Umowa o Olejów z księciem Karolem Radziwiłłem
Dodane przez Remek dnia Styczeń 13 2008 16:49:25
Część druga wspomnień Michała Starzeńskiego. Nowa umowa zastawna o majątek olejowski. Rodzinę Radziwiłłów, ówczesnych właścicieli Olejowa, reprezentował wojewoda wileński, książę Karol Radziwiłł "Panie Kochanku", rezydujący w Nieświeżu, znany w tamtym okresie oryginał i autor nieprawdopodobnych opowieści o własnych przygodach. Ale z pamiętników Starzeńskiego wyłania się inny obraz tego człowieka... Nie mamy niestety wiedzy ani innych źródeł, by ocenić, czy prawdziwy.



[źródło: "Na schyłku dni Rzeczypospolitej. Kartki z pamiętnika Michała Starzeńskiego (1757-1795)". Wydał Henryk Mościcki. Warszawa 1914, nakładem Księgarni Gebethnera i Wolffa.] Zachowano oryginalną pisownię. Datowanie orientacyjne, bo autor, zapewne spisując swe wspomnienia po latach, nie wszędzie umieszczał daty.

1778

Przy nadchodzącej jesieni szykowałem właśnie wszystko do mających się odbyć polowań, gdy odebrałem od ojca sztafetę, aby udać się natychmiast do Nieświeża, oddalonego o 60 mil od Strabli, a to w następującej sprawie. Książę Karol Radziwiłł, wojewoda wileński, posiadał znaczne dobra w Galicyi. Zmuszony do emigrowania za udział w konfederacji barskiej, przebywał długi czas zagranicą, a na litewskie dobra nałożono sekwestr. Po kilku latach dozwolono księciu wojewodzie powrócić do kraju, sekwestr zdjęto, ale dochodów zaległych nie zwrócono. Przez ciąg emigracyi książę Radziwiłł, spokrewniony z domami panującymi, odbywał podróż po dworach europejskich, plenipotencyę zaś co do spraw majątkowych w Galicyi oddał niejakiemu Józefowiczowi, eks-Żydowi, który tej plenipotencyi w pełni używał, pożyczając na wszystkie strony na wysokie procenta i sprzedając majątki Radziwiłłowskie niepodzielone. W ciągu lata przybył do Olejowa z propozycyą sprzedaży Olejowa i Sasowa, które ojciec mój trzymał tytułem zastawu. "Niech mnie Bóg strzeże - odparł mój ojciec - abym korzystał z nieobecności księcia, mego dobroczyńcy i szukał zysku jego kosztem. Gotów jestem nawet wyrzec się na jego korzyść prawa dożywania na Olejowie. Nie chcę być jednym z tych, którzy go obdzierają z jego majątków. Zróbmy raczej likwidacyę sum, które mi jesteście winni. Spiszmy umowę, w której panowie zobowiążecie się wypłacić w rocznym terminie całą moją sumę, a następnie sprzedacie majątki, komu będziecie chcieli." To zobowiązanie Józefowicz podpisał. Ojciec mój do sumy zastawnej dołożył 40,000 florenów. Józefowicz zrobił dobry interes dla księcia, ale sam nie odniósł żadnej korzyści, a że przy każdym interesie zwykł był jakiś procencik dla siebie odciągać, nie odpowiadało to jego wyrachowaniom, przytem odpowiedź ojca była niejako krytyką jego postępowania, stąd niechęć i żal. Mając pod swym wpływem wszystkie biura we Lwowie, począł robić szykany co do leśnego gospodarstwa w Sasowie i zagajników w Olejowie, jako własności książęcej. W terminie zaś umówionej sumy nie wypłacił.

Otóż według listu ojca miałem z owa sprawą udać się do Nieświeża i osobiście prosić o zakończenie sprawy. Puściłem się w drogę natychmiast, było to w połowie września.

