powóz; był to hrabia Clary, wiceprezes Rady Państwa. Skoro wszedł, powiedział zaraz:
- Przybywam tu z rozkazu jego cesarskiej mości. Pan hrabia przedstawiłeś podanie?
- Tak, panie prezesie.
- Czy to podanie pan hrabia sam pisałeś?
- Tak jest, sam je pisałem.
- Nikt je panu nie dyktował?
- Dyktował mi tylko żal zranionego serca. Przed tygodniem umarł mój ojciec, a to jego testament.
- Czy masz pan papiery odnoszące się do sprawy ojca pańskiego?
- Mam je wszystkie. Oto są.

W przeciągu kwadransa przejrzał papiery i przekonał się, że wszystko, co mówiłem, było prawdą. Krzywda wyrządzona memu ojcu była jawnem łotrostwem. Hrabia Clary, człowiek już w wieku, przedstawiał typ bardzo szlachetny. Wyraz jego twarzy, trochę zrazu surowy, zmiękł znacznie. Po chwili rzekł do mnie:

- Jego cesarska mość polecił mi przybyć tu, do pana hrabiego i rozpatrzeć się w aktach sprawy; jeżelibym znalazł, że tak jest wszystko prawdziwie, mam wrócić do jego cesarskiej mości i wykonać dalsze jego rozkazy. Jestem bardzo szczęśliwy, że mnie najjaśniejszy pan wybrał dla rozwikłania tej historii pełnej nieporozumień, których ojciec pański padł ofiarą. Ażeby panu oszczędzić kłopotów i niepokoju wrócę tu za godzinę z rozporządzeniem cesarskiem, które niewątpliwie będzie, tak jak zawsze, słusznem i rozumnem.

W godzinę był już z powrotem.
- Przychodzę a zarazem składam panu hrabiemu najszczersze powinszowania szczęśliwego zakończenia sprawy.

Jakże rad byłem takiemu obrotowi rzeczy! Musiałem jeszcze poskładać wizyty tak panu wiceprezesowi, jak wielu innym dygnitarzom, byłem proszony na kilka obiadów, na wieczór do hr. Clary, poczem otrzymawszy kopię nowego rozporządzenia cesarskiego i przekonawszy się, że cesarz kazał wykreślić całą tę czteroletnią sprawę, opuściłem Wiedeń.



1793

W roku 1793 matka moja i bracia powołali mnie do Galicyi w celu uzupełnienia podziału majątków, pozostałych po ojcu. Pośpieszyłem tam i w ciągu dni pięciu działy były zrobione, na podstawie testamentu ojca naszego. Ja zostałem przy moich majątkach na Podlasiu z dodatkiem folwarku Markopol w Galicyi, przytem wziąłem na siebie spłacenie długów ojca. Stanisław otrzymał Mogielnicę, Ksawer 240,000 złp. na Koniuszkowie oraz majątek Olejów, przyjmując na nich prawa dożywocia naszej matki. Brat mój, Adam, wziął z ogromnymi lasami Sassów. Ksawery, będący już w wieku, w którym można myśleć o ożenku, prosił mnie, żebym go oświadczył pannie Jabłonowskiej, córce wiceprezesa Sądu szlacheckiego. Zająłem się tem energicznie i w ciągu czterech tygodni wszystko było skończone. Działy nasze wciągnięto do ksiąg stołowych królewskich. Prócz tego podzieliliśmy się stadniną i meblami. Wszyscy byli zadowoleni, a ja łudziłem się słodką nadzieją, że się te kwestye działów naprawdę i na zawsze skończyły.



Przypisy:
(*) Aluzja do szykowanego na zjeździe monarchów w Kaniowie na Podolu planu rozbioru Turcji przez Rosję i Austrię. Rosjanie mieli uderzyć na tureckie posiadłości nad Morzem Czarnym, Austria na Bałkany. Polska w tym planie miała wystawić 100-tysięczną armię i trzymać w szachu króla pruskiego, sojusznika Turków, oraz wysłać własny korpus posiłkowy do zajęcia Mołdawii i Wołoszczyzny. Z planów tych ostatecznie nic nie wyszło, bo Turcy nie dali się zaskoczyć, uprzedzeni o szczegółach operacji przez Anglików, Prusaków i Polaków.