O dziesięć mil przed Nieświeżem napotkałem armię nadworną księcia, złożoną z 2,000 ludzi piechoty i strzelców, oprócz tego 600 szlachty konno, kilka wozów z sieciami, zaprzężonych każdy w sześć wspaniałych mułów z dzwonkami, dalej szła smycz z 200 gończych i mnóstwo chartów. W oberży na drodze przygotowano obiad na ośm nakryć dla samego księcia Radziwiłła. Sekretarz książęcy oznajmił mi, że książę ma przybyć w kwadrans, a znając mnie i ojca zawczasu nalegał, aby zboczyć z drogi i wziąć udział w polowaniu na wilki. Książę, który wkrótce przybył, przyjął mnie bardzo łaskawie i zaprosił, bym należał do polowania, następnie razem z nim powrócił do Nieświeża, gdzie obiecał przejrzeć całą sprawę. Polowanie udało się, zabiliśmy 10 wilków. Wieczorem był bal, na którym ujrzałem wiele pięknych Litwinek, na drugi dzień obławę powtórzono. Trzeciego dnia dopiero udaliśmy się do Nieświeża, gdzie przebyłem trzy tygodnie. Książę był nad wyraz gościnny, pokazywał swój pałac, zbrojownię, konie, z których cztery kupił był niedawno u mego ojca.

Codzień przybywały listy od różnych plenipotentów i innych osób z rozmaitemi propozycyami. Gdy odczytywałem je księciu, ten przyjmował je ze spokojem i mawiał: "Wszyscy ci panowie wystawiają sobie, że mnie oszukują; ja udaję głupiego, aby się ich prędzej pozbyć. Jestem stary, bezdzietny, a majątek mój wystarczy dla mojego brata Hieronima. Na co mam łamać sobie głowę nad interesami, których nie będę miał czasu ukończyć. Wiem, że hrabia Starzeński jest człowiekiem uczciwym, a Józefowicz zwykłym oszustem, ale jeżeli na jego miejsce wezmę innego, będzie robił to samo." Oto była cała rezolucya księcia; dał mi tylko list do Józefowicza, w którym zalecał mu, aby przestał dręczyć mego ojca. Wysłałem ten list i własny opis bytności w Nieświeżu sztafetą do Olejowa, a sam zatrzymałem się jeszcze na dni kilka na wspaniałe uroczystości, które książę Radziwiłł szykował dla ks. Michała Ogińskiego, wielkiego hetmana litewskiego i swoich braterstwa, Hieronimostwa Radziwiłłów.

Jeżeli podróż moja do Nieświeża nie rozstrzygnęła ostatecznie sprawy ojca, to z drugiej strony była mi bardzo użyteczną dla moich wiadomości statystycznych i osobistych obserwacji.

Książę Karol Radziwiłł pod powłoką dziwactwa był mądrym i przebiegłym; jego podróże po dworach europejskich, odbywane niby tylko dla przyjemności, sprawiły, że za interwencyą Prus i Bawaryi zdjęto mu sekwestr z jego dóbr. Podobnież za powrotem z Warszawy udawał naumyślnie dziwaka, opowiadał niestworzone rzeczy o swoich podróżach po Europie, o czynach walecznych na ziemi i morzu, a wszystko robił dla uspokojenia otaczających go szpiegów rosyjskich. Z prawdziwą przyjemnością obserwowałem go, jak wystąpił w czasie zapowiedzianych uroczystości. Posiadał on pewną liczbę gotowego, świetnie uorganizowanego wojska, prócz tego ludność wiejską, wolną od powinności gruntowej, ale spisaną porządnie i z tej mógł w każdej chwili 1/3 powołać do broni. Armaty, amunicye doskonale zaopatrzone, strzelcy i straż leśna w poczwórnym komplecie, byli to wszystko żołnierze świetnie wyćwiczeni. Przytem za sobą czuł całą prawie szlachtę z Litwy i Polesia, gotową porwać się do broni na jedno jego skinienie. Śmiało rzec mogę, że gdyby nie wiek sędziwy i wzrok przyćmiony, które mu nie pozwoliły rozwinąć większej działalności na początku 1788 roku w czasie Sejmu Wielkiego, toby może było mniej rozpraw, mów, intryg, a więcej natomiast dobrych rezultatów